| Artykuły |
|
kategoria: Podróże>Europa |
data dodania: 2008-01-21
|
|
autor: Dariusz Edward Strzelecki |
Osiem dni w południowej Francji... |
|
| ocena: 2.60 | przeczytano 1157 razy |
Dzień VI
W czasie krucjaty przeciw katarom na początku XIII stulecia ważną role pełni opactwo Fontfroide, niedaleko miejscowości Narbonne. Gotyckie mury, z których najstarsze fragmenty sięgają lat 1080 – 1095 goszczą pierwotnie benedyktynów, a od połowy XII wieku ich odłamu - cystersów. Odizolowani od świata, gdzieś w dolinie wśród zalesionych, wapiennych wzgórz Cobieres, Fontfroide staje się wyspą wśród heretyków. To daje wbrew cysterskiej regule zakonnej prostoty i ubóstwa, olbrzymie subwencje, a w rezultacie, kto wie, czy klasztor nie staje się najbogatszym opactwem średniowiecza. Kiedy z rąk miejscowych w 1208 roku ginie jeden z braci zakonnych, papież Innocenty III, ma gotowy pretekst do zbrojnego wystąpienia przeciw niewiernym. Lojalność wobec głowy kościoła, dobre wino robione przez braci i gest wysyłania go od 1309 roku na dwór papieski do Awinionu, opłacają się. Nagrodą jest choćby awans jednego z braci, najpierw na biskupa miasta Pamiers, potem na papieża w 1334 roku (Benedykt XII). Ponadto zakon ma prawo nadawania tytułu opata, bez konieczności bycia mnichem, co w efekcie zmienia opactwo na bogaty zamek, pełen marmurów, kominków... Kara za pychę nie omija Fontfroide. Opactwo podupada na znaczeniu od końca XIV wieku, a kończy istnienie podczas Rewolucji Francuskiej. W 1908 roku ruiny wykupuje lokalna rodzina, która cenniejsze rzeczy wywozi do Stanów Zjednoczonych. Pozostawione nieruchomości stopniowo są naprawiane, czasem bez smaku i wyczucia.
Do dziś osoby prywatne opiekują się budynkami dawnego imperium cystersów, pilnie strzegąc widoku (wysoki płot) oraz dostępu na dziedziniec i wnętrz, bez biletu i przewodnika. Rozczarowuje nas reklamowane w informatorach, ponoć wyjątkowe rosarium. Niedosyt rekompensuje otaczająca nas śródziemnomorska roślinność i spacer pustymi ścieżkami po wzgórzu wokół klasztoru. "Historia tego miejsca jest w nas, gdy smakuje się wina opactwa", mówi miejscowa sentencja.
Osoby preferujące typ turystyki stacjonarnej, mogą kojarzyć nazwę Narbonne (w języku polskim – Narbona) z pięknym, znanym miejscem wypoczynku nad Morzem Śródziemnym – Narbonne Plage. Narbonne i Narbonne Plage nie są jednak tymi samymi miejscami. Co prawda obie miejscowości leżą w odległości kilkunastu kilometrów od siebie, lecz poza nazwą nie mają dziś nic ze sobą wspólnego. Przed wiekami Narbonne pełni rolę portu morskiego, ale zamulenie powoduje odcięcie miasta od wód i tylko dzięki Kanałowi de la Robine, dziś istnieje połączenie z wodnymi szlakami komunikacyjnymi.
Narbonne to najstarsze miasto południowo - wschodniej Francji, sięgające korzeniami 118 roku przed Chrystusem, znane jako Narbo Martius, później stolica Galii Narbonnensis, rozciągającej się od Tuluzy po dzisiejszą Genewę. Narbonne - ostatni bastion Arabów na dzisiejszych ziemiach Francji, to gotowy scenariusz filmu historyczno – przygodowego.
Rok 1244. W Narbonne odbywa się spotkanie biskupów całego kościoła w celu ustanowienia praw i uregulowania spraw doktryny wiary i moralności. Sobór w Narbonne precyzuje i daje wskazówki postępowania wykonawcom "gniewu papieża" w czasie inkwizycji. Uściśla przepis, iż przy skazywaniu jednej osoby z rodziny, należy tę samą karą objąć pozostałych domowników, bez względu na chorobę, czy podeszły wiek, a całość poprzedzić chłostą.
