PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 Zobaczyć Maroko i (nie) umrzeć




  Artykuły

kategoria: Podróże>Europa data dodania: 2008-01-21      
autor: Dariusz Edward Strzelecki

Osiem dni w południowej Francji...

ocena: 2.60przeczytano 1157 razy


Dzień III

Wysoko, wśród pirenejskich wzgórz po stronie francuskiej, daleko od komunikacyjnych traktów, zapomniane ruiny zamku Montsegur. Kręta, wąska droga pnie się w górę w stronę ośnieżonych szczytów. Z niedowierzaniem przeglądamy polskojęzyczne, książkowe przewodniki turystyczne, gdzie, jak na lekarstwo informacji o słynnym "Szlaku Katarów".
Od zaparkowanego pojazdu jeszcze półgodzinna wędrówka na wysokość 1207 metrów. Po drodze obelisk upamiętniający martyrologię katarów, w miejscu gdzie płonął stos. "En ce lieu le 16 mars 1244 plus de 200 personnes ont ete brulees. Elles n’avaient pas voulu renier leur foi", głosi napis. Ludzie przynoszą kwiaty w barwach miejscowości Foix, Tuluzy i Aragonii – czerwone i żółte.
Początek XIII wieku. Wspólnota katarska przejmuje po rodzinie Pereille zamek. W sile do sześciuset osób, uciekinierów z innych miejsc przed nadchodzącą krucjatą, skutecznie opiera się uporczywym atakom egzekutorów gniewu papieża. Wieść gminna niesie, iż katarzy z Montsegur są powiernikami świętego Graala, kielicha z krwią Chrystusa, zebranej przez Józefa z Arymatei. To tłumaczy ich siłę oporu, bo znakomita część mieszkańców, to kobiety.
Kapitulacja Montsegur następuje po dziesięciomiesięcznym oblężeniu i ciężkiej zimie, w maju 1244. Obrońcy otrzymują ultimatum: potępienie swojej wiary, albo ogień. Dwustu dwudziestu pięciu wybiera drugi wariant, reszta wypiera się religii, za co jedynie (?) areszt i grzywna. Odtąd królewską fortecą zarządza rodzina Levis, która w XVI wieku opuszcza na zawsze miejsce ludobójstwa. Koniec Monsegur, to początek końca katarów. Na zawsze.
W lesie, przy stromym podejściu kasa biletowa. Każda z osób lżejsza o cztery euro. Do zamku pozostaje dziesięć minut marszu. Pozostałości po fortecy, przywracanej "do życia" od XIX stulecia, być może u niektórych znawców budowli warownych nadal budzą zachwyt. Dla laika – rozległe mury wkomponowane w skalny fundament. Szczyt, na którym oddech zapiera wiatr, przestrzeń, zaśnieżone szczyty Pirenejów, czy duch ludzkich tragedii.



Puilaurens. Dwunastowieczna twierdza zamkowa, opustoszała po letnim sezonie. A może tylko mżawka nieco ostudza zapędy poznawcze potencjalnych turystów? Z leśnej ścieżki za informacją turystyczną, nie widać ruin. Pojawiają się za ścianą lasu, gdzie ostatnie kroki kieruje się na zygzakowate podejście. Szczyt, na którym jedna z najmniej obleganych warowni katarów, ze względu na przynależność do długo nie objętego krucjatą, Królestwa Aragonii (dziś autonomiczna kraina w Hiszpanii). Trzy lata przed przesunięciem granicy na południe, na szczyty pirenejskie (1258), w zamku nie ma już wyznawców dualizmu. Zamek staje się jedną z pięciu granicznych fortec między Francją, a Hiszpanią i przechodzi w kolejnych dziesięcioleciach z rąk do rąk. W XVI wieku na długo staje się schronieniem dla pasterzy, lub zbiegów. Wieża Białej Damy, zbiornik na wodę pitną, czy "tubowy" system przekazywania informacji między piętrami, dowodzą wyjątkowego geniuszu dawnych budowniczych. Ze wzgórza zamkowego droga wiedzie pod imponującym wiaduktem Lapradelle. Do następnych budowli na szlaku katarów, kilkadziesiąt kilometrów. To dobrze. Jest szansa na poprawę pogody.



