PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 Zobaczyć Maroko i (nie) umrzeć




  Artykuły

kategoria: Podróże>Polska data dodania: 2010-02-09      
autor: darionn, d.g.

Świąteczne Tatry

ocena: 0.00przeczytano 98 razy


To ja znałem drogę więc lepiej było jak ja poprowadzę...rozpocząłem trawers :

-..ooooo w mordę wyrwało mi się dosyć głośno co też usłyszał B.

-co jest?

-Ty wiesz co ja trawersuje?

-no nie przecież siedzę i nie widzę ,

-Boże dobrze żeśmy się nie uparli na tego Robaka!!!!sam lód cieniuśki i lufa jak się widzi, a co najgorsze to raz odpadasz i masz jazdę jak na rynnie do basenu:); Nagle słyszę głos z pobliskiego Mniszka okazało się iż w dole kursanci mieli zabawę w szkolenie lawinowe itd.

-Jak przetrawersujesz w lewo to na ścianie znajdziesz stałe spity-rzekł ów Instruktor,

-doskonale od tym wiem -odkrzyknąłem dopowiadając:

-teraz Robak to wręcz „VI”*

-no coś Ty to tylko „III”*

-chyba Pan nie widział teraz tego-odrzekłem

-no nie-odwalił instruktor

Ja na stanowisku


Jeszcze coś tam wymieniliśmy uwag , ja zająłem się trawersowaniem , on swoimi podwładnymi. Dobra doszedłem do stałych spitów , tu zrobiłem stanowisko , ściągnąłem Briana i dalej w drogę, skręt w prawo trochę w lewo , wycof bo okazało się że tam będzie ciężko, więc poprawka i dalej trawers w lewo i do następnego zaułka trudnego z którego ledwo się wycofałem , znów poprawka i wreszcie triumf dostanie się do ostatniego tarasu skąd pozostaje jeden wyciąg na górę -na wprost za V chyba z „+” oraz w prawo jakieś 100 m potem odbicie w lewo i do płyty. Gdy Brian doszedł powiedział mi:

-ładnie ta śruba spełniła swoje zadanie na pierwszym wyciągu,

Nastąpiła narada co robimy , którą drogę obrać i kto ma prowadzić , trwało to troszkę , wreszcie wypadło na mnie , oczywiście wzięliśmy tę trudniejszą w lato a w zimie to sam już nie wiem co jest:);

-cholera znałem tę końcowy wyciąg , w lato sprawia czasem problemy a co dopiero w zimie...no ale cóż nie ma ryzyka nie ma zabawy.

Ruszyłem z kopyta, pierwszy przelot friendzik- uwielbiam je:), i tu wyszły kłopoty:- wszystko albo oblodzone albo ośnieżone bądź też mało miejsca na nogi itd. zakładam drugi przelot , wciskam kolana gdzie się da i wpakowałem się :

-co jest k..wa nie mam gdzie zahaczyć raka, czekan przeszkadza, paluchy nie trzymają jak tu wejść?,

Zerknąłem przez ramie na dół wycof wydawał się nie realny, do góry zerknąłem jeszcze gorzej:

-co jest do licha, no to mam przepierdzielone -pomyślałem , sytuacja bez wyjścia, jeszcze nigdy w życiu nie miałem lota w tatrach-ech zawsze musi być ten pierwszy raz ,

Walczyłem chyba z 30minut a może i więcej do momentu gdy pomysłów zabrakło i sił, Brian krzyczy z dołu :

-i co da się ?

-próbuję

tak chyba z kilka razy potwierdzaliśmy na zmianę swoje uwagi itd. aż powiedziałem :

-Brian schodzę, nie wiem jak to zrobię ale spierz..m;

-dobra złaź;

-jedna prośba , bądź czujny i możesz mi mówić gdzie mam stawiać moje nogi bo wiszę na przewieszce i nic do cholery nie widzę!?

-jasne , tyle że ja Ciebie też;

-chciało mi się śmiać , niezła sytuacja



strona: 1 | 2 | 3 | 4

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


1. 2011-07-03 17:11:46
gość: Kamila
Opis super, byłam na drodze robakiewicza a zeszła niedzielę w przepięknych zimowoletnich warunkach, ale czy to opowiadanie ma jakąś płętę? czy to już koniec? Pozdrawiam


  Mapapowiększ 


KONKURS NA RELACJĘ Z PODRÓŻY






© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: bramkasms.com.pl - darmowa bramka smssmspower.pl - darmowa bramka sms, doładowania, logo dzwonki