Sobór pozostawia po sobie również plan budowy gotyckiej katedry, który jest wdrażany w życie kilkadziesiąt lat później. Po siedemdziesięciu pięciu latach budowy gigantycznej świątyni, w 1347 roku, historyczny proces sądowy, związany między innymi z koniecznością rozbiórki części murów miejskich dla kontynuacji rozbudowy jednej z naw, wstrzymuje nad nią prace. Rada miasta oburzona jest pomysłem niszczenia starych, użytecznych obwarowań miejskich. Pozostaje uparta i konsekwentna wobec pomysłów i poczynań władzy kościelnej i...tak zostaje do dziś. Niedokończona budowla sakralna, to rzadkość z ponurego średniowiecza. Kościoły, w przeciwieństwie do innych budowli, są tymi obiektami, na które nie szczędzi się wysiłku, pieniędzy, życia ludzi i które finalizuje się. Doskonale zabezpieczony i wyeksponowany budynek pod wezwaniem St.-Just-et-St.-Sauver, jest trzecią najwyższą budowlą gotycką we Francji, choć spotyka się nieuzasadnione opinie, iż jest to po katedrze w Ulm drugi najwyższy gotycki obiekt sakralny świata. Faktem jest, że chór umieszczony na wysokości około 40 metrów, stanowi architektoniczny wyczyn. Świątynia – natchnienie cesarza Karola V przy przebudowie katedry św. Wita na Hradczanach w Pradze, często zamknięta dla publiczności, warta obejrzenia, choćby z zewnątrz.
W bliskiej odległości plac de l’Hotel de Ville (w czasach rzymskich Via Domitia – droga z Cesarstwa do Hiszpanii), z Pałacem Arcybiskupim, Starym i Nowym, gdzie dziś siedziba mera, apartamenty Ludwika XVI, mozaiki rzymskie, czy obrazy słynnych mistrzów pędzla. Dawka wiedzy zawarta w tych miejscach, jest zbyt duża, aby móc bez odpoczynku chłonąć dalsze historie związane z narbońską bazyliką St-Paul-Serge, stojącej na cmentarzysku z IV wieku, czy Roman Horrerum – pierwotnie spichlerzem, dziś labiryntem podziemnych przejść.
Na wąskich, jednokierunkowych uliczkach śródmieścia Perpignan, lub jak wolą miejscowi - Perpinya, nie sposób zaparkować. Kluczymy posuwając się ku wzgórzu, wzdłuż masywnego, ceglanego muru zamku. Przed wejściem w jego obrzeża, do rezydencji dawnych królów Majorki – parking. Kilka aut stojących poprzecznie na miejscu dla autokarów upewnia nas, że jest to dozwolone. Tylko tu są wolne miejsca.
Trzynastowieczna cytadela - perła średniowiecznej architektury militarnej, wchłania nas wiodąc pod górę szerokim, kamiennym traktem i krętymi korytarzami. Przyjemny chłód kończy się w strefie szerokiego pasa zieleni z fosą, oddzielających mury od właściwego pałacu i kaplic królewskich. Podwórze z loggią i krużgankami, to początek płatnej części, do dawnych pomieszczeń władców Majorki i Aragonii, którzy tu w Perpignan szukają wytchnienia. Nas urzeka najbardziej widok na Pic du Canigou, pirenejski trzytysięcznik, dobrze wyeksponowany z zewnętrznych umocnień budowli.
Brudne chodniki - efekty beztroski nie tylko miejscowych zwierząt domowych, dwujęzyczne napisy na tabliczkach z nazwami ulic, czy przystankach, katalońskie flagi – pasy czerwone i żółte, ciepłe powietrze południa, to klimaty Perpignan. Jakby w innym państwie, innej kulturze. Tu w 1415 roku Zawisza Czarny towarzysząc królowi Zygmuntowi Luksemburskiemu pokonuje w turnieju mistrza włóczni Jana z Aragonii, wysadzając go z siodła jednym uderzeniem kopii. Tutaj 31 października 1838 roku Fryderyk Chopin spotyka się z George Sand. Stąd 9 października 1958 roku w podróż dookoła świata wyrusza Citroen 2CV z załogą złożoną z Jacquesa Seguela i Jeana Claudea Baudot, którym po 25 tysiącach przejechanych kilometrów, na pustyni Atacama w Chile, przytrafia się komentowana później przygoda: "Motor pojazdu na skutek braku oleju odmawia posłuszeństwa. Jedynym ratunkiem są...banany otrzymane od miejscowego Indianina, którymi wypełniają komorę silnika, i przejeżdżają "na nich" 300 km, do najbliższego warsztatu, a rajd kończą po stu tysiącach...".