Ponad godzinna jazda owocuje wreszcie widokiem na najwyższy szczyt nizinnej okolicy. Niczym gotycka sterczyna - wysoka wieża zamku Queribus, niedaleko miejscowości Cucugnan.
Z szutrowego parkingu na przełęczy Grau de Maury, zapierający dech, widok na okolicę. Do właściwego zamczyska, kilkaset metrów pod górę. Szeroka ścieżka, niczym na Śnieżkę od strony Małej Kopy. Na siedemset trzydziestym metrze nad poziomem morza, mury średniowiecznej budowli. Tej, która, jako bastion katarów poddaje się najpóźniej. W 1255 roku. Mieszkańcy prawie w całości wymykają się agresorom, chroniąc się w pobliskiej Aragonii, dzięki czemu zamek nie doznaje zniszczeń, jak inne warownie. Nawet rola strażnika granic Francji przed atakiem wojsk aragońskich, nie wyrządza tyle zniszczeń, co upływ czasu i brak właściciela, od połowy XVII wieku.
W Queribus zwracają uwagę rozmieszczone na kilku poziomach pomieszczenia, szczególnie pokój filarowy, gdzie sufit wspiera się niczym w świątyni gotyckiej na kolumnie. Przeciskamy się niskimi korytarzami, wchodzimy do ślepej piwnicy - może aresztu, wspinamy się spiralnymi schodami na szczyt donżonu, skąd widok przynajmniej na kilkadziesiąt kilometrów... Równiny Corbieres i Roussillon, kolejny zamek katarów Peyrepertuse, szczyty Pirenejów, czy wody Morza Śródziemnego, to obrazki z platformy widokowej na wieży zamku.



Tylko parę kilometrów dalej, słabo oznakowany zjazd z lokalnej drogi, na węższą, krętą, prowadzącą do kolejnego obiektu na "Le pays Cathare". Wokół pola winnej latorośli, pojedyncze pinie. Jest po godzinie osiemnastej. Kasa do zamku Peyrepertuse (z języka prowansalskiego, którym posługiwali się katarzy – "przebita skała"), zamknięta. Szczęśliwie szlaku i wejścia do ruin nie zamyka się. Pięć euro per capita zostaje w kieszeni.
Leśna ścieżka. Skalisty szczyt zabudowany murami obronnymi, wyłania się niespodziewanie. W blasku chylącego się ku zachodowi słońca, znowu powala swym pięknem. Jedenastowieczne zamczysko, a właściwie dwa – zamek górny i dolny, stanowiące jedną całość, znowu inne, niż wcześniej obejrzane. Zamek dolny, jak dziób dryfującej łodzi między pofalowanymi szczytami, dochodzącymi do ośmiuset metrów ponad poziom morza. Rozpoznawalne pozostałości po świątyni, czy rezydencji dla króla Aragonii. W przeciwieństwie do innych warowni katarów, budowla nie jest obiektem zainteresowań najeźdźców, choć ostatecznie po krucjacie przechodzi w ręce Francuzów, w 1240 roku. Król Ludwik IX, uznany potem przez papieża za świętego, docenia wartość obronną zamku i dobudowuje zamek górny, ochrzczony imieniem św. Grzegorza z kaplicą i donżonem na dalszej, stromej części szczytu. Budowla dołącza tym samym do tak zwanych "pięciu synów Carcassonne", zamków – strażników granicy Francji i Aragonii. Tu administracja królewska trwa aż do wybuchu Rewolucji Francuskiej.



Zmęczeni historią katarów, zadumą o eksterminacji miliona istnień ludzkich, przemieszczamy się dalej wąskimi drogami. Na szczęście jest jeszcze widno, Słońce nie zaszło.
Kilkanaście kilometrów od Peyrepertuse na lokalnym odcinku drogi D7, między St. Paul de Fenouillet, a Cubieres, turystyczne drogowskazy kierują do miejsca "Gorges de Galamus", informując jednocześnie o zakazie wjazdu pojazdom o wysokości powyżej 2,7 i szerokości powyżej 2 metrów, czy samochodom z przyczepami. Trasa rzeczywiście zwęża się do rozmiaru jednego auta i wiedzie półkami skalnymi wykutymi w 1884 roku, w połowie wysokości łańcucha gór, nad czeluścią kanionu rzeki Agly. Dopuszczalna prędkość do 30 km/h i absolutny zakaz zatrzymywania się. Nie ma tu świetlnej regulacji, więc jeśli trafi się na pojazd jadący z naprzeciwka, trzeba wycofać się do najbliższej wysepki, lokalizowanych na licznych serpentynach. Poziom adrenaliny powyżej średniej i ciarki na plecach, gdy spojrzeć za okno. Z jednej strony otchłań i pionowa ściana w dół, z drugiej strony i nad autem, skalne nawisy, nasączone spływającą wodą. Zatrzymujemy się na widocznym z daleka szerokim łuku, wbrew przepisom. Jest po dwudziestej. Ruch po sezonie letnim niewielki. Podmuchy zimnego wiatru i szum wodospadów, czy rzeki. Poza tym cisza. I tylko czasem da się słyszeć charakterystyczny śpiew kruka. Gdzieś poniżej pustelnia św. Antoniego. Jedno z piękniejszych miejsc Francji.





strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


  Mapapowiększ 

  Andora

Informacje o kraju: Andora
Flaga - Andora


  Francja

Informacje o kraju: Francja
Flaga - Francja



KONKURS NA RELACJĘ Z PODRÓŻY






© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: bramkasms.com.pl - darmowa bramka smssmspower.pl - darmowa bramka sms, doładowania, logo dzwonki