PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 Zobaczyć Maroko i (nie) umrzeć




  Artykuły

kategoria: Podróże>Azja data dodania: 2009-10-07      
autor: agim27, Agnieszka Szymańska

Sri Lanka - kraj bajeczny

ocena: 4.06przeczytano 216 razy


Warany, gekonki i inne…

Po przybyciu do hotelu i wejściu do pokoju zobaczyliśmy na ścianie gekona. Nie napiszę, co zrobiliśmy. Można się domyśleć mojej pierwszej reakcji w postaci przeraźliwego krzyku. Całe szczęście, że nad łóżkiem wisiała moskitiera, bo pewnie i bym zasnęła w tą pierwszą noc, ale czy sen byłby spokojny? Z całą pewnością nie! Nasza przewodniczka opowiedziała nam, że gekonki nie są groźne, na pewno krzywdy nam nie zrobią. Poza tym, boją się ludzi i uciekają przed nimi. Gekonki to święte zwierzęta*  i zabijać ich nie wolno!!! Zresztą – jak kontynuowała przewodniczka – one nawet zabić się nie dadzą. Mają prędkość i zwinność jakiej my jesteśmy pozbawieni..
Mały gekonek przestraszył nas tylko w pierwszą noc. Później jaszczurki te nie robiły na nas żadnego wrażenia. Było ich tysiące. Były wszędzie! Czekając w recepcji na klucze można było dostać od nich oczopląsu. Pełzały po ścianach i stanowiły ważny element dzikiej przyrody jaka nas otaczała.
Nie gekonek jednak był powodem mojego przerażenia w pierwszy dzień, ale coś dużo bardziej większego – coś, co przypominało mi swoim wyglądem smoka, dinozaura albo jaszczura – to COŚ miało około półtora metra długości i spacerowało sobie przed wejściem do naszego hotelu. To był waran. Całe szczęście, że nie człowiek był jego przysmakiem. Bał się ludzi, więc żeby zrobić mu fajne zdjęcia trzeba było mieć dużo szczęścia i przy okazji być bardzo ostrożnym. W następnych dniach widzieliśmy ich bardzo dużo i później nie robiły na nas najmniejszego wrażenia, nawet kiedy przechadzały się wśród naszych leżaków. Przypomniała mi się historia z iguanami w Meksyku. Przewodnik śmiał się z naszej reakcji, kiedy pierwszy raz zobaczyliśmy iguanę. Potem ona była już tak normalna jak u nas pies czy kot. Podobnie było na Sri lance z waranami. Trudno by mi raczej było przyzwyczaić się do takich pupilków.
Z innych zwierzątek mogliśmy zaobserwować węża. Wyobraźcie sobie, że spacerujecie sobie po przepięknych fortach (rzecz miała miejsce w Galle) w japonkach i krótkich spodenkach, bo i żar z nieba był nie do zniesienia. Jest około 40 stopni, słońce odbija się od skał i oślepia was mocno, a przed wami, około 0,5 metra przed wami, coś się wije.. Mimo oślepienia przez słońce nie mieliśmy wątpliwości, że to dwumetrowe co się wije - to wąż.
Do nieco przyjemniejszych widoków i nieco bezpieczniejszych, bo na drzewie, należał widok małpy. Bardzo chcieliśmy zobaczyć dziką małpę i udało nam się to w ostatni dzień i nawet nie przypuszczaliśmy, że uda nam się zobaczyć tak dużą małpę.. I nawet mamy ją na zdjęciu! Powiedziano nam, że małpy przychodzą w pewnym okresie z dżungli i kradną owoce cytrusowe ludziom z ogrodów.

