PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 Zobaczyć Maroko i (nie) umrzeć




  Artykuły

kategoria: Podróże>Azja data dodania: 2009-10-07      
autor: agim27, Agnieszka Szymańska

Sri Lanka - kraj bajeczny

ocena: 4.06przeczytano 216 razy


Mnisi

Powinni żyć w odosobnieniu według pierwotnych wersji - takie przecież mają założenia – żyć odizolowanym od świata zewnętrznego i poświęcać się w zupełności modlitwie lub kontemplacji Boga. Ale w dzisiejszych czasach tak do końca w odosobnieniu żyć się chyba nie da. I dobrze. Mieliśmy okazję zobaczyć kilku z nich. Z jednym nawet mogliśmy porozmawiać..
Podczas wycieczki na wyspę, zauważyliśmy małą tabliczkę z napisami w j. angielskim i j. niemieckim, że jest to miejsce święte, że należy zachować się odpowiednio oraz co najważniejsze mieć odpowiedni strój (tzn. taki, który zakrywa kolana i ramiona) Była ona tak zarośnięta, że przyjęliśmy opcję, że i tak na górze nic nie ma. Droga była również zarośnięta, prawie niewidoczna. Miało się wrażenie, że nikt oprócz nas nie wchodził tam przez dobre kilkanaście lat. Postanowiliśmy przejść się kawałek do góry. Ponieważ upał był bardzo duży, byliśmy tylko w strojach kąpielowych. Przekonani byliśmy, że na górze nie zobaczymy zupełnie nic oprócz zapuszczonych krzaków, które towarzyszyły nam podczas wspinaczki do góry. Dotarliśmy w końcu na górę i co nas tam urzekło? Błogi spokój!! Z całą pewnością mnisi mieszkający w małym klasztorze, który się tam znajdował, mieli doskonałe warunki do kontemplacji i modlitwy. Było tam małe sztuczne jeziorko, w którym kumkały żaby, a kaczki pływające po nim wpatrywały się w nas z zaciekawieniem. Jeden mnich wyszedł nam naprzeciw i bardzo spokojnie (mimo naszego bardzo skąpego ubioru) spytał, w czym może pomóc. Chcieliśmy zrobić sobie tylko z nim zdjęcie, bo o wejściu do świątyni nawet nie było mowy. Powiedział nam, że koło nas stanąć nie może ale pozwolił nam sfotografować siebie. Mnich podziękował i zaprosił nas, kiedy już zatroszczymy się o ubrania. Nie skorzystaliśmy z zaproszenia. Za dużo było do zobaczenia i zdecydowanie za mało czasu. Mnisi byli widoczni później na każdym kroku. Najwięcej oczywiście było ich w świątyni zęba Buddy w Kandy. Nie wolno ich fotografować, tym bardziej zdziwiłam się z pozwolenia, które otrzymaliśmy od mnicha na górce. Później podczas naszego pobytu zrobiliśmy jeszcze dwa zdjęcia, jednak już bez pozwolenia. Jedno koło świątyni, a drugie, kiedy byliśmy na targu. Krzysiu zrobił mi zdjęcie, a przy okazji mnichowi który stał niedaleko mnie. Był on bardzo stary, niski i jakiś taki „wysuszony” – musiał się człowiek nieźle „napokutować” w swoim życiu.

