PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 Zobaczyć Maroko i (nie) umrzeć




  Artykuły

kategoria: Podróże>Europa data dodania: 2008-01-21      
autor: Dariusz Edward Strzelecki

Osiem dni w południowej Francji...

ocena: 2.60przeczytano 1157 razy


Dzień II

Ramonville, na przedmieściach Tuluzy. Zanim wyjedziemy, tankowanie paliwa na lokalnej stacji. Dużo taniej, niż w trasie, czy centrum. Do Carcassonne jedziemy "nacjonalką". Bardziej interesująco, niż autostradą, do tego bez opłat. Wzdłuż malowniczej, zacienionej wiekowymi platanami drogi, wody Kanału Południowego. Siedemnastowieczny, ponad dwustuczterdziestokilometrowy Canal du Midi z rzeką Garonną, do dziś stanowi ważną arterię wodną południowej Francji, między Atlantykiem, a Morzem Śródziemnym. Liczne, śluzy, mosty, czy tunele, każą uznać całość za cud techniki i znaleźć należne miejsce na liście światowego dziedzictwa. Potężne platany nad wodami kanału są dziś jedynymi świadkami geniuszu jego twórców...

Trudno w Carcassonne znaleźć wolne miejsca na parkingu centralnym, przy bastionie Calvary, nawet po letnim sezonie. Wydaje się, że stąd należy zacząć marszrutę w kierunku słynnego wzgórza Cite. Najpierw jednak wizyta w katedrze św. Michała. Chłód i półmrok dziewiętnastowiecznego stulecia daje chwilę wytchnienia po podróży. Delikatna muzyka organowa z głośników na stałe wpisana jest w atmosferę francuskich kościołów. Spacer wąskimi uliczkami miasta. Ratusz, gdzieś w oddali charakterystyczna, ośmiokątna wieża, gotyckiego kościoła św. Wincentego, i jego czterdzieści siedem dzwonów, bastion Montmorency.
Z zabytkowego mostu Pont Vieux nad rzeką Aude, rzut oka na odległy kościół pod wezwaniem świętego Gimera, nieznanego w Polsce biskupa, z dziesiątego stulecia. To jeden z trzech obiektów zaprojektowanych przez Eugene Viollet-le-Duc’a, wybitnego konserwatora zabytkowych budowli świata. I tylko pytaniem jest, co nadaje świątyni Gimera uniwersalny charakter, że znajduje się w wykazie obiektów chronionych przez UNESCO. Paczków, na Śląsku Opolskim (niektórzy twierdzą, że również Chełmno nad Wisłą), zwany jest przesadnie "polskim Carcassonne". Do tego właściwego dzieli go jednak nie tylko przepaść odległości. Właściwe Carcassonne ponoć założył mitologiczny Eneasz, wódz trojański i protoplasta starożytnych Rzymian. Tak prawdziwie, to jednak Rzymianie w I wieku n.e. tworzą kolonię Carcaso. Potem miastem rządzą Wizygoci, Arabowie... Historia właściwego Carcassonne, znanego dziś, to stulecia od XI do XIII, kiedy grodem zarządza rodzina Trencavel, a po ich zgładzeniu jako heretyków, Simon de Montfort, kierujący krucjatą w XIII wieku (Carcassonne obok Albi to drugie centrum ruchu religijnego – albigensów, krwawo wytępionych, podobnie jak później hugenoci, przez zwolenników katolicyzmu). Pozostaje po nich tylko historia i Cite. Kolejne fortyfikacje powstają głównie po to, aby strzec przez zemstą rodu Trencavel. Poddane ostatecznie królowi Ludwikowi IX, potem Filipowi III, miasto zyskuje kolejne wały obronne.
Carcassonne podupada od połowy XVII wieku. W wieku XIX jest już ruiną i zapada decyzja o jego rozbiórce. I tylko wpływowym kręgom naukowym tego okresu, zawdzięcza się to, że dziś oglądać można jedno z największych i najpiękniejszych miast obronnych wszechczasów, wpisanych na listę UNESCO (głównym konserwatorem jest wspomniany Viollet-le-Duc).
