PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 




  Artykuły

kategoria: Podróże>Azja data dodania: 2009-10-27      
autor: Daimler, Radek Biczak

Cztery pory Rosji

ocena: 3.56przeczytano 128 razy


„Gdy mówi się o Rosji, często sądzi się, że jest ona państwem takim jak inne; w istocie jest zupełnie inaczej. Rosja jest całym odrębnym światem”
Piotr Czadajew

Na początku była Przestrzeń i Bezkres. Wieki całe Rosja pozostawała w ich niepodzielnym władztwie, ale każdy terror ma swój kres. Dwóm potęgom wypowiedziała wojnę Droga i chociaż początkowo jej mizerność zakrawała na śmieszność, to Droga była skazana na sukces – z każdym rokiem zwiększała swoją strefę wpływów; krzepła i potężniała. Kiedy zza wschodniej granicy dotarły do nas pierwsze niepokojące wieści, że Droga kończy swój kontratak nad Morzem Japońskim i spina w jedną całość dwa brzegi największego państwa na świecie, nie pozostało nic innego jak kupić dwudziestoletnią ładę i na własnej skórze sprawdzić jak to wygląda. Tak zaczęła się wielka przygoda, która po 12 tysiącach kilometrów zawiodła nas z Poznania do Władywostoku.

Zima

Drogi w Rosji nie były najgorsze. Szerokie i proste, bez setek zakrętów, przypominałyby amerykańskie autostrady, gdyby nie nawierzchnia. Wykruszony asfalt, czasami specyficzna „tarka”, pojedyncze dziury, brak namalowanych linii – wszystko to sprawiało, że kierowca musiał pozostawać czujny, nie znał dnia ani godziny, gdy przed kołami wyskakiwała niespodzianka. Niemal na każdym kroku trwały rozbudowy i remonty, które dobrze prorokują na przyszłość. Ruch na ogół niewielki, zwiększał swoje natężenie w rejonie miast, z których większość omijaliśmy dzięki licznym obwodnicom. Miasta, w które nieopatrznie się zapuściliśmy każdorazowo zwodziły na manowce brakiem drogowskazów lub ich gmatwaniną; na naszym pokładzie zabrakło kompasu, który zaoszczędziłby wycieczek po peryferiach. Drogi w Rosji nie były najgorsze, pod warunkiem, że nie były to drogi boczne. Kiedy uciekliśmy z trasy do Woroneża (tak doradzili nam milicjanci, twierdząc, że to jeden z najniebezpieczniejszych odcinków), nie chcieliśmy uwierzyć własnym oczom – asfalt owszem był, ale dziury i leje, które zdobiły nawierzchnię sugerowały, że naloty wrażej Luftwaffe skończyły się przed tygodniem. Tempo jazdy spadło do 40 km/h, co przy niektórych zapadliskach asfaltu i tak było prędkością ryzykowną.
Nasz objazd pozwalał zajrzeć w twarz rosyjskiej wsi. Wszędzie biednie i odrobinę plugawo. Drewniane chaty chyliły się ku ziemi i zapadały w sobie, podobnie jak ich mieszkańcy. Zgarbieni staruszkowie, wygięte w pół staruszki; jakby ciężar całego życia ciągnął głowy w dół, ku ziemi. Zazwyczaj siedzieli przed kostropatymi płotami, z wyschniętymi twarzami zaoranymi bruzdami czasu, dzierżyli w dłoniach, wykręconych artretyzmem, drewniane kostury, na których wspierali brody. Milczeli samotnie, albo parami wpatrywali się przed siebie. Jak gdyby czekali, że zza zakrętu drogi wyjdzie Śmierć ze srebrzystym ostrzem kosy na ramieniu by raz na zawsze zakończyć ich egzystencję... Był w tych ludziach spokój i rezygnacja, tak jakby wiedzieli, że nic dobrego już ich w życiu nie spotka, a do złego zbyt przywykli by się obawiać.
Nie wiem kto wymyślił, że starość może być pogodna, ale powinien przejechać się do Rosji. Schyłek żywota w otoczeniu kochających dzieci i gromadki roześmianych wnuków może ma w sobie coś ze spełnienia, ale w rosyjskich dieriewniach królowała bezwzględna prawda: starość, to samotność i smutek. Osiemdziesięcioletnie i starsze twarze, naznaczone piętnem czasu są jak żywe memento mori, przy którym urodzinowy toast: „sto lat” zakrawa na klątwę, a nie życzenia...
Rzecz jasna polskie zapadłe wsie często mogą się równać z tymi rosyjskimi, tylko starców u nas jakby mniej. Za to w Rosji znieczulica jeszcze nie osiągnęła swojego apogeum, zawsze znajdzie się sąsiad, który zatroszczy się o opał na zimę, przyniesie wody, podrzuci kartoszki. Pomimo, a może właśnie z przyczyny, słabego stanu gospodarki, proste człowieczeństwo, nakazuje zatroszczyć się o bliźniego. Po prostu ludzie sobie pomagają i nie dorabiają do tego ideologii. W Polsce łatwiej jest zająć się swoimi sprawami. Robieniem pieniędzy, rozwojem gospodarstwa, inwestycjami... A jaką inwestycją jest pomaganie stetryczałym starcom? Co można z tego mieć? Nic, żadnych wartości materialnych, więc pomoc potrzebującym ludziom, nawet jeśli są naszymi sąsiadami, jest jakąś fantasmagorią, na którą nie warto tracić czasu... Z dwojga złego lepsza jest rosyjska starość, gdzie samotni nie pozostają sami, chociaż gromadzone już w lipcu stosy drewna podkreślają, że srogie mrozy dodatkowo tę starość uprzykrzają...
Patrzyliśmy na staruszków, omijaliśmy dziury w drodze, przejeżdżaliśmy obok rozsypujących się i opuszczonych sowchozów oraz nie uprawianych pól. Spustoszonej socjalizmem prowincji potrzeba jeszcze dużo czasu, żeby dźwignęła się na nogi. W miastach proces transformacji ustrojowej przebiega dużo szybciej i pogodniej.



strona: 1 | 2 | 3 | 4

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


  Mapapowiększ 

  Rosja

Informacje o kraju: Rosja
Flaga - Rosja








© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: blogi z podróży, smspower.pl - darmowa bramka sms