PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 Zobaczyć Maroko i (nie) umrzeć




  Artykuły

kategoria: Recenzje>Książki data dodania: 2010-02-15      
autor: lbt,

David Grann - "Zaginione miasto Z" + fragment

ocena: 0.00przeczytano 254 razy


2
zniknięcie


Jak łatwo można dać się zwieść Amazonce.
Na początku jest zaledwie rzeczką – ta najpotężniejsza rzeka na świecie, potężniejsza niż Nil i Ganges, potężniejsza niż Missisipi i wszystkie rzeki Chin. Pojawia się na wysokości 6000 metrów n.p.m. w Andach, wśród śniegów i chmur, w skalnej rozpadlinie – strumyczek krystalicznej wody. Tutaj nie da się jej odróżnić od innych strumyczków płynących przez Andy. Część z nich spada kaskadami po stronie zachodniej ku Pacyfikowi, niecałe 100 kilometrów dalej, inne, takie jak ten, spływają po wschodnim zboczu, rozpoczynając z pozoru niemożliwą podróż ku Oceanowi Atlantyckiemu – to odległość większa niż z Nowego Jorku do Paryża. Na tej wysokości jest zbyt zimno dla dżungli czy drapieżników, a jednak to właśnie tutaj bierze swój początek Amazonka, zasilana topniejącym śniegiem i deszczem, spychana z urwisk siłą grawitacji.
Początkowo rzeka spływa ostro w dół. Gdy nurt nabiera prędkości, dołączają do niego setki innych potoczków, w większości tak małych, że nie mają nazw. Dwa tysiące metrów niżej woda wpływa do doliny, gdzie widać pierwsze przebłyski zieleni. Niedługo potem łączą się z nią większe strumienie. Niosąc wzburzone wody ku równinom poniżej, rzeka musi pokonać jeszcze prawie 5000 kilometrów, nim dotrze do oceanu. Jest niepowstrzymana. I taka też jest dżungla, która dzięki równikowemu upałowi i ulewnym deszczom stopniowo pochłania brzegi rzeki. Ten dziki obszar, rozpościerający się aż po horyzont, mieści największą różnorodność gatunków na świecie. I dopiero wtedy rzeka staje się rozpoznawalna – to Amazonka.
Wciąż jednak nie jest tym, czym się wydaje. Meandrując na wschód, dociera do ogromnego obszaru ukształtowanego jak płytka misa, a ponieważ Amazonka płynie na dnie tego basenu, niemal 40 procent wód Ameryki Południowej – z rzek odległej Kolumbii, Wenezueli, Boliwii i Ekwadoru – spływa właśnie do niej. Amazonka staje się więc jeszcze potężniejsza. Miejscami głęboka na 100 metrów, nie musi już nigdzie się spieszyć, swoim własnym rytmem bierze we władanie kolejne obszary. Meandrując, mija Rio Negro i Rio Madeira, Tapajós i Xingu, dwa największe południowe dopływy, Marajó, wyspę większą niż Szwajcaria, aż w końcu, przebywszy 6400 kilometrów i zebrawszy wodę z tysiąca dopływów, Amazonka dociera do swego szerokiego na ponad 300 kilometrów ujścia i wlewa się do Oceanu Atlantyckiego. To, co wzięło początek jako strumyczek, teraz niesie 215 460 000 litrów wody na sekundę – sześć razy więcej niż Nil. Słodka woda pochodząca z Amazonki dociera tak daleko w głąb morza, że w 1500 roku Vicente Pinzón, hiszpański komandor, który wcześniej towarzyszył Kolumbowi, odkrył rzekę, płynąc w odległości wielu mil od wybrzeża. Nazwał ją Mar Dulce, czyli Słodkie Morze.