Środki transportu

Będąc z Krzysiem w Pradze niezwykle doceniliśmy środki transportu. Najwygodniejszym i najszybszym środkiem okazało się metro. Czy jest w Kolombo? Tego nie wiem. Były za to inne możliwości przetransportowania siebie w inne miejsce. Jednym z nich był autobus – cóż dziwnego? Przecież wszędzie na świecie są autobusy. Nigdzie jednak indziej nie widziałam autobusów tak bardzo przepełnionych. Ponoć na Kubie jest podobnie, ale sprawdzenie tego dopiero przed nami. Nigdzie indziej również nie spotkałam się z sytuacją, kiedy to trzeba wskakiwać do autobusu. Nie zdecydowaliśmy się na tak ekstremalną przejażdżkę, ale widzieliśmy jak to wygląda. Tylko tubylcy są w stanie wykonać wyskok lub wskok do przepełnionego po brzegi i jadącego autokaru i nierzadko z kilkoma pakunkami w rękach. Jazda autobusem, mimo tych wszelkich niedogodności cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem, lecz przeważnie wśród tubylców. Turyści wolą nieco bezpieczniejsze i na pewno mniej stresujące środki transportu jak np. taksówkę czy tuk-tuka. Jeśli chodzi o ceny za przejazd, to autobus nie ma sobie jednak równych. Opłata za bilet jest śmiesznie tania i w przeliczeniu na naszą walutę są to grosze. Jeśli chodzi o mnie, nie marzyła mi się wyżej opisana podróż, nawet jeśli miałaby ona być za darmo. Z usług taksówkarzy też zrezygnowaliśmy i najbardziej interesujący okazał się dla nas tuk-tuk. Mam w pamięci jedno zdarzenie. Wybierając się z Krzysiem do Galle poszliśmy do szefa tuk-tuków. Ten popatrzył na nas jak na dziwolągów i trzy razy z przerażeniem i ogromnym zdziwieniem zapytał, czy na pewno chcemy jechać tuk-tukiem do Galle. Z jego reakcji i kilkoro jego współpracowników wynikało, że poprosiliśmy o rzecz albo bardzo dziwną albo wręcz niemożliwą. A może po prostu był to z ich strony jedynie marny chwyt reklamowy, żeby zażądać od nas jak największą sumę pieniędzy? W końcu, po bardzo długim ich marudzeniu i targowaniu się zgodzili się i pojechaliśmy z Samem do Galle. Za podróż zapłaciliśmy 35 dolarów (tyle, ile z biura zapłacilibyśmy za jedną osobę). Sam zapłacił za cały bak a raczej „baczek” benzyny 5 dolarów. Starczyło mu to na drogę tam i z powrotem i jeszcze pewnie zostało na kilka kursów do pobliskiego miasteczka. Musimy przyznać, że nasz wybór był pierwszorzędny. Pojechaliśmy i wróciliśmy cali i zdrowi, a przy okazji zobaczyliśmy bardzo dużo rzeczy. Mój Dedi pewnie jest ciekawy, jak się ma sprawa z rowerami? Rowerzyści nie rzucili mi się w oczy w ogóle. Jacyś poszczególni kręcili się po drogach, ale byli to raczej ludzie, którzy wykorzystują swój rower, aby dostać się np. na pobliski targ niż uprawiający jazdę rowerową jako rodzaj sportu.
Aby dostać się na Sri Lankę musieliśmy pokonać niekrótką drogę powietrzną najbardziej nie lubianym przeze mnie środkiem transportu czyli samolotem. Nasza podróż rozpoczęła się w Warszawie. O wrażeniach z Warszawy nie będę wspominać. Po pierwsze dlatego, aby wymazać je z pamięci. Po drugie szkoda komentarza na to, co zobaczyliśmy na Dworcu Wschodnim. Lecieliśmy dosyć długo, bo ok. 14 godzin w jedną stronę. Po pięciogodzinnym locie mieliśmy międzylądowanie w Dubaju. Tu wysiadła dosyć spora część wczasowiczów, co oznaczało więcej miejsca dla nas. Nie można było opuścić samolotu. Droga powrotna była chyba nieco dłuższa, a to ze względu na dwa międzylądowania, w Dubaju i na Cyprze. Lądowanie w Dubaju poprzedziły jakieś błyski za oknem. Krzysiu stwierdził, że to burza. Nie wystraszyłabym się tej burzy aż tak mocno gdyby nie smród, który pojawił się w samolocie. Smród był taki, jakby paliły się kabelki w gniazdku. Podziałało to na moją wyobraźnię… Na szczęście nie było to chyba nic groźnego, skoro teraz mogę to opisać.

Mimo tej bardzo długiej podróży polecamy z czystym sumieniem Sri Lankę - kraj niezwykły i cudownie bajeczny. Kraj, w którym poczujecie się jak w bajce z innego świata. A kiedy wrócicie do Polski często myślami będziecie tam wracać. Będziecie powracać do cieplutkiej wody w basenie, w którym kąpaliście się wśród przepięknych kwiatów spadających z egzotycznych drzew. Będziecie przypominać sobie śpiew ptaków jakże inny od naszych i niezwykle trudny a nawet niemożliwy do opisania. Będziecie przypominać sobie zapachy kwiatów, piasku i morza i będziecie przy okazji czuli powiew wiatru na policzkach. Tego nigdy nie przeczytacie w żadnej książce i nigdy nie poczujecie tego swoją wyobraźnią. Trzeba tam być i to przeżyć. Z Krzysiem zamierzamy zobaczyć najdalsze zakątki świata i jesteśmy pewni, że nam się to uda. Przecież wiara czyni cuda. A my czekamy na te cuda z utęsknieniem…

* Podobnie jest w Indiach. Ostatnio przeczytałam, że nie zabija się tam nawet szczurów. Powód? Bo są święte! No więc żyją sobie to święte stworzenia wśród biedaków mieszkających na ulicy i nikomu to nie przeszkadza.



strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


  Mapapowiększ 

  Sri Lanka

Informacje o kraju: Sri Lanka
Flaga - Sri Lanka



KONKURS NA RELACJĘ Z PODRÓŻY






© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: bramkasms.com.pl - darmowa bramka smssmspower.pl - darmowa bramka sms, doładowania, logo dzwonki