Pięćdziesiąt dwie wieże, dwa pierścienie murów obronnych o długości trzech kilometrów z bramami i barbakanami, musi budzić podziw i uznanie dla twórców i historii. A najważniejsze, że Carcassonne to nie muzeum. Miasto żyje. Ma dziś swoich stu dwudziestu mieszkańców – restauratorów, kupców i rzemieślników, a na jego teren można wejść bez jakichkolwiek opłat. Trudno wyobrażalne jest miasto w pełni sezonu. Jak magnes tysiące turystów, niczym pielgrzymi wędrują na wzgórze, gdzie obok cmentarza, wielki parking, i...lunapark. Port Narbonnaise (Brama Narbońska) stanowi najważniejsze wejście od strony, tak zwanego "nowego Carcassonne" (miasto dolne), o ironio, zbudowanego w XIII wieku. Brama pierwsza, potem fosa z mostem zwodzonym, druga brama przez ciasne gotyckie wieże fortecy i brukowana uliczka ze sklepikami, czy informacją turystyczną, skąd wyruszyć można na zorganizowaną wędrówkę po grodzie. Uciekamy od mało zainteresowanych zwiedzaniem, bogatych przybyszów i rozstawionych stolików jakiejś restauracji, aby poczuć pozytywny klimat Carcassonne, w ciasnych zaułkach. Na placu przed bazyliką św. Nazariusza, wtopionej w część wewnętrznych fortyfikacji, mały odpoczynek. Bezpłatna, czysta toaleta ułatwia dalszą peregrynację.
Chłód wiekowej, rozbudowywanej od dwunastego stulecia, świątyni. Romański portal i część naw, gotyckie elementy transeptu, rozety, okna, wśród których witraże z "drzewem Jessego", czy "drzewem życia". Bazylika – niechcący świadek barbarzyńskich działań przeciw religijnej konkurencji (konkretnymi świadkami są narzędzia i maszyny tortur zgromadzone w pobliskim Muzeum Inkwizycji). Źródła pisane na ten temat zgodnie milczą. Może lepiej nie przywoływać upiorów przeszłości. Carcassonne, to bowiem miejsce kaźni setek mieszkańców, w opinii panów średniowiecza - buntowników, niepokornych, wywrotowców. Ich ciała przyjmuje okoliczna ziemia, lub ogień, a pamięć o tych wydarzeniach, zawodzi. Przypomina się zatem tych, którzy wierni do końca, przysługują się "słusznej" religii, choćby pochowanych w bazylice biskupów: Razoulsa, czy de Rocheforta. Nie sposób ominąć okatgonalną Wielką Studnię, pełną legend i tajemnic, czy zamek Comtal. I nie można na tym poprzestać. Między murem wewnętrznym i zewnętrznym jest przecież szeroka, ślepa dla dorożek, promenada, którą piesi powinni obejść twierdzę. Pół dnia mamy "z głowy".



Rok 1208. Papież Innocenty III oferuje każdemu, kto chwyci za broń przeciw katarom, boskie zbawienie, ziemie z majątkami heretyków oraz ich sprzymierzeńców oraz prolongaty spłat ewentualnych długów, czy podatków ustanowionych przez kościół w związku z krucjatą. Jednocześnie poucza, iż osoby utrzymujące jakiekolwiek stosunki z wyklętymi, na przykład przyjmowanie w domu, czy kontakty handlowe, objęte zostają ekskomuniką lub anatemą, bez możliwości odwołania się do praw świeckich. Nie można za taką osobę odprawić mszy, bądź pochować zmarłego na chrześcijańskim cmentarzu. Zaplanowana akcja obejmuje również stronę propagandową. Szydzi się z określenia "katar", utożsamiając jego znaczenie z niemieckim słowem "Kater", sugerującemu oddawanie kultu kotom... Tymczasem wiarygodne źródła historyczne potwierdzają genezę słowa od greckiego wyrazu "katharsis" – "oczyszczenie".