Jest to obszar trudny do zbadania w każdych okolicznościach, ale nastanie pory deszczowej w listopadzie czyni go właściwie niedostępnym. Fale – w tym poruszająca się z szybkością 24 kilometrów na godzinę gwałtowna fala przypływu, zwana pororoca, czyli „wielki ryk” – rozbijają się o wybrzeże. W Belém poziom wody Amazonki podnosi się o 3,5 metra, w Iquitos o 6 metrów, w Óbidos 10 metrów. Madeira, najdłuższy dopływ Amazonki, może przybrać jeszcze bardziej, 20 metrów. Po miesiącach powodzi wiele z tych i innych rzek wylewa z brzegów, spadając kaskadą przez las, podmywając rośliny i skały i przemieniając południowy basen niemal w wewnętrzne morze, jakim był miliony lat wcześniej. Potem wychodzi słońce i pali cały obszar. Ziemia pęka jak podczas trzęsienia ziemi. Bagna wyparowują, piranie, odcięte w wysychających sadzawkach, zjadają się nawzajem. Mokradła zmieniają się w łąki, wyspy stają się wzgórzami.
W czerwcu 1996 roku, gdy w południowym basenie Amazonki nastała pora sucha, wyprawa brazylijskich naukowców i poszukiwaczy przygód zmierzała w głąb dżungli. Szukali śladów pułkownika Percy’ego Fawcetta, który ponad siedemdziesiąt lat wcześniej zaginął tam wraz ze swym synem Jackiem i Raleighiem Rimellem.
Na czele ekspedycji stał czterdziestodwuletni brazylijski bankier James Lynch. Od kiedy od pewnego reportera usłyszał o historii Fawcetta, przeczytał wszystko, co mógł znaleźć na ten temat. Dowiedział się, że zniknięcie pułkownika w 1925 roku wstrząsnęło światową opinią publiczną – „był to jeden z najbardziej celebrowanych przypadków zaginięcia w naszych czasach” , jak określił go jeden z obserwatorów. Przez pięć miesięcy Fawcett przesyłał depesze, które indiańscy posłańcy przenosili, pogniecione i poplamione, przez dżunglę, i które, niczym w magicznej sztuczce, były przekazywane telegraficznie i drukowane przez prasę na całym świecie. Był to wczesny przykład tego, jak nowoczesny news, którego tematem może być wszystko, sprawia, że uwagę Afrykanów, Azjatów, Europejczyków, Australijczyków i Amerykanów przykuwa to samo wydarzenie, mające miejsce gdzieś daleko. Ekspedycja, jak pisano w jednej z gazet, „owładnęła wyobraźnią każdego dziecka, które kiedykolwiek marzyło o niezbadanych lądach” .
Potem depesze przestały nadchodzić. Jak dowiedział się Lynch, Fawcett ostrzegał, że przez kilka miesięcy może nie być z nim kontaktu, ale minął rok, potem dwa, a ciekawość opinii publicznej rosła. Czy Fawcett i dwaj młodzieńcy zostali schwytani przez Indian? Czy umarli z głodu? Czy też urok Z okazał się zbyt silny, by wracać? Dyskutowano zawzięcie w salonach i spelunkach, na najwyższych szczeblach rządowych krążyły depesze. Sprawie poświęcono niezliczone słuchowiska radiowe, powieści (podobno Garść prochu Evelyna Waugha powstała pod wpływem historii Fawcetta), wiersze, filmy dokumentalne i fabularne, znaczki pocztowe, książki dla dzieci, komiksy, ballady, sztuki teatralne, powieści graficzne i wystawy. W 1933 roku pewien autor książek podróżniczych stwierdził: „Legenda, jaka narosła wokół tej sprawy, tworzy nową, odrębną gałąź folkloru” . Fawcett zyskał sobie miejsce w annałach wypraw badawczych nie dzięki temu, co odkrył przed światem, ale dzięki temu, co ukrył. Przysiągł dokonać „odkrycia stulecia”, a zamiast tego za jego sprawą zrodziła się „największa tajemnica badawcza XX wieku”.
Lynch dowiedział się także, ku swemu zdumieniu, że bardzo wielu naukowców, badaczy i poszukiwaczy przygód zagłębiało się w dżunglę, by odnaleźć członków wyprawy Fawcetta, żywych lub martwych, i wrócić z dowodem na istnienie miasta Z. W lutym 1955 roku „New York Times” stwierdził, że zaginięcie Fawcetta pociągnęło za sobą więcej wypraw poszukiwawczych niż „te, które wyruszały przez stulecia na poszukiwanie baśniowego El Dorado” . Niektóre grupy zginęły z powodu głodu i chorób, inne wycofały się w desperacji, jeszcze inne wymordowali tubylcy. Byli także poszukiwacze przygód, którzy wyruszyli, by znaleźć Fawcetta, i zamiast tego zniknęli tak jak on w lasach, dawno już ochrzczonych przez podróżników mianem „zielonego piekła”. Ponieważ wielu poszukiwaczy wyruszało bez rozgłosu, nie ma żadnych wiarygodnych danych na temat liczby ofiar. Według jednej z ostatnich ocen liczba ta może sięgać stu.
