| Artykuły |
|
kategoria: Podróże>Polska |
data dodania: 2010-02-09
|
|
autor: darionn, d.g. |
Świąteczne Tatry |
|
| ocena: 0.00 | przeczytano 98 razy |
Nie wiem jakim cudem ale zszedłem i nawet nie pozostawiłem sprzętu , a był moment kiedy miałem sobie odpuścić i zrobić jaskółkę tyle że właśnie w tym momencie mój jeden z kolcy od raków wbił się jakimś cudem w maluteńką szczelinę czy cholera wie w co:). Byłem cały i zdrowy koło Briana:
-nie dam rady , może Ty spróbujesz ale w prawo przez płytę bo tu to sobie darujemy , a ja padam ze zmęczenia:)
-nie ma sprawy -odrzekł
Zamiana ról i do akcji wkracza B. , ja dycham na stanie -wreszcie ., kolana poobijane -czułem jak mi pulsują, powiedziałem mu że to jest ostatnia szansa bo zbliżała się późna pora i za jakąś godzinę lub dwie będzie ciemno. Poszedł na całego pod płytę, założył przeloty , oj długo to trwało
-co jest ? krzyczałem
-szukam miejsca na przeloty- tu nic nie ma wrrr
Po upływie dłuższego czasu , wreszcie zarządziłem odwrót, czy jakoś tak , partner zjawił się przekazując mi relacje:
-to jest masakra cienki lód zero asekuracji , jednym słowem gówno:)
-Co robimy? B. -zjeżdżamy, niestety ,
Żal nam było tego wierzchołka lecz w tych warunkach o zwalenie nie było trudno , szybko i z niemałymi kłopotami zjechaliśmy robiąc dwa wyciągi po 60 metrów, dostając się na dół, zwinęliśmy sprzęt..kilka fotek i w dół. W dół , hmmm to nie taka prosta sprawa , wchodzi się łatwo lecz schodzić to inna bajka, szukamy śladów po kursantach , idziemy, idziemy i co ? gówno nie ma , doszliśmy do momentu gdzie uskok jest pod kątem 60-70 stopni , nagle z twardego śniegu robi się kaszka manna , mówię do Briana:
-nie podoba mi się to, wycof i szukamy swoich śladów;
-dobra lepiej nie ryzykować
Teraz wiem że to była mądra decyzja z podobnego śniegu tyle że mokrego na następny dzień schodzi lawina spod Buli przy Rysach ale to już inna historia. Cofamy się do naszej drogi , kilka wspinaczek , nawet przez myśl przeszło mi użycie liny ale nie chciało nam się wyciągać i tak szczęśliwie doszliśmy do drogowskazu , a Tu nasza szczęśliwa parka . Szybka wymiana zdań gdzie co i jak , następuje powtórka z rana czyli:
-idźcie przodem my studenckim...
-niech będzie ale spotykamy się w Moku na małym-odrzekłem ;
-zagrzejemy Wam miejsca - dodał Brian
Trochę śmiechu , po kilku zachwianiach, poślizgach dostaliśmy się do Moka, gdzie oczekiwała nas wyżera oraz akcja-uratuj piwko:)...Tym razem zamówiliśmy to samo -ja oczywiście z podwójną porcją ziemniaków , Brian z podwójna porcją ale piwka:)...piliśmy , jedliśmy i czekaliśmy na naszych towarzyszy niedoli:)...Tak czekając zgłodnieliśmy jedno zerknięcie na Briana:
-co bierzemy?
-jak to co? placki!!!!
-po browcu?
-pytanie -każdemu należy się wolność - zaśmialiśmy się w tym samym czasie i ruszyliśmy w stronę zapachów.
W miedzy czasie wspominałem pokrywkę od mojego obiektywu którą niefortunnie zgubił mój partner , myśląc że tak jak jego jest na sznurku...baju, baju pożegnałem się z nią w przepaści:) Mimo iż nie zdobyliśmy zimowo samego szczytu Mnicha to humory dopisywały, żyliśmy , powspinaliśmy się a co najważniejsze mieliśmy ciekawe foty, które poniżej dołączam . W następnej części:
-może by tak na Rysy? zaproponował Brian
-nie chce mi się -pięty mam zdarte do krwi jak dojdę do czarnego to będzie cud, -odrzekłem -wolę wspin lodospadu, a na Rysach byłem tyle razy że rzygać mi się chce nimi:(.....
|
strona: 1 | 2 | 3 | 4
oceń artykuł:
|
skomentuj artykuł:
|
komentarze do artykułu:
|
| | 1. | 2011-07-03 17:11:46 | gość: Kamila
| Opis super, byłam na drodze robakiewicza a zeszła niedzielę w przepięknych zimowoletnich warunkach, ale czy to opowiadanie ma jakąś płętę? czy to już koniec?
Pozdrawiam
|
|
|
|