PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 




  Artykuły

kategoria: Podróże>Azja data dodania: 2009-11-05      
autor: mervol, Tomasz Merwiński

Bazar zwany Damaszkiem

ocena: 4.18przeczytano 168 razy







Być może uraczę Cię, drogi czytelniku, wielkim banałem, mówiąc górnolotnie, że Damaszek to jeden wielki suk (tj. bazar). Bo każdy kto był w jakimkolwiek arabskim kraju, wie że ci lubią handlować wszędzie, z każdym i niemal wszystkim. Ot, taka kupiecka mentalność. Jednak właśnie z tego powodu mam prawo powiedzieć, że „byłem na bazarze zwanym Damaszkiem” (tak jak inni mają prawo mówić: „byłem na bazarze zwanym Kairem, Marrakeszem, Dubajjem...”). Bo stolica Syrii, zresztą nie bez prawdy zwana najdłużej nieprzerwanie zamieszkałym miastem świata, jest jednym wielkim targowiskiem.
- How much for one „Sprite” and one water? - pyta moja towarzyszka podróży przez życie, Olga, na jednym ze stoisk, nieopodal hotelu, w którym zatrzymaliśmy się na nocleg.
- I don`t have water from fridge – od razu odpowiada sprzedawca, z góry zakładając, że chcemy coś zimnego do picia. I słusznie. Tylko, że jesteśmy tak spragnieni, że nie pogardzilibyśmy nawet szklanką wrzątku.
- OK, no problem – natychmiast odpowiadam zmęczony, a kolejna, niezliczona kropla potu spływa mi po policzku. Uff, gorący dzisiaj dzień. Jak wszystkie w Syrii.
- Where are You from? - pyta Syryjczyk, pakując nam dwa okazy najbardziej pożądanego przez nasze usta towaru. Swoją drogą, pierwszy raz widzę „Sprite” o pojemności 2,25 litra.
- Poland – odpowiadamy jednocześnie.
Sprzedawca uśmiechnął się i podał mi reklamówkę ważącą niespełna... 4 litry orzeźwienia.
- Just only one dolar – rzucił w naszą stronę.
Tylko jeden dolar? Ja i Olga, spojrzeliśmy po sobie. To jakieś trzy złote. Czy Polacy mają tutaj jakąś specjalną promocję?
Nie wnikając w szczegóły transakcji, choć zastanawiając się nad opłacalnością tego interesu (a może bardziej nad marżą jaką narzuca się klientom w „cywilizowanej” i „humanitarnej” Europie), ruszyliśmy zadowoleni w drogę powrotną. Ku hotelowi. Mijając starożytną rzymską łaźnię, zmęczeni, spragnieni, obładowani zakupami.
Obładowani zakupami?
Dokładnie tak! Bo wracamy właśnie z dłuuugich i owocnych zakupów, jakie mieliśmy okazję zrobić na miejscowym suku al-Hamidiyya. Ale może od początku.
Nim wylądowaliśmy między sklepikami i straganami, dane nam było zaraz po śniadaniu udać się ku miejscowemu Muzeum Narodowemu, pełnemu fascynujących i inspirujących do dalszych podróży eksponatów. Wśród nich wiele znakomitości, w tym tak znaczących dla ludzkości i jej rozwoju jak pierwszy alfabet zawarty na glinianych tabliczkach znalezionych w Ugarit. Co prawda niektórzy mogą je wziąć za kawałek zaschniętej twardej skorupy z odciśniętymi nań śladami ptasich stóp, lecz w tym pozornym chaosie jest zamierzony ład i porządek. Są kodeksy, historie, przypowieści... Lecz to nie jedyny zabytek, który mnie osobiście fascynuje. Jest tu ich całe mnóstwo, ciężko skupić się na jednym, a jeszcze ciężej uwierzyć, że tyle bezcennych znalezisk archeologicznych znajduje się w jednym miejscu! Różnego rodzaju naczynia i bronie, całe garście monet, drobnych ozdób, wisiorków i pierścieni. Są piękne mozaiki, starożytne posągi, a nawet grobowiec, czy wreszcie cała świątynia przeniesiona tu z samego Duros Europos! Niesamowite, że minęło tyle setek, czy nawet tysięcy lat, a dane jest mi to wszystko nadal podziwiać. A niektóre rzeczy, jakby zupełnie nie tknięte zębem czasu...


strona: 1 | 2 | 3 | 4

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


  Mapapowiększ 

  Syria

Informacje o kraju: Syria
Flaga - Syria








© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: blogi z podróży, smspower.pl - darmowa bramka sms