| Artykuły |
|
kategoria: Podróże>Azja | data dodania: 2009-10-07 |
|
autor: agim27, Agnieszka Szymańska |
Sri Lanka - kraj bajeczny |
|
| ocena: 4.06 | przeczytano 92 razy |
Ludzie
Ludzie na Sri Lance są twoimi przyjaciółmi, kiedy tylko wyczują, że mogą na tobie zarobić. Nie wzbudzają zaufania swoim wyglądem, ale źli nie są. Chcą, żebyś czuł się na Sri Lance jak najważniejszy gość, ale później za to słono zapłacił. Takie były nasze wrażenia.
W pierwszy dzień poznaliśmy Manu, chłopak zajmował się lokalnymi wycieczkami. Kiedy spacerujecie sobie po plaży, mają oni w zwyczaju iść koło was, wcale nie pytając was o zdanie, czy macie na to ochotę czy nie. Na początku było to bardzo krępujące, a później nie przejmowaliśmy się tym. Manu również przyłączył się do naszego spaceru, był dla nas bardzo miły, opowiadał dużo, co warto zwiedzić, co zobaczyć, gdzie pojechać. Powiedzieliśmy mu, że chcemy porobić sobie zdjęcia na takiej plaży, gdzie nie ma turystów. Manu stwierdził, że zabierze nas tam za jedyne czterysta rupi. Zgodziliśmy się, umówiliśmy na następny dzień na określoną godzinę. Następnego dnia o określonej godzinie nadaremne były poszukiwania Manu. Pytaliśmy o niego, szukaliśmy go, ślad po Manu zaginął. Manu pojawił się dopiero popołudniu. Bez wstydu powiedział, że nie przyszedł na nasze spotkanie, bo rano umówił się z Anglikami na wycieczkę po rzece. „Business is business” - stwierdził, że po prostu dali mu więcej zarobić, niż zarobiłby z nami. Zaskoczyła mnie ta jego szczerość i bezczelność. Kiedy go szukaliśmy, mówiono nam, że je lunch. Z takim wytłumaczeniem też kilka razy się tam spotkaliśmy. Facet w recepcji, który wymieniał pieniądze potrafił jeść śniadanie około trzech godzin. Ludzie zajmujący się przy hotelach na przykład wycieczkami, przewozami tuk-tukiem mają za zadanie wyssać z turystów ostatniego dolara. W ostatni dzień chcieliśmy kupić pamiątki. Wzięliśmy tuk-tuka, kierowca zawiózł nas do sklepu swojego znajomego – bardzo ekskluzywnego jak na Sri Lankę, nie pasującego kompletnie do krajobrazu Beruwaly czy Bentoty. Ceny również były ekskluzywne, więc postanowiliśmy się targować. Właściciel wściekł się, kazał mi odłożyć to co trzymam w ręce i dał do zrozumienia, żebyśmy opuścili jego sklep. Musiałam go chyba niezwykle obrazić!!! Kierowca również był na nas zły, że nie dokonaliśmy zakupów w sklepie jego znajomego, zawiózł nas na targ, wziął pieniądze za przejazd i odjechał niepocieszony. Na targu ceny były dziesięciokrotnie niższe niż w tym sklepie, no i za targowanie nikt się nie obrażał.
Dla ludzi na Sri Lance byliśmy bardzo ciekawi. Kiedy pojechaliśmy na targ, albo do przystani przez małe wioski, ludzie patrzyli się na nas jakbyśmy byli z innej planety. Dzieci biegały za nami, pokazywały sobie nas palcami, starsi patrzyli na nas jakby pierwszy raz w życiu widzieli białego człowieka. Przewodniczka mówiła nam, że niektórzy święcie wierzą, że Sri Lanka jest całym światem. Turyści wzbudzają zaciekawienie przez swój kolor skóry. Poza tym kraje europejskie są dla większości z nich nieosiągalne, nawet w ich wyobrażeniach. Kolor skóry to jedno, ubiór to drugie. Turystki z Europy chodzą po plaży w bikini, co dla kobiety Hinduski jest po prostu niewyobrażalne. Chodzą zakryte od stóp do głów jak w Tunezji czy w Egipcie.
Wylęgarnia żółwi
W drodze powrotnej z Galle poprosiliśmy Sama, naszego bardzo cierpliwego kierowcę, aby zawiózł nas jeszcze do wylęgarni żółwi. Był tam piękny zachód słońca, wylęgania znajdowała się tuż przy plaży. Spacerowaliśmy po rozgrzanym słońcem piasku i byliśmy ciekawi tej atrakcji, która kosztowała nas grosze, bo ok. 400 rupi od osoby. Nasz przewodnik świetnie mówił po niemiecku, więc nie było problemu ze zrozumieniem tego, co miał do powiedzenia. Wylęgarnia zajmuje się ochroną ginących gatunków, a na Cejlonie żyje aż pięć gatunków z siedmiu występujących na świecie.
Żółwie składają jaja co dwa lata od kilku do 150 sztuk. Jaja w ziemi leżą dokładnie 42 dni. Każde miejsce, gdzie znajdują się jaja jest dokładnie oznaczone: ile jest tych jaj w ziemi, kiedy zostały tam włożone oraz jaki to jest gatunek. Po tym czasie z tych jaj wykluwają się małe żółwie. Te, których pępuszek już jest zagojony są wyciągane z piasku. Takie małe żółwie zostają włożone do wody, do małego kamiennego basenu. Tam są one jeden dzień, na drugi dzień przekłada się je do drugiego basenu. Jest jeszcze trzeci mały basen, w którym są małe trzydniowe żółwie. Później wypuszcza się je na wolność. W tych małych basenach było dosyć sporo tych żółwi, mogliśmy je wziąć w ręce i popatrzeć jak wyglądają z bliska. Najfajniejsze były te maleństwa jednodniowe, które były jeszcze ślepe i bezbronne. Miały około kilkunastu centymetrów i śmiesznie machały łapami. Ich pancerz jest jeszcze dość miękki i ponoć twardnieje z czasem. W naturalnych warunkach w pierwszych chwilach po wyjściu z dziur odruchowo szukają schronienia, są bowiem narażone na ataki wielu zwierząt, w szczególności ptaków. W takich wylęgarniach nie muszą się tym przejmować, bo mimo iż od pierwszych swoich chwil są już samodzielne, to człowiek pomaga im tutaj przystosować się do środowiska.
W trochę większych basenach były różne inne, starsze żółwie. Był żółw stuletni, który ważył około 12 kilu i Krzysiu mógł go wyłowić z wody. Ja również wyciągnęłam troszeczkę mniejszego i młodszego, miał ok. 9 kilo. Był też żółw, który od urodzenia był żółwiem ślepym, był żółw, który poprzez tsunami stracił dwie przednie łapy. Były też żółwie chore, dlatego co dwa tygodnie przychodzi do wylęgani lekarz weterynarz, który bada je i określa, czy są gotowe, aby powróciły do wód Oceanu. Kilka takich żółwi również widzieliśmy. Woda w basenach jest wymieniana co dwa dni wodą z oceanu, jest to jednak bardzo pracochłonne.
Po obejrzeniu wylęgarni zostaliśmy zaprowadzeni do sklepiku, w którym mogliśmy kupić przeróżne pamiątki związane z żółwiami i poprzez ten zakup wesprzeć finansowo tą wylęgarnię. Utrzymuje się ona tylko z turystyki, bo od państwa nie otrzymuje żadnych pieniędzy.
|
strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11
oceń artykuł:
|
skomentuj artykuł:
|
komentarze do artykułu:
|
|
|
|