| Artykuły |
|
kategoria: Podróże>Europa |
data dodania: 2009-10-12
|
|
autor: ajtne, Joanna |
Wulkaniczna tarantella |
|
| ocena: 4.60 | przeczytano 184 razy |
Leniwy dzień na plaży i Montepagano, którego nie było
17.07 (czwartek)
Ostatni dzień w Roseto został przeznaczony na odpoczynek. Oprócz plażowania zaplanowano zwiedzanie miasteczka górującego nad Roseto, które od początku mnie frapowało. Już teraz wiedziałam, że jest to Montepagano. Plan świetny – rano plaża, a po południu, gdy minie apogeum upału – wędrówka do Montepagano. Leniwie więc płynął dzień nad Adriatykiem – słońce, pływanie. Aż tu nagle, dowiaduję się , że nasi już poszli do Montepagano. Ruszam za nimi, aż do Roseto, aby szukać wejścia na górę. Daremnie. Wskazano mi tylko szosę, ale to był błąd. Zupełnie zapomniałam o istnieniu komórek. Jakby wszystko się sprzysięgło, abym nie trafiła do Montepagano. Może już tak miało być, aby zostało tylko we snach?
Święci i ich miejsca
18.07 (piątek)
Spacer w towarzystwie wschodzącego słońca nad Adriatykiem, a potem już tylko wielkie pakowanie kończy pierwszy etap wyprawy. Sprzęty campingowe można upakować w najciemniejszy kąt luk bagażowych – już nie będą potrzebne. Bardzo mi miło zostać tylko z niewielką walizką i małym plecakiem. Około południa wyjeżdżamy.
Czeka nas długa trasa – aż na Sycylię, ale po drodze jest zaplanowanych kilka postojów. Konkretnie dwa – a oba w świętych miejscach. Ciekawie, że akurat w tym regionie Włoch tyle tych cudów. W zamierzchłych wiekach i całkiem niedawno.
Zatrzymujemy się więc w Apulli, w Monte Sant`Angelo, niewielkim białym miasteczku, na górze Gargano, gdzie w VI w, w grocie objawił się Archanioł Michał. Na szczycie góry wznosi się niezwykła, jedyna w swoim rodzaju Bazylika, którą stanowią usytuowane wokół groty budowle. Teraz kościołem opiekują się ojcowie z Miejsca Piastowego - michalici Jeden z nich bierze nas pod opiekę i oprowadza po kościelnej grocie. Zasiadamy w ławeczkach, by wysłuchać całej historii objawienia, ale nagle ogarnia mnie straszliwa senność. Ledwo jestem w stanie ją opanować. Okazuje się, że Ga też walczyła ze snem – może za mało tam tlenu, a może już zmęczenie podróżą daje się we znaki? Jeszcze na moment zatrzymujemy się w miasteczku, oglądamy kramy z pamiątkami, przechodzimy pod mury normańskiego zamku. I już znika Monte Sant`Angelo, i już wyłania się San Giovanni Rotondo.
Po ciszy i sennej atmosferze poprzedniego miejsca, to robi wrażenie industrialu świętości. Najpierw zgarniają nas przedsiębiorcy przewoźnicy do busików, którymi wyjeżdżamy na górę. Tam już czekają gipsowe szeregi Ojców Pio każdego rozmiaru przed każdym sklepem i gastronomią.
Wyłania się wielki szpital – dzieło Świętego i sam kościół. Na placu przed nim sporo pielgrzymów, kilka ekip ratowniczych. Po lewej stronie droga krzyżowa pnie się schodami 800m ku niebu w cieniu wysokich drzew, na zboczu wzgórza Castellano (jakiś pątnik właśnie schodzi dźwigając krzyż na ramieniu), po prawej olbrzymi plac przed nową bazyliką pw. Ojca Pio. A na placu gaj oliwny w betonie.
Między drzewkami przemykają zakonnicy. Pole lawendy pachnie upajająco. Idziemy z Gą do nowej bazyliki. Czasami współczesna architektura ma rozmach i przesłanie. Ta ma. Kolumny kościoła biegną jak fraktale spomiędzy których wyłania się kolczasty krzyż, a wszystko prześwietlone olbrzymim witrażem.. A jak wygląda dawny kościół? Świątynia Matki Bożej Łaskawej to mały, jednonawowy kościół, bezpośrednio przylegający do konwentu. W 1916 roku przybył tutaj Ojciec Pio i został tu przez 52 lata. Mijamy kaplicę, zadziwiająco małą i wchodzimy do labiryntu. Na wejściu krótki film o ekshumacji Ojca Pio, kiedy odkryto ciało okazało się, że jest w doskonałym stanie, bez śladów rozkładu, jakby zmarły tylko spał. Za kolejnymi drzwiami szklana trumna z ciałem Świętego. Jak figura woskowa. Następne drzwi – figura woskowa – jak żywy spowiednik w konfesjonale. Dreszcz. Drzwi do muzeum – a tam ornaty, pamiątki, ale największe wrażenie robią oszklone regały z tysiącami listów. Każdy list to człowiek, a z nim jego emocje, aż słuchać ich szelest, chociaż tak ciasno upchane w gablocie.
Wychodzimy z mroku Niepojętego, na jasne przestrzenie. Szybki posiłek w otoczeniu patrzących zewsząd figur i wizerunków Ojców Pio, zakrawa na perwersję. No, ale cóż, w San Giovanni Rotondo błogosławiąca ręka Świętego Stygmatyka dopadnie nas wszędzie.
Ruszamy dalej, coraz bliżej czubka buta. W Calabrii jesteśmy w nocy. Wjeżdżamy na prom płynący do Messyny – gorąca noc owiewa silnym wiatrem, lśnią światła na wybrzeżu i już widać światła Sycylii.
Już czuję, zbliżając się do wyspy, jak to miejsce zaczyna czarować, jak bardzo jest inne od całych Włoch. Radosne podniecenie jak przeczucie nowej miłości.
|
strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9
oceń artykuł:
|
skomentuj artykuł:
|
komentarze do artykułu:
|
|
|
|