Lynch wydawał się odporny na porywy fantazji. Wysoki, szczupły mężczyzna o niebieskich oczach i jasnej skórze skłonnej do oparzeń, pracował w Chase Bank w São Paulo. Miał żonę i dwoje dzieci. Jednak w okolicach trzydziestki, ogarnięty niewytłumaczalnym niepokojem, zaczął znikać na długie dni w Amazonii, wędrując pieszo przez dżunglę. Wziął też udział w kilku wyczerpujących wyścigach: pewnego razu szedł przez 72 godziny bez snu i przedostał się przez kanion po linie. „Chodzi o to, żeby doprowadzić się do stanu wyczerpania psychicznego i fizycznego i przekonać się, jak człowiek reaguje w takiej sytuacji” – powiedział Lynch i dodał: „Niektórzy się załamują, ale mnie zawsze wydawało się to stymulujące”.
Lynch był kimś więcej niż tylko poszukiwaczem przygód. Pociągały go wyzwania nie tylko fizyczne, ale też intelektualne, miał nadzieję rzucić nieco światła na jakiś mało znany aspekt świata i często miesiącami siedział w bibliotece, zgłębiając temat. Wyprawił się między innymi do źródeł Amazonki i znalazł osadę menonitów na boliwijskiej pustyni. Ale nigdy jeszcze nie spotkał się z takim przypadkiem, jak historia pułkownika Fawcetta.
Poprzednim wyprawom poszukiwawczym nie udało się poznać losu jego ekspedycji – każde kolejne zniknięcie samo stawało się zagadką – nikt też nie rozwikłał największej tajemnicy: miasta Z. Lynch stwierdził, że w przeciwieństwie do innych zaginionych odkrywców – takich jak Amelia Earhart, która zaginęła w 1937 roku podczas próby przelotu dookoła świata – Fawcett zrobił wszystko, żeby nie można było go odnaleźć. Trasę wyprawy utrzymywał w takiej tajemnicy, że nawet jego żona, Nina, wyznała, iż ukrywał przed nią najważniejsze szczegóły. Lynch przekopał się przez stare relacje prasowe, ale nie znalazł w nich wielu wiarygodnych wskazówek. Potem natrafił na zaczytany egzemplarz Exploration Fawcett, wydany w 1953 roku wybór pism badacza opracowany przez jego młodszego syna, Briana. (Ernest Hemingway miał egzemplarz w swojej biblioteczce.) Wydawało się, że książka zawiera kilka wskazówek dotyczących ostatecznej trasy. Według słów Fawcetta: „Wyruszymy z obozu Dead Horse, 11°43’ szerokości południowej i 54°35’ długości zachodniej, miejsca, gdzie w 1921 roku padł mój koń” . Choć współrzędne te określały jedynie punkt początkowy, Lynch wpisał je w swój GPS. Okazało się, że są to współrzędne punktu na południowym basenie Amazonki w Mato Grosso – nazwa oznacza „gęsty las” – jednym ze stanów Brazylii, większym niż Francja i Wielka Brytania razem wzięte. By dotrzeć do obozu Dead Horse, trzeba by przedostać się przez jeden z najbardziej nieprzebytych obszarów amazońskiej dżungli i wkroczyć na ziemie należące do rdzennych mieszkańców, którzy żyją w odosobnieniu w gęstym lesie i zawzięcie bronią swego terytorium.
[…]



strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:




KONKURS NA RELACJĘ Z PODRÓŻY






© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: bramkasms.com.pl - darmowa bramka smssmspower.pl - darmowa bramka sms, doładowania, logo dzwonki