Rafy i Ocean

Wzięliśmy ze sobą sprzęt ABC do nurkowania. No może AB, bo bez płetw. Nie wiedzieliśmy, jakie warunki panują na Sri Lance dla płetwonurków, a płetwy trochę jednak miejsca zajmują. Jeśli ktoś wybiera się w okolicę miejscowości Beruwala, tam gdzie my byliśmy, nie polecamy zabierać ze sobą nawet zwykłych okularów do pływania (no chyba, że ktoś będzie ich używał w basenie). W wodach Oceanu nie zobaczy się nic. Warunki do pływania w Oceanie były beznadziejne. Woda (przez pobliską rzekę) była mulista i daleko jej było do czystości wód w Grecji czy Hiszpanii. Bardzo daleko w głąb było płytko, mogliśmy iść z pół kilometra mając ciągle wodę sięgającą naszych kolan. Nigdzie też wcześniej nie spotkaliśmy tak silnych prądów morskich. Aż trudno je opisać. Ja, ważąca około 55kg dziewczyna miałam ogromne trudności, aby wyjść bez pomocy Krzysia z wody. Wydawać się to może dziwne, że woda sięgająca kolan może tak silnie utrudniać chodzenie w niej. O pływaniu w Oceanie mogliśmy zapomnieć, a już na pewno nie w pojedynkę. Często na plaży były czerwone flagi, a kiedy już można było wejść do wody, to fale i silne prądy uniemożliwiały przepłynięcie chociażby kilku metrów.
Ciekawostką jest to, że wyspa, na której spotkaliśmy mnicha była oddalona od naszego brzegu o kilka długości naszego basenu. Przepłynęlibyśmy tą długość bez żadnego wysiłku z Krzysiem. Niestety było to surowo zabronione, mimo iż woda między brzegiem a wyspą wydawała się być bardzo spokojną – to wrażenie było jednak bardzo złudne. Prądy były tam tak silne, że każda próba przepłynięcia na wyspę była śmiertelnie niebezpieczna. Co zrobili tubylcy? Oczywiście wykorzystali tą sytuację i rozwinęli tam niezły biznes. Za każde przetransportowanie łodzią kazali sobie płacić 200 rupii – pieniądze niby nieduże, ale za taki odcinek?
Tubylcy opowiadali nam o przepięknych niegdyś rafach koralowych, które zostały potwornie zniszczone przez tsunami. Widzieliśmy takie rafy podczas rejsu statkiem ze szklanym dnem (nie polecam dla osób z chorobą morską! - mój brat Rafcio zapewne będzie wiedział, o co chodzi :-) ) Były rzeczywiście piękne, ale nie zachwycały swoim wyglądem jak te np. w Egipcie. Pokazywano nam również miejsce, gdzie niby rafy miały być. Czy były tam rzeczywiście, tego nie wiemy. Aby móc podziwiać rzekome rafy trzeba było wejść do wody „w ciemno”, tzn. znajdował się tuż przy brzegu kilkumetrowy spad, ale nie wiedzieliśmy, czy te kilka metrów to dwa czy dziewięć metrów. Widziałam kiedyś faceta w Egipcie, który wszedł na rafę gołą nogą. W tym momencie skończyły się dla niego wakacje. Postanowiliśmy nie wchodzić na ten niepewny grunt, tym bardziej, że rafy nie powalały swoim wyglądem.
Jeżeli chodzi o rekiny, to ponoć rzeczywiście są w wodach oceanu Indyjskiego. Na szczęście ich nie widzieliśmy. Manu powiedział nam: „sharks??, yeah…they are in the ocean, but far away…” [rekiny??? Ta… są w oceanie, ale bardzo daleko] – wyszczerzając przy tym szyderczo te swoje białe zęby. Jego „precyzja” jakoś nas już nie dziwiła. Co to znaczy daleko? Czy daleko było spokojne przejście w głąb oceanu około pól kilometra?
Podczas rejsu statkiem mogliśmy tez karmić rybki. Było ich bardzo dużo, były bardzo kolorowe i bardzo głodne. Podpływały tak blisko, że gdybyśmy tylko chcieli, moglibyśmy je złapać bez większego trudu. Żółwi w oceanie nie widzieliśmy mimo tego, że wypuszcza się ich ogromną ilość na wolność. W ostatni dzień mieliśmy jeszcze jedną okazję zobaczyć żółwie, a raczej żółwiki, a raczej to, co wykluło się z jaja. Okazało się, ze tuż za naszym hotelem wykluwały się małe żółwiki w ziemi, a ostatni nasz dzień pobytu zbiegł się z czasem wykopania ich z ziemi. Widzieliśmy maleństwa wykluwające się z jaj, mogliśmy je wziąć w ręce i przyjrzeć im się z bliska. Maluchy te były wrzucane do wiadra i pewnie następnie przewożone do rezerwatu żółwi.



strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


  Mapapowiększ 

  Sri Lanka

Informacje o kraju: Sri Lanka
Flaga - Sri Lanka



KONKURS NA RELACJĘ Z PODRÓŻY






© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: bramkasms.com.pl - darmowa bramka smssmspower.pl - darmowa bramka sms, doładowania, logo dzwonki