| Artykuły |
|
kategoria: Podróże>Polska |
data dodania: 2010-02-09
|
|
autor: darionn, d.g. |
Świąteczne Tatry |
|
| ocena: 0.00 | przeczytano 98 razy |
Miałem ochotę założyć swoje i poudawać ociężałego słonia ale szkoda mi było czasu , więc błyskawicznie składamy sprzęt itd. wyjazd z krasnolandi... po schodach w miarę cichutko na paluszkach do kuchni -wcześniej było mycie , uwalnianie w miarę potrzeb orek , susełków i co jeszcze kto lubi .W kuchni szybkie szamanko , ustalenie planu czyli :
-„IDZIEMY NA MNICHA DROGĄ ROBAKIEWICZA STRONA ZACHODNIA”.
Znałem te zachodnie drogi gdyż prawie wszystkie robiłem w lato ale nigdy w zimę. Wycena tej drogi w lato to marne III+ czyli właściwie to w jednej ręce browiec a w drugiej gazeta. Jak postanowiliśmy tak szybko wynieśliśmy się z szałasu i tu wchodzą do gry dwie niepozorne a wcześniej wspomniane osoby czyli Mr Docent oraz Dentystka. Mijamy ich wychodząc , widać uzbrojenie oraz gotowość do akcji , rzuciłem hasło:
-gdzie szanowni Państwo się wybieracie ? usłyszałem odp.:
-w stronę Dolinki za Mnichem i coś jeszcze,
-ooo.. my też w tę stronę więc można razem rzucić buta:) na co usłyszałem szybką reakcje:
-no coś Ty my idziemy tempem studenckim ...
-dobra-zastanawiałem się jakie jest to tempo studenckie...
Po niedługim czasie przy naszym wolnym żółwim tempie wspomniana para pędziła w iście tempie ślimaczym wąchając nasze tyły; jedno jest pewne puchar wolniaka należał się im. Każdy zna szlak pod Mnicha , wije się okropnie długo serpentynami lecz jest to lepsza odmiana niż pokonywanie „Schodów Baletnicy nad Czarny Staw”.
Dochodzimy do ostatniej serpentyny , wije się długo zaś u góry widać jakąś dwójkę Cieni , gdyby tak przeciąć na wprost tego wijasa można zaoszczędzić kupę czasu? więc rzucam pomysła:
-idziemy na wprost? rzekłem do kolegi,
-a czy da radę-odpowiedział B.
-sprawdzę troszkę to się przekonamy-więc wchodzę robi się stromo , śniegu po kolana , ach gdybym miał raki teraz na nogach a nie w plecaku-tak przeszło mi przez myśl, ale idę dalej krzycząc do kumpla:
-dawaj śmiało poboli ale ile zaoszczędzimy czasu i drogi:)
Doszliśmy do szlaku i do drogowskazu na Szpiglasową Przełęcz itd. , my odbijamy na Mnicha ,przed nami jakaś para daleko zamigotała w dolince, ucieszyłem się :
-wreszcie ktoś dla nas zrobi czarną robotę,
Zatarliśmy ręce w geście zadowolenia: „do dzieła i wio w stronę Mnicha!”.Na początku szliśmy po śladach cieni..lecz wydawało się iż za bardzo odbijają w lewo więc obraliśmy naszą własną drogę jak koty ...okazało się że wcale nie musi być ona lepsza... ,mijając to różne przeszkody : twardy lód , miękki śnieg, oblodzone skały itd. doszliśmy do momentu gdy trzeba było się wspinać za pomocą rąk , kolan i wszystkiego co mieliśmy na wierzchu nie używając tego co nadawało się profesjonalnie do asekuracji czyli raków oraz czekanów , do momentu gdy już nie było wyjścia, nastąpiła komenda:
-stop, tak więcej już nie można , p..rzę to wkładam raki biorę przedłużenia rąk -czyli czekany,
Po jakimś czasie doszliśmy pod sam Mnich, wreszcie !!!Kierunek „Droga Robakiewicza” , dochodzimy i co? gały wyszły nam z orbit łatwa droga zrobiła się w minimum super trudną dla samobójców, kurcze jeszcze nie doszedłem do tego stanu żywotności, a w schronie czekała na nas flaszka z braćmi piwnymi których mamy ponownie ratować. Cała droga była pokryta cienkim lodem nie do przejścia , nie myśląc o jakiejkolwiek asekuracji. Lecz bohaterzy nie zamierzali się poddawać :
-idziemy w prawo , ominiemy tę cholerę po śniegu –dodałem,
Uzbroiliśmy się po zęby i wyżej oraz niżej , jakowe stanowisko zrobiliśmy tym razem z dwóch dobrze osadzonych friendów i nuże Cowboy na prowadzeniu, mijam pierwsze bloki skalne po prawej , lewej , zakręt i co ? staję na przeciwko lodu po prawej mojej 2 metry lekkiego pionu, a po lewej ośnieżone granity co wybieram -k..wa cholerny lód -do teraz nie wiem czemu i jak ale wszedłem i nawet udało mi się przejść to cholerstwo, zakładam przelot na twardym śniegu ze śruby lodowej od razu ją testuję -tak utrzymała mój ciężar:), dochodzę do ściany i postanawiam ściągnąć do siebie partnera. Coś tam podreptało, zaszumiało i juz B. jest koło mnie,
-dobra -mówię teraz przetrawersuję z lewej i sprawdzę czy da sie dojść do tarasu,
-nie ma sprawy -odpowiedział Brian,
|
strona: 1 | 2 | 3 | 4
oceń artykuł:
|
skomentuj artykuł:
|
komentarze do artykułu:
|
| | 1. | 2011-07-03 17:11:46 | gość: Kamila
| Opis super, byłam na drodze robakiewicza a zeszła niedzielę w przepięknych zimowoletnich warunkach, ale czy to opowiadanie ma jakąś płętę? czy to już koniec?
Pozdrawiam
|
|
|
|