Miasto festiwali fotografii reportażowej i...dworca kolejowego, uznanego przez surrealistę Salvadora Dalego, za środek świata (przypomina o tym strumień światła laserowego bijący przed budynkiem stacyjnym w wieczorne niebo i jedno z płócien mistrza - "Tajemnica dworca w Perpignan"). Miejsce, gdzie w swoim czasie Francuzi, nieufni wobec mieszkańców, tworzą na wałach obronnych strzelnice usytuowane po...wewnętrznej stronie murów. "Straszaki" dla "dyscyplinowania" Katalończyków. Ich ocalały fragment to Le Castillet Nostra Dona ("Zameczek Nasza Pani").
Jeszcze serce Perpignan, na czele z gotycką katedrą St-Jean (św. Jana) i jej wyjątkowym, ażurowym hełmem z metalu oraz zlewającą się z nią romańską świątynią St-Jean-le-Vieux (św. Jana Starego), w której od 1890 roku niejaki Bartissol, ówczesny odpowiednik dzisiejszego dewelopera, produkuje prąd dla okolicznych, stawianych przez swoją firmę domów. Obok - Campo Santo (Święte Pole), średniowieczny cmentarz krużgankowy, na planie kwadratu o boku 54 metrów.
Nie sposób nie usiąść w kafejce na wolnym powietrzu przy Placu de la Loge i nie odpocząć, spoglądając na mury budynków obok ratusza, gdzie urzędują rajcy i mer, gdzie Giełda Kupców zwana "Morskim Konsulatem" lub "Kajutą" i Pałac Poselski. By popatrzeć spokojnie, na przechodzących Katalończyków, ludzi, którzy jakby nie u siebie, jakby bez swojego państwa. By przypomnieć znaną we Francji milczącą, Wielkopiątkową procesję i przebranych niczym kaci, czy Ku-Klux-Klan uczestników, którzy w charakterystycznych czerwonych uniformach i kapturach, jak niegdyś lokalnym skazańcom, dziś symbolicznie towarzyszą idącemu na śmierć Chrystusowi.
Parking przy Pałacu królów Majorki, okazuje się dla nas wyjątkowo drogi. Mandat za szybą mówi, iż istotnie, nie wolno parkować pojazdów osobowych na miejscu dla autokarów.
U zarania XX stulecia, w miejscu zejścia Pirenejów w wody Zatoki Lwiej Morza Śródziemnego, nazwanym Cote Vermeille (Wybrzeże Cynobrowe), bohema tworzy miejsce spotkań i narodzin nowego kierunku w malarstwie. Andre Derain, Georges Braque, Henri Matisse, czy Pablo Picasso być może zauroczeni królewskim zamkiem w Collioure, ulicami miasteczka, w tym dawną latarnią morską - kościołem Notre-Dame-des-Anges, a może licznymi zatoczkami, uprzedzającymi wybrzeże Costa Brava, kreują nową wizję rzeczywistości. Powstają dzieła, później określane jako przykłady malarstwa związanego z fowizmem, czy wczesne dzieła klasyków kubizmu. Tu w latach hiszpańskiej wojny domowej, schronienie znajduje poeta Antonio Machado.
Współczesny obraz nadmorskiego pogranicza od Collioure, przez Cerbere, do Portbou, na terenie Hiszpanii, to niewielkie wyspy piaszczystych plaż. Skały i klify. Bajeczne, rajskie widoki, gdzie górska droga z widokiem na morze. Pasmo Alberes wieńczące na wschodzie ponad czterystukilometrowy łańcuch Pirenejów, oddzielający kontynent od Półwyspu Iberyjskiego w zderzeniu z falami, daje w słońcu niepowtarzalną grę światła i barw. Specjalne miejsca widokowe na wysokich wzniesieniach ułatwiają chłonięcie piękna, delektowanie się urokiem miejsc. Granicę państwową wyznacza unijna tablica informacyjna na stromym podjeździe. Na przełęczy pierwszy obiekt hiszpańskiej cywilizacji – stacja paliw. Taniej niż we Francji.
Aby w przyszłości przywołać wspomnienia z tego zakątka Europy, jakaś pamiątka... Rozsądnym znowu wydaje się pozbieranie muszli i trochę piasku morskiego na szerokich plażach na północ od Collioure lub na Costa Brava w Hiszpanii, gdzie nie ma już gór.
|
strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8
oceń artykuł:
|
skomentuj artykuł:
|
komentarze do artykułu:
|
|
|
|