| Artykuły |
|
kategoria: Podróże>Afryka |
data dodania: 2009-10-07
|
|
autor: turgor, Sebastian Korniluk |
Teneryfa - wyspa szczęśliwa |
|
| ocena: 4.52 | przeczytano 629 razy |
25.08.2009 - dzień ósmy - wtorek - WULKAN EL TEIDE
O 9.30 wyjeżdżam w kierunku Teide. Z autostrady TF1 skręcam na wysokości Los Cristianos w prawo na drogę TF28, prowadzącą do Arony. Przejeżdżam najpierw przez Chayofę, poznaną już przeze mnie podczas szukania drogi do Siam Parku. Następnie, 3 km przed Aroną, skręcam w lewo na TF51, która prowadzi mnie przez Aronę i La Escalonę do Vilaflor. Od Arony do La Escalony droga ma ostre podjazdy i ciasne skręty. Trzeba uważać. Są jednak dwa pasy ruchu, w odróżnieniu od tras w Górach Anaga. W Vilaflor skręcam w lewo na TF21. Odtąd przez długi odcinek trasa wiedzie przez piękny las sosen kanaryjskich. Las ten otrzymał nazwę Corona Forestal (hiszp.: Leśna Korona). Spotykam jeden mirador po lewej stronie drogi i zatrzymuję się tam na chwilę. Nasyciwszy oczy widokami ruszam dalej. Po pewnym czasie droga opada ostro na równinę Llano de Ucanca, którą dojeżdżam do paradoru (leży po prawej stronie drogi). Parador ten to wysokiej klasy 4-gwiazdkowy hotel państwowy, należący do sieci Paradores. Jestem na wysokości 2070 m. n.p.m. Podchodzę tam do budki informacji turystycznej, gdzie sympatyczny pan wręcza mi mapę ze szlakami pieszymi wokół Teide. Odpowiada też na moje pytania o to, który szlak najlepiej przejść i ile czasu to zajmuje. Z przedstawionych propozycji wynika, że najlepiej w ciągu jednodniowego wypadu przejść trasy nr 3 (Roques de Garcia) i nr 13 (Samara). Według pana są one najbardziej malownicze. Oprócz oczywiście wjechania kolejką na Teide. Ponieważ problemem może być czas wjazdu na Teide i powrotu (nie wiem, ile poczekam na kolejkę) - zaczynam wycieczkę od tego punktu. Udaje mi się zaparkować auto na zakręcie pasa zjazdowego drogi prowadzącej od stacji kolejki, na ostatnim wolnym skrawku niebieskiej linii. Na normalne miejsce parkingowe w pobliżu nie ma szans (musiałbym zjechać niżej do którejś z zatoczek i później z powrotem podejść). Ponieważ jednak wszyscy wokół tak parkują, więc idę za tym przykładem. Niektórzy, jak zauważyłem przy powrocie do pojazdu, zaparkowali nawet na żółtych liniach. Generalnie na Teneryfie na żółtych liniach nie wolno stawać w ogóle, a na niebieskich tylko czasowo (jakoś do dwóch godzin). Za naruszenie tego przepisu można zapłacić mandat w wysokości 120 euro. Idę ustawić się w pokaźną "kolejkę do kolejki". W "ogonku" do Teleferico (kolej linowa na Teide) spędzam 2 godziny. Następnie za przyjemność przejechania z wysokości 2356 m (od budynku Teleferico) na wysokość 3555 m, w pobliże szczytu, płacę 25 euro. Na bilecie napisano, że jest ważny przez godzinę [?!] w obie strony. Jazda w jedną stronę zajmuje ok. 8 minut. Przy okazji poznaję dwóch chłopaków z Poznania. Są już kolejny raz na Teneryfie i drugi raz wjeżdżają na Teide. Mówią, że podczas poprzedniej wizyty na szczycie wulkanu, w czerwcu 2008 r., prawie w ogóle nie musieli czekać na wejście do wagonika. Rozmawiamy też o darmowych, ale koniecznych pozwoleniach na wejście na sam szczyt (700 metrów podejścia od górnego budynku kolejki - 180 m różnicy wysokości). Trzeba je uzyskać w Oficina del Parque Nacional del Teide, znajdującego się w Santa Cruz. Koledzy informują mnie, że na swoje pozwolenie czekali 4 dni i że otrzymali je mailem. Cóż, widocznie ja miałem pecha. Wysłałem mojego maila ponad tydzień temu, jeszcze w Polsce, tak jak to urząd opisuje na swojej stronie internetowej. Nie dostałem ani pozwolenia ani odpowiedzi (załączyłem wszystkie wymagane dokumenty, łącznie z wypełnionym formularzem wejścia, bez którego podobno też turyści uzyskiwali zezwolenie). Benek w Górach Anaga opowiadał mi, że aktualnie mają bardzo duże obciążenie i mogą się nie wyrabiać. Może to jest przyczyna. Czyli znowu nie są przygotowani na większą ilość turystów? Powtórka z Siam Park i Loro Parque... Zasada "skasować i puścić" obowiązuje, jak widać, wszędzie na świecie. Bilety sprzedaje się, a czy turyście uda się skorzystać z wszystkich wykupionych atrakcji, to już jego problem. W tym przypadku zresztą nie chodzi już nawet o kłopot z poruszaniem się po terenie atrakcji, tylko w ogóle o uniemożliwienie pełnego dostępu do niej. Rozumiem ograniczanie liczby wejść na szczyt, wynikające z chęci ochrony przyrody, ale chciałbym otrzymać informację o ewentualnej odmowie wstępu i poznać jej powód. Na szczycie żegnam chłopaków i idę krótką (około 1 km) trasą nr 11 do Mirador de la Fortaleza. Oferuje on widok na północną stronę masywu Teide. Idąc odczuwa