PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 




  Artykuły

kategoria: Podróże>Afryka data dodania: 2010-02-21      
autor: agim27, Agnieszka Szymańska

W odwiedzinach u Sfinksa - Egipt od A do Z

ocena: 2.55przeczytano 265 razy


Państwo Faraonów odwiedziłam po raz trzeci, ale dopiero teraz poznałam i zobaczyłam prawdziwy Egipt, a nie złote klatki dla turystów, jakimi są miejscowości Hurghada czy Sharm El Sheikh. Państwo to jest niewątpliwie godne polecenia, pod warunkiem jednak, że ruszycie się z hotelu.





A jak arabska przyjaźń
Jeśli czujesz się samotny, bez przyjaciół i towarzystwa, jedź do krajów arabskich np. do Egiptu, a znajdziesz tam przyjaźń już po pięciu minutach. Czy jest to przyjaźń na całe życie? Z pewnością nie. Czy w ogóle można kogoś nazwać swoim przyjacielem po rozmowie trzyminutowej? Ja uważam, że absolutnie jest to wykluczone. Innego zdania są Egipcjanie, Marokańczycy, Tunezyjczycy czy Turcy. Podczas naszych wypraw mieliśmy masę tzw. przyjaciół. Każdy z nich nie omieszkał nazwać nas : „My friend” wtedy nawet, kiedy tylko spojrzeliśmy na któregoś. Oczywiście wszystko się tyczy mężczyzn lub chłopców, paniom jest to naturalnie zabronione. Ich nachalność złościła mnie początkowo dosyć mocno, później można do tego przywyknąć, a jeżeli wszystko traktuje się z przymrużeniem oka, to niektóre sytuacje nawet mogą być zabawne. Wasz przyjaciel arabski – przeważnie jest handlarzem i zrobi wszystko byś poczuł się w jego sklepie jak prawdziwy gość. Poczęstuje herbatą, zdradzi całą historię sagi rodzinnej, opowie niezwykłe historie tyczące się przedmiotu na który właśnie zerknąłeś, a jeżeli już coś weźmiesz do ręki będzie godzinami przekonywał, że to jest stworzone właśnie dla ciebie i absolutnie powinieneś to mieć. Jeden z naszych „przyjaciół” pobiegł nam po piwo, którego rzekomo w Egipcie w sklepie się nie dostanie. Trzeba przy tym zaznaczyć, że była godzina późnowieczorna, bo na pewno po 21. Kiedy on zapytany przez nas, czy dostaniemy gdzieś w pobliżu ten ulubiony przez nas trunek, stwierdził, żebyśmy się nie fatygowali, on za nas pójdzie do sklepu i nam je przyniesie, a my w tym czasie możemy wypocząć (po na pewno dla nas ciężkim dniu) - w jego sklepie rzecz jasna. Pobiegł w kapciach, które już dawno swoje miejsce powinny znaleźć w śmietniku a nie na jego nogach i po około 10 minutach wrócił zziajany przynosząc nam całą reklamówkę Stelli. Daliśmy mu więc dolara więcej niż się należało. Podejrzewam, że sklep był tuż za rogiem, ale cóż za poświęcenie dla obcych ludzi, cóż za zmęczoną, spoconą twarz zobaczyliśmy po jego powrocie, cóż za dobroć biła z jego serca… Tak naprawdę zarobił on z pewnością nie jednego dolara ale ze trzy czy cztery, ale nie to jest przecież istotne. U nas z czymś podobnym się nie spotkałam i pewnie nigdy nie spotkam. Nasi sprzedawcy może powinni się troszkę nauczyć od naszych arabskich „przyjaciół” jak pozyskiwać klientów. Zamiast skwaszonych min niektórych naszych ekspedientek widzieliśmy ich zawsze radosnych, uśmiechniętych, skorych do żartów.
Nie można jednak zapominać, ze ta ich dobroć i uśmiech ma w ich oczach wymalowane coś jeszcze: portfele turystów. Często zastanawiałam się, jakby zachowywali się, gdyby naprawdę człowiek oczekiwał od nich pomocy nie dając nic w zamian. Porównuję naszą wyprawę rowerową do Rygi, do naszych wschodnich sąsiadów, gdzie nie mogliśmy liczyć na cokolwiek ze strony tubylców. Nawet kiedy pozwolili nam napełnić bidony wodą ze studni patrzyli na nas nieufnie. Czy tak samo byłoby w kraju arabskim? Nie wiem. Inaczej, kiedy jest się turystą i oni doskonale widzą, że swoim uśmiechem mogą zarobić kilka dolarów. Ale przecież przeżyliśmy również takie sytuacje, kiedy nie chcieliśmy kupować niczego albo nie chcieliśmy się wmanewrować w żadne ich sztuczki i wtedy byli źli i żegnali nas, czasem nawet w bardzo brzydki sposób. Słowo „friend” (przyjaciel) jest zatem używane przez nich na wyrost. Podejrzewam jeszcze, że inaczej na pewno zachowywaliby się ludzie z tzw. miasteczek turystycznych, czyli typowi handlarze, a zupełnie inaczej ludzie z wiosek, bardzo często nie umiejący czytać i pisać. Na wyprawę rowerową do krajów arabskich nigdy się pewnie nie wybierzemy i nie będzie nam dane poznać tej prawdziwej przyjaźni arabskiej, ale oni przecież są ludźmi jak inni, więc pewnie byłoby też podobnie jak gdzie indziej.

Przyjaciel Arab

Arab wyraźnie bardzo się nudzi
Prawie zasypia przy swoim kramie
Nagle się jednak do czynu zbudzi
Kiedy przypadkiem popatrzy na mnie

Zaraz mu uśmiech krasi facjatę
Zrywa się, gestem wejście wskazuje
Jest przyjacielem, jest moim bratem
Kto go odwiedzi, nie pożałuje

Czyści rękawem wodną fajurę
Zdobioną księżycami z blachy
Sprytnie zakrywa w szalu dziurę
Śmieje się, tańczy, ubaw po pachy

Klepie po plecach wciąż poufale
I poczęstuje szklanką herbaty
Swoim towarom nie skąpi zalet
Twierdzi, że z Polką jest żonaty

Wie, gdzie Gdańsk leży i gdzie Warszawa
Jest naszym krajem zauroczony
To, że w nim nie był, żadna sprawa
Pojedzie kiedyś w nasze strony

Pan, kup pan k---a do h—a pana
Widać krajanie przed nami byli
I by wycieczka była udana
Żarciki sobie brzydkie robili

Ucząc sprzedawcę słów, które dziecko
Zna u nas prawie już od kołyski
Nawet, gdy chodzi wciąż jeszcze kiepsko
I samo nie je łyżką z miski

Koniec zabawy, idziemy sobie
Twarz mu się krzywi grymasem złości
Na pożegnanie nam nie odpowie
Raczej zamruczy, połamcie kości



strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


  Mapapowiększ 

  Egipt

Informacje o kraju: Egipt
Flaga - Egipt








© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: blogi z podróży, smspower.pl - darmowa bramka sms