| Artykuły |
|
kategoria: Podróże>Europa |
data dodania: 2008-01-21
|
|
autor: Dariusz Edward Strzelecki |
Osiem dni w południowej Francji... |
|
| ocena: 2.60 | przeczytano 1157 razy |
Dzień VII
Zamknięta kasa przed skalną czeluścią w Niaux, mobilizują do wyjścia jeszcze raz na pirenejski szlak. Spóźniamy się 10 minut na jeden z porannych seansów w miejscu, które obok Lascaux, stanowi archeologiczną osobliwość. Następne wejście dopiero za półtorej godziny. Przegląd mapy i decyzja: góry.
Kilka kilometrów na południe, przez osadę Gesties prowadzi transpirenejski szlak pieszy GR10. Przypadkowy wybór marszruty i konieczność powrotu do Niaux na określoną godzinę, motywują do szybkiego wyjścia ponad granicę lasu, około dwa tysiące metrów ponad poziom morza. Łąki usiane liliowymi zimowitami (bo "witają" zimę), stanowią idealny pretekst do spędzenia reszty czasu na biernym wypoczynku w słońcu i chłonięciu widoków na dolinę rzeki Vicdessos oraz zaśnieżone szczyty ciągnące się po horyzont, gdzieś w kierunku Andory...
Okolica miejscowości Tarascon-sur-Ariege znanej z Parku Sztuki Prehistorycznej, przyciąga nie tylko koneserów speleologii, czy podziemnych wspinaczek. Pełno tu miejsc, gdzie odpłatnie wchodzi się w drążone przez wodę, pieczary. Nie ma sztucznego oświetlenia, a podłoże przez wieki takie same: mokre, śliskie, nierówne. Między słynnymi jaskiniami Mas d’Azil i Niaux, do zwiedzania wybieramy tę wcześniej zamkniętą. Z latarkami, w kaskach górniczych przeciskamy się z przewodnikiem wapiennymi korytarzami jaskini. Ściany pełne napisów, podpisów, liczb, tworzonych jakby węglem. Ciekawość wzbudzają przede wszystkim daty, gdzie dominują lata wieków XVII i XVIII. W rzeczywistości naskalne pamiątki, wydające się rezultatem wandalizmu, okazują się starannie chronioną, cenną częścią historii regionu. Już ponad czterysta lat temu, głębokie "dziury" w skałach, były przedmiotem zainteresowań ludzi. Dlatego prawie w ogóle nie zachowują się nieodłączne atrybuty jaskiniowe - stalaktyty i stalagmity, skutecznie niszczone przez "dzikich" eksploratorów. Dopiero rok 1906 stanowi przełom. Niejaki Molar, odkrywa w "Salonie Czarnym" jaskini Niaux, nieznane wcześniej, naskalne, czarne i czerwone rysunki bizonów, kozic i koziorożców. Początek wielkich odkryć malowideł okresu magdaleńskiego, stworzonych pomiędzy latami 11500, a 10500 przed naszą erą. Nie zdołano zniszczyć prehistorii, a ciemność i stała temperatura nie przewyższająca 12 stopni Celsjusza, trwale konserwują rysunki z późnego paleolitu, wykonane techniką kropek i kresek (podobno symbolizują odpowiednio, cechy żeńskie i męskie). Dla publiczności wyeksponowano w Niaux jedynie (?) ośmiusetmetrową trasę. A więc nie wszystko można zobaczyć. Lokalny przewodnik uzmysławia nam kunszt i abstrakcyjne myślenie twórców malowideł. Odpowiednie skierowanie światła latarek na ściany ukazuje nie tylko proste rysunki naskalne, lecz również obrazy tworzone techniką stosowaną jeszcze niedawno przez kubistów, sztukę narodzoną w świetle ognisk i lamp łojowych.
Gdy wjeżdżamy do dziesięciotysięcznego miasteczka Foix, jest już późne popołudnie. Na spływ fragmentem najdłuższej w Europie, podziemnej rzeki w leżącym nieopodal Labouiche, dziś już nie zdążymy. Pozostaje zadowolić się tym, co stwarza w ciągu wieków człowiek.
Stolica departamentu Ariege, do roku 1605 siedziba hrabiów, przyciąga przede wszystkim fanatyków, tudzież znawców zamków obronnych. Wzrok turysty absorbuje obiekt zamkowy widoczny z autostrady Tuluza - Andora, przypominający te znane z tranzytowych przejazdów przez Czechy, czy Południowy Tyrol. Zamek Foix stoi na szczycie pojedynczego wzgórza, u stóp którego siedemnastowieczna, szachulcowa zabudowa starówki z widłami rzek Ariege i Arget. Ceglane mury, trzy strzeliste wieże - jedno z nielicznych miejsc, gdzie feudalni zarządcy ziemscy w opozycji wobec królów Francji czynnie wspomagają heretycką ludność katarską, skutecznie opierając się czterokrotnym atakom papieskiego rycerza Simona de Montforta w XIII wieku. Krętymi, wąskimi uliczkami, obok monumentalnego, jedenastowiecznego kościoła poświęconego arcybiskupowi Tours z V wieku - St-Volusieu, wspinamy się do podnóża zamkowego placu. Gdzieś w zaułkach kamieniczek krzyki dzieci kopiących piłkę. Rudy kocur wygrzewający się w ostatnich promieniach słońca na masce auta... Czuć powoli upływający czas, senność, spokój prowincji. Brama o tej porze oczywiście zamknięta, więc pozostaje spacer wokół podnóża gotyckich fortyfikacji i smak wieczornej ciszy miasteczka.
|
strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8
oceń artykuł:
|
skomentuj artykuł:
|
komentarze do artykułu:
|
|
|
|