PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 Zobaczyć Maroko i (nie) umrzeć




  Artykuły

kategoria: Podróże>Ameryka Południowa data dodania: 2009-10-31      
autor: kayuss, S. Frackiewicz

Chrystus za kierownicą

ocena: 4.37przeczytano 143 razy


Po dziesięciu godzinach oczekiwania człowiek traci wiarę w to, w co wierzył niedawno. Widzę kątem oka moją szopkę, taką najprawdziwszą, na miejskim stadionie, miejsce mojego dzisiejszego noclegu, bo nie poddam sie aż do końca. Ale gdy dojdzie do końca, dojdę tylko tam… Jadącym rodzinom nawet nie macham; i tak mnie nie upchają z worem. A jednak cud. Zabiera mnie właśnie taka rodzina. Stary sedan, w środku pięć osób. I ja. Zabierają mnie kilkadziesiąt kilometrów, do granicy. Dziękuję najlepiej jak umiem i kieruję się do punktów granicznych. Jestem w Chile!

Tyle że co? Do Usuhaii nie dojadę, dookoła żywego ducha, ruch żaden, pogoda podobna. I wtedy nadjechał mój wybawca, Boliwijczyk na argentyńskich blachach. Jak to się dzieje, że najżyczliwsi ludzie to często ci obcy? Tym razem bariera językowa nie przeszkadza – ile potrafimy gadać, gadamy, a jak się nie da, to na migi, skojarzenia. Amigo parkuje ciężarówkę na poboczu, gotujemy! Moj pierwszy ciepły posiłek dzisiaj. Do cud-gara wrzucamy parowki, zupkę w proszku, groszek, bulion i makaron. Tak sobie na butli gazowej puka ta nasza zupka i po kwadransie jemy z jednej michy. Pierwszy dzień Świąt. Z dala od rodziny i przyjaciół, na poboczu drogi, gdzieś na końcu świata. Ale czy można powiedzieć, że gorszy? Raczej jeden ze szczęśliwszych! Widzieć taka bezinteresowną pomoc drugiej, nieznanej osoby… Jeszcze tylko liście koki i ruszamy.

Krajobraz robi sie odrobinę ciekawszy, to znaczy dotychczasową wszechpłaszczyznę wzbogacają pagórki. Przeprawa przez Cieśninę Magellana robi wrażenie, lecz chyba bardziej duchowe, bo z jednej strony to przecież tylko dwadzieścia minut promem. Ale z drugiej strony, no właśnie, tuż, tuż z drugiej strony czeka na mnie Ziemia Ognista. Kierowca ma za nic przepisy i jedzie ciągle przez dwanaście godzin. Chyba dlatego napchał w usta czterokrotnie większa ilość liści koki niż ja. Jedziemy nocą. Oczy mi się kleją, ale nie mogę pozwolić, żeby i jemu się kleiły, wiec gadamy. Tak przez pół doby. O dziwo chęci i słownictwa starczało dotychczas na pól godziny sensownej rozmowy, a tutaj – pełna elokwencja, jeśli nie słowna, to gestowo-mimiczna. Po jakimś czasie opowiadaliśmy sobie kawały! Tego człowieka, najżyczliwszą postać w całej trzymiesięcznej podroży, doskonałego towarzysza i rozmówcę zapamiętam na całe życie. Jego i niesamowite Święta dwanaście tysięcy kilometrów od domu.

Drugi dzień Świąt zaczyna się od zakupów w sklepie w Rio Grande. Opowieść Wigilijna trwa, więc w ludziach nadal ani śladu codziennego Ebenezera – dostaję gratis empanadę z szynka i serem, sok oraz paczkę fajek. Dalej jak po sznurze: stop, wjazd w bajeczną, górzystą krainę i finisz, Usuhaia! Święta w drodze, z ludźmi Argentyny. Najżyczliwszymi jakich dane mi było spotkać w moim życiu.



strona: 1 | 2 | 3

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


2. 2009-11-13 20:23:40
gość:
No no, pewnie i tak nie da się opisać wszystkiego słowami trzeba to po prostu przeżyć.WIELKI RESPECT - Amber


1. 2009-11-12 21:24:42
gość: mama
Pięknie to wszystko opisałes Synku ,jestesmy pod wrażeniem :((


  Mapapowiększ 

  Argentyna

Informacje o kraju: Argentyna
Flaga - Argentyna



KONKURS NA RELACJĘ Z PODRÓŻY






© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: bramkasms.com.pl - darmowa bramka smssmspower.pl - darmowa bramka sms, doładowania, logo dzwonki