| Artykuły |
|
kategoria: Podróże>Azja |
data dodania: 2010-02-04
|
|
autor: Gacus, |
Filipiny - 7107 wysp do raju |
|
| ocena: 5.00 | przeczytano 123 razy |
Tropikalne życie - wersja filpinska (2.XI.2009)
Dlugo myslelismy, czy do tej relacji dodac zdjecia. Czy w ten pochmurny dzien 2.XI jeszcze bardziej was depresyjnie nastawiac. Denerwowac. W koncu zadecydowalismy wspolnie, ze tak. Ze po wakacjach jeszcze macie skumulowanej energii i zdjecia was bardzo nie skrzywdza. Ale nie udalo sie, bo gdzies zapodzialy sie kable. Zdjec dzis jeszcze nie bedzie.
W kazdym razie jestesmy na wyspie Panglao, pod-wyspie Boholu, pld. Filipiny, NW Pacific. Droga tutaj byla droga pod gorke i po kaluzach. Samolot mial leciec o godz. 00.40 z soboty na niedziele, wpadajac na lotnisko zobaczylismy, ze wiekszosc lotow na Filipiny jest przelozonych, lub odwolanych, w najlepszym razie opoznionych. Wszystko przez nadchodzacy tajfun.... okazalo sie, ze nasz lot 5J293 (podam numer o kazdej porze nocy i dnia, 3 rozne fomularze juz przed ladowaniem do wypelnienia) z HKG do Cebu poleci o 2giej. I rzeczywiscie polecial, moglbym napisac, ze przedostalismy sie przez oko tajfunu, przez zabojcze turbulencje, ale tak nie do konca bylo, byly za to po 6 miejsc na pasazera i calkiem przyjemny lot.
O 4.30 juz w Cebu, o tajfunie nikt tam nie slyszal, powietrze gorace, ale umiarkowanie suche, szybka pilka z pogranicznikami, nie potrzebujemy tu wizy, a nasze plecaki maja srednio po 10 kg.
Zaatakowala nas miejscowa mafia taksowkowa, ale nasza grupa szybko zamienila sie z nimi rolami, sama stajac sie grupa dyktujaca warunki. Pelni swiezosci postanowilismy, ze trzeba przedostac sie jak najszybciej na wyspe Bohol, przepiekne Cebu i okolice zostawiajac na inny raz.
Za 300 PHP (18 zl) 6-osobowa taryfa dostalismy sie z lotniska do portu (1/2 h), mijajac po drodze panie i panow spiacych po rowach, na wozkach, na kartonowych legowiskach. Pierwsze obserwacje mowi mi, ze to kraj rownie bogaty jak Kambodza czy Birma....
W porcie pierwsze spotkanie z transportem promowym, okazalo sie, ze probuja walczyc z przeciazeniami i kolejnymi zatonieciami i nie chciano nam sprzedac 5 dodatkowych ponad stan biletow! Prom mial odplynac o 6 rano, probowalismy wplynac na kapitana, ale nie chcial, ze "zatoniemy", ze "kontrol"... no dobra, stanelo na naszym, to madry czlowiek, 5 Filipinczykow nie dotarlo na rejs, zajelismy ich miejsca. Rejs porownywalny ze slawna wycieczka na Machu Picchu - cale zycie stanelo mi przed oczami, glowa leciala na siedzace kolo mnie filipinskie towarzyszki, ale w koncu po 2 godzinach w bardzo slabych warunkach, najlepsza firma przewozowa, dotarlismy na wspomniany Bohol (520 PHP - 30 zl).
Potem juz tylko przejazd kolejnym busem i mozna powiedziec, ze organizm dostal w koncu kilka dni na ustabilizowanie sie. Glownym pytaniem wyjazdu jest: "ktora mamy godzine?", kazdy spi w innych terminach, budzi sie w srodku nocy, zasypia w srodku dnia. Dochodzi do tego, ze Haju obudzil sie wczoraj o 20tej z okrzykiem: "@#% kurcze blade, jest juz chyba nad ranem", zmylony swiatlem lampy, wykierowanej w nasza chate za oknem....widac, ze przetrzymywanie w obozie Talibow zostawilo pietno na jego ciele i duszy....
Warunki jak warunki: tropikalne plaze, bungalow za 400 PHP, sniadania w restauracjach i barach nad brzegiem, muzyka live do rumu za 35 PHP szklanka!! (2 zl !!), temperatura powietrza 33 stopnie, morza ok. 24-25 st. Celsjusza. Palmy, piasek, snoorkowanie, nurkowanie. Jak ktos ma charakter, to da rade sie przystosowac. Inni beda cierpieli.
Zdjecia wrzucimy w nastepnej relacji, zostaniemy tu jeszcze ze 2-3 dni. Trzeba sie opalic, zeby dobrze w zimie w pracy wygladac....
PS. O Tajfunach, powodziach i chorobach nikt tu nie slyszal. Choc nie. Nabawic sie "filpinskiej" lub tez "prezydenckiej" niezwykle latwo.
A my swoje (11.XI.2009)
Pozostałe fotki Tutaj Smacznego:)
|
strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5
oceń artykuł:
|
skomentuj artykuł:
|
komentarze do artykułu:
|
|
|
|