PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 




  Artykuły

kategoria: Podróże>Ameryka Południowa data dodania: 2009-10-31      
autor: kayuss, S. Frackiewicz

Chrystus za kierownicą

ocena: 3.92przeczytano 202 razy


Kolejny dzień podróży. Pobudka przy stacji benzynowej i codzienny rytuał. Tym razem szczęście sprzyja, bo przecież gdzie miałbym lepiej? Toaleta jest, na śniadanie herbata oraz bułka z apetyczną mortadelą i serem, uszykowana jeszcze czterysta kilometrów wcześniej. Fajka na szczęście i ruszam tam, gdzie – zdaje mi się – nikt nie przejedzie koło mnie obojętnie. Punkt, do którego chciałbym dzisiaj dotrzeć, to Usuhaia, według przewodnika: najdalej wysunięte na południe miasto świata. Miejsce, gdzie dojadę prawdopodobnie, to Rio Gallego… Ale pewności nie ma.

Na „dzień dobry” dwie godziny stania, ale się zrażam. Telefon wyświetla datę 24 XII, wiec „Pokój ludziom dobrej woli”. Z nudów macham przejeżdżającej grupie motocyklistów – później będę im machał jeszcze dwa razy – i trafia się pierwsza okazja. ¡Hola! Ja – ¡Hola! I rura. Już wierzę, że coś w magii Świąt być musi. Jadę z moim amigo przez blisko sześćset kilometrów. Gadka jakoś idzie, chociaż on nie mówi ni w ząb po angielsku. Ja po hiszpańsku i owszem, ale jest to ząb mleczny – rok nauki owocuje jako taką konwersacją na podstawowe tematy. Jakie u nas dziewczyny? jak wódka? papierosy? i ile to sie u nas zarabia, bo u nich licho… Moje pytania są tematycznie podobne. Podniecenie szybko opada, zaczynam obserwować krajobraz, ale cały ten odcinek to płaszczyzna z gdzieniegdzie wyschniętą trawą. I porywisty wiatr. Cóż, jesteśmy w Patagonii, tej jej mniej urozmaiconej wersji, i tak być musi. Po niespełna czterech godzinach docieramy do stacji, gdzie sobie nawzajem życzymy najlepszego. Głód daje się we znaki, ale do mojego Betlejem jeszcze dwieście kilometrów. Przyrzekam sobie, że na miejscu pójdę na kolację. W głowie mam ogromny stek i butelkę wina, ot, taki argentyński klasyk.

Ruszam na kolejne „złote” miejsce. Opłata za „parking” tym razem wynosi godzinę, ale juz siedzę w aucie i wiem, że Wigilię spędzę w ciepłym hostelu, po pysznej kolacji. Kierowca raczej milczący, za to wprost ubóstwiający argentyńską odmianę Ich Troje. Mimo małomówności mocno bije od niego zwykła ludzka życzliwość. Widok za oknem od sześciuset kilometrów nie zmienił się specjalnie – dalej jest płasko i wietrznie. W zasadzie w relacji powinienem rozbudować ten opis, ale jak rozbudować coś, co sam Stwórca uznał za niewarte rozbudowywania? Szczęśliwie docieramy do Rio Gallego.



strona: 1 | 2 | 3

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


2. 2009-11-13 20:23:40
gość:
No no, pewnie i tak nie da się opisać wszystkiego słowami trzeba to po prostu przeżyć.WIELKI RESPECT - Amber


1. 2009-11-12 21:24:42
gość: mama
Pięknie to wszystko opisałes Synku ,jestesmy pod wrażeniem :((


  Mapapowiększ 

  Argentyna

Informacje o kraju: Argentyna
Flaga - Argentyna








© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: blogi z podróży, smspower.pl - darmowa bramka sms