się, że to już wysokość ponad 3,5 tys. m i zawartość tlenu w powietrzu jest mniejsza. Człowiek zdecydowanie szybciej się męczy. Absolutnie przydają się tutaj znowu moje "trapery". Trasa jest nierówna, prowadzi po materiale skalnym będącym pozostałością po erupcjach wulkanu. Po drodze mijam jednak osoby idące nawet w klapkach plażowych, z gołą nogą. Ale, jak to Einstein powiedział: "Są dwie rzeczy nieskończone - wszechświat i ludzka głupota. Przy czym tego pierwszego nie jestem pewien..." Po rundce wokół stacji kolejki wracam wagonikiem na dół i podjeżdżam autem z powrotem w pobliże paradoru. Tym razem parkuję jednak po przeciwnej stronie szosy, na parkingu, od którego zaczyna się trasa nr 3: Roques de Garcia. Pan w paradorze obliczaĹ tą trasę-pętlę, o długości 3,5 km, na 3h50'. I prawie tyle mi zajmuje, ale z postojem, o którym za chwilę. Wyruszam na szlak. Podziwiam formacje skalne, będące wynikiem erozji. Bardziej miękki materiał skalny wykruszył się, zostawiając twardsze masy minerałów sterczące w najróżniejszych skupiskach. Widoki zapierają dech w piersiach. Absolutnie należy przejść całą trasę. Jest fantastyczna i nie żałuję żadnego metra. Nawet morderczego podejścia powrotnego w upalnym słońcu, które naruszyło gospodarkę oddechową mojego organizmu. Widzę, że wielu ludzi przechodzi tylko kilkaset pierwszych metrów do skały będącej symbolem Parku Narodowego Teide - Roque Chinchado. Skała ta wygląda jak sterczący w niebo kciuk. To błąd, chociaż czasem pewnie warunkowany brakiem czasu. Po przejściu ok. kilometra trafiam pod zacienioną skałę z dość płaską, nachyloną ścianą. Tam zatrzymuję się, żeby coś zjeść i wypić. Kiedy tak sobie spokojnie wcinam kanapkę, nagle ze wszelkich zakamarków wokół dają się słyszeć szurania. Rozglądając się, widzę mnóstwo jaszczurek, które powyłaziły z ukrycia. Dopiero w takiej chwili, gdy nie płoszy ich tupot butów i odgłosy nadchodzących ludzi, widać, jak wiele tych zwierząt żyje na tym terenie. Nagle jedna z nich, całkiem duża, podchodzi do mnie, przełazi mi przez buta i zjada okruch, który oderwał się od kanapki. W tym momencie zaskoczony rozsypuję więcej okruchów i patrzę co będzie się działo. Następujące po tej czynności wydarzenia sprawiają, że spędzam w tym miejscu ogółem 40 minut. Jaszczurki podchodzą z wszystkich dosłownie stron i zjadają okruchy. Czasem tylko porywają kawałeczek i uciekają na bok, gdzie spożywają zdobycz w spokoju. Czasem jedzą bezpośrednio przede mną. Potrafią dostrzec spadający okruch z kilku metrów i przybiec na wprost lub podkraść się poprzez okoliczne zarośla. W kulminacyjnym momencie mam przed sobą jednocześnie 5 jaszczurek na wyciągnięcie ręki. Ile posiliło się ogółem - nie wiem. Sądzę, że około 20. Niektóre przychodziły kilka lub kilkanaście razy. Usłyszałem też, jak wysokie piszczące odgłosy potrafią wydawać te stworzenia, kiedy przeganiają się ze swojego terytorium. A szybkości osiągają na krótkich odcinkach takie, że nasze jaszczurki zwinki wyglądałyby przy nich jak trabant do mercedesa. Może dlatego, że piach i skały tutaj są tak nagrzane, że cholernie parzą w łapy. I mimo, że te jaszczury lubią wygrzewać się na słońcu, to i tak po chwili leżenia podnoszą po dwie łapki w górę i chłodzą na zmianę kolejne odnóża. Kończąc karmienie gadów ruszam dalej. Po drodze mijam zastygłe języki lawy, aż docieram do wysokiego, opadającego pionowo uskoku, z którego roztacza się widok na skały w dole i równinę Llano de Ucanca. Po lewej stronie są tam ciekawe formacje skalne, przypominające ciasto drożdżowe z wnękami i otworami. Oczywiście podchodzę bliżej i robię fotki przez te otwory od strony środka skały. Następnie schodzę bokiem uskoku i przemieszczam się wąwozem w dole w kierunku wysokiej formacji skalnej, przypominającej po części zwieszającą się taśmę z nabojami do CKM-a. W międzyczasie pstrykam cały czas fotki. Uwieczniam między innymi endemiczną dla Teneryfy roślinę tajinaste (łac.: Echium simplex, gatunek żmijowca). Za tą skałą moja wędrówka kończy się ostrym podejściem na parking. Zmęczony, ale zadowolony wsiadam do samochodu i jadę do hotelu. Gdyby nie robienie zdjęć i dokarmianie gadów, przeszedłbym tą trasę w około 2h30'.
|
strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14
oceń artykuł:
|
skomentuj artykuł:
|
komentarze do artykułu:
|
| | 2. | 2010-08-14 16:26:13 | gość: Tomek
| Polecam stronke o tej wyspie, sporo informacji, forum i ponad 300 fotek - http://www.teneryfa24.pl/
|
| | 1. | 2009-11-07 20:12:07 | gość: Adam
| Piekny opis i fantastyczne zdjecia. Ta wyspa to moj cel numer jeden na przyszly rok! Na pewno skorzystam z cennych porad :-)
|
|
|
|