Jednym z pierwszych celów krucjaty jest Minerve, niewielka, zapomniana wieś na północny wschód względem Carcassonne.
Rok 1210. Oblężenie miasteczka przez katolicką armię, pod wodzą zdobywcy Carcassonne, Simona de Montforda. Obrona sprawowana przez dwustu mężczyzn z niewielkimi szansami, wobec liczebnej przewagi agresorów i ich czterech katapult, z największą "Malevoisine". Najpierw pada obiekt strategiczny: ujęcie wody - studnia świętego Rustiquea. Broniącą się społeczność katarów, wspiera jedynie podwójny mur i naturalne ukształtowanie terenu – głęboki wąwóz rzek Cesse i Brian. Mieszkańcy żyjący do tej pory spokojnie, w ładzie i dobrobycie, muszą oddać wszystko, co najcenniejsze. Nie tylko dobra materialne: winnice, sady, domy, młyny. Życie. Odrzucenie sakramentów, kościoła i kapłanów, bogactwa i pychy kleru, są wystarczającym argumentem dla wojsk Innocentego III, aby stu czterdziestu katarów, czasem i tu określanych, jako albigensów, spłonęło na stosie. Pochodzący z roku 1231 roku nakaz papieski zaleca stosy, jako formę kary. Pod względem technicznym ma to pozwalać uniknięcie rozpryskiwania się krwi. Haniebna era zachłannych papieży dopiero się zaczyna. "Zabijajcie wszystkich, Bóg swoich rozpozna!", ponoć nawołuje jeden z opatów. Jeśli włodarze i panowie tych dni, nie płoną na stosach piekielnych, jak niegdyś ich ofiary, to cud. Pamięć pozostaje w słowach pieśni rozpowszechnianych od tego czasu przez trubadurów.
Niczym pielgrzymi "postmanichejscy", wkraczamy pieszo przez most nad Cesse w granice Minerve. Krucjata niewiele pozostawia dzisiejszym "pątnikom". Chyba tylko "candela", smukła, ośmioboczna wieża górująca nad wsią, czy zamknięty kościółek, przypominają o świetności społeczeństwa Minerve z dwunastego i zarania trzynastego stulecia.
Niezwykłe położenie dawnej twierdzy katarów, daje niezapomniane wrażenie. Za zabudową osady, niczym Wielki Kanion, strome i głębokie ściany nad rzeką Brian. Gra światła słonecznego potęguje ich piękno. Wody nie widać. Zbyt głęboko. Spokojne miejsce do pożegnania z życiem, czasem przypadkowo. Z drugiej strony skalnej wyspy, gołoborze nad wąwozem. Gdzieś w dole dawny dom dla trędowatych i wyżłobiony w miękkiej skale osadowej przez rzekę, naturalny most...



Z pewnością miasteczko Mazamet, Góry Czarne, czy Park Natury Górnej Langwedocji nie jest magnesem turystyki plażowo – stacjonarnej. Rejon, gdzie między pogarbionym terenem, drzewka oliwne, pinie, a przede wszystkim plantacje winnej latorośli. Specyfika szlachetnej ziemi. Tu, gdzie inne uprawy nie przynoszą żadnych plonów, bo brak w glebie minerałów, winorośl daje wino doskonałe. Taka jest Langwedocja – Roussillon, ostoja języka prowansalskiego, zwanego też oksytańskim ("langue d’oc"), gdzie na słowo "tak" zamiast "oui", mówi się "oc", bynajmniej nie z angielskiego.



strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


  Mapapowiększ 

  Andora

Informacje o kraju: Andora
Flaga - Andora


  Francja

Informacje o kraju: Francja
Flaga - Francja



KONKURS NA RELACJĘ Z PODRÓŻY






© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: bramkasms.com.pl - darmowa bramka smssmspower.pl - darmowa bramka sms, doładowania, logo dzwonki