| Artykuły |
|
kategoria: Podróże>Europa |
data dodania: 2008-01-21
|
|
autor: Dariusz Edward Strzelecki |
Osiem dni w południowej Francji... |
|
| ocena: 2.60 | przeczytano 1157 razy |
Dzień IV
Na stole ze śniadaniem croissanty, słodkie bułeczki, bagietki, masło, dżem, miseczki pełne jogurtu, torebki z płatkami, czy mussli, dzbanek kawy, mleko. I jeszcze puste czarki. Gospodyni prosi o nalewanie kawy. Konsternacja, bo filiżanek nie podano... Ku naszemu zdumieniu kawę pija się z półlitrowej czarki bez ucha, trzymając naczynie oburącz.
Autostrada do Biarritz, Bayonne i San Sebastian umożliwia najszybsze dotarcie z regionu Midi – Pyrenees do Akwitanii i nad Zatokę Biskajską, część Atlantyku. Monotonię turystyki samochodowej przerywamy zjazdem w kierunku Pirenejów – do Lourdes.
W miasteczku, przypominającym momentami dużą miejską aglomerację, trudno znaleźć wolne miejsca parkingowe nawet po sezonie. Tu trwa on cały rok. Tłumy pielgrzymów i zwiedzających. Przeciskamy się na drugą stronę rzeki Gave de Pau, w kierunku bazyliki. Z daleka widoczna wieża, przed którą skupieni wokół ołtarza, na dolnym placu, ludzie. Głos prowadzącego nabożeństwo słyszany w promieniu kilkuset metrów. Bocznym wejściem udaje się dotrzeć do dolnego, potem górnej części dziewiętnastowiecznego kościoła. Zainteresowanie przybyszów wzbudza przede wszystkim znajdująca się u stóp świątyni skalna grota Massabielle.
7 stycznia 1844 roku. W domu ubogiego młynarza rodzi się pierwsze z sześciorga dzieci, Bernadetta Soubirous. Dziecko chorowite, przez współczesnych uważane za naiwne, prostoduszne, wrażliwe. W roku 1858, kiedy ma czternaście lat, niedaleko groty podobno kilkanaście razy widuje Matkę Boską, która udzielać ma wskazówek i rad. Wielokrotnie przesłuchiwana przez oficjeli kościoła i rządu francuskiego, konsekwentnie utrzymuje swoją opowieść, a Lourdes staje się "samorodnym" miejscem pielgrzymkowym.
Ustawiamy się w kolejce do groty. Jeszcze nie jest źle. Ogonek wydłuży się do kilkuset metrów po nabożeństwie. W skupieniu wraz z pielgrzymami, ludźmi starszymi, kalekimi i schorowanymi, często o kulach lub na wózkach, posuwamy się wzdłuż skały, trzymając według zwyczaju ścianę, po której, od czasu, do czasu spływają krople wody...
Wracając do centrum, wlewamy na pamiątkę do butelki ponoć cudowną źródlaną wodę, prowadzoną przez ujęcia z kurków. Mijamy imponującą statuę Madonny, z daleka podziwiamy gotycki zamek, widoczny na przeciwległym wzgórzu. Tłum rozrzedza się. Kumulacja następuje znowu na wąskich uliczkach. Teraz każdy musi przecież kupić coś na pamiątkę. Statuetki Matki Boskiej, czy uznanej w 1933 roku za świętą, Bernadetty, ozdabiają wszystko. Szczytem tandety wydają się być butelki na wodę, z odkręcaną głową Madonny.
Biarritz, kąpielisko oceaniczne miasta Bayonne (po polsku podobno mówi się Bajonna) nie wydaje się być najlepszym miejscem do odpoczynku w spokoju. Tłumy ludzi o każdej porze, ruch uliczny, każą poszukać bardziej ustronnego skrawka plaży. Mapa sugeruje przemieścić się nieco na północ. Miejscowość Capbreton wygląda "sensownie".
Centrum miasteczka Capbreton, naprzeciwko kościoła, prawie puste. Domy – dacze często z zamkniętymi okiennicami. Spacer do plaży łagodzi niewygody podróży.
Szeroka, żółta plaża prawie pusta. Gdzieś na horyzoncie chylące się ku zatoce pasmo Pirenejów. Kilku "dziwolągów" uzmysławia nam inność tego miejsca. Pierwszy napotkany człowiek czegoś szuka w piasku. Słuchawki na uszach, w rękach urządzenie w rodzaju stosowanych do poszukiwań metalu, czy min (?). Kawałek dalej kilku serfingowców balansuje na falach. Na wydmie dwóch lotniarzy...
Kąpiel i kilkugodzinny spacer owocuje różnorodnością atlantyckich muszli i piasku. Naturalne, darmowe suweniry.
|
strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8
oceń artykuł:
|
skomentuj artykuł:
|
komentarze do artykułu:
|
|
|
|