| Artykuły |
|
kategoria: Podróże>Europa |
data dodania: 2010-02-28
|
|
autor: kraka, Katarzyna Krawiec |
Prowansja pachnąca lawendą |
|
| ocena: 0.00 | przeczytano 396 razy |
Dzień 5
Dzisiaj „dzień odpoczynku”. Wczoraj o mało co nie ugotowałyśmy się w samochodzie, postanowiłyśmy więc zrobić sobie luźniejszy dzień połączony z plażowaniem40 . Wybrałyśmy się niedaleko (1 h od domu), nad jezioro Serre Poncon 41. Piękne. Podobne do jeziora Ste Croix: woda równie niebieska.
Gdzie są ludzie?! Jesteśmy dosyć zdziwione, bo pomimo upału, piękna tego miejsca i popołudniowej pory – ludzi jak na lekarstwo.
Znalazłyśmy sobie miejsce, rozłożyłyśmy się i … viva la dolce vita! Viva far niente! 42 .
Jezioro jest otoczone górami. Pejzaż jak z bajki. Woda przyjemnie chłodna, a raczej zaryzykowałabym stwierdzenie, że zimna. Jakoś nie mam ochoty się zanurzyć, pluskam się tylko przy brzegu.
Kiedy stwierdzamy, że mamy dosyć przypiekania się na słońcu, jedziemy do niewielkiej wioski Pontis, oddalonej o około 7 km, gdzie mamy nadzieję odnaleźć demoiselles coiffees – „uczesane panienki”, które są niczym innym jak tylko stalaktopodobnymi wykwitami skalnymi43 .
Mijamy urocze miasteczko, a raczej wioskę (2 domy i kościółek) Pontis i … Panienek nie widać. Według mapy powinny gdzieś tu być. Zostawiamy auto na mikroskopijnym parkingu przed kościołem i wyruszamy na poszukiwanie kamiennych piękności. Spacer po upale (do góry oczywiście) do najprzyjemniejszych nie należy. Toniemy w letnim skwarze. Słońce leje żar na omdlałe drzewa, suche chwasty i dwie sylwetki pnące się mozolnie w górę44 . Wyprażone w słońcu rośliny mają zaskakująco matowy, oliwkowozielony45 , pastelowy kolor. Idziemy, idziemy… Panienek ani śladu. Spotkana po drodze dobra dusza radzi, aby podjechać ze 2 kilometry samochodem, zatrzymać się przy betonowym słupku , wychylić i … panienki będą nasze. Wracamy więc i kontynuujemy naszą podróż autem. Z trudem zakręcamy, wykręcamy szyje, wytrzeszczamy oczy … nadal ani śladu panienek. Napotkana para Francuzów też nie ma pojęcia gdzie szukać tych dam. Oni również błądzą w nadziei zobaczenia nieruchomych postaci. Żegnamy się z życzeniem spotkania się przy panienkach.
Trudno. Decydujemy się zawrócić. Jedziemy na dół i nagle… widzimy nic innego jak tylko poszukiwane skałki. Są jednak prawie niewidoczne, z 10 km od nas i wcale nie są imponujące. Zjeżdżamy drogą i kierując się tym razem drogowskazami zjeżdżamy na parking, gdzie cykamy kilka fotek w objęciach panienek.
Czas na posiłek. Zatrzymujemy się w jeszcze mniejszym miasteczku Lauzet-Ubaye, gdzie są 3 domy, kościół kościół … hotel (!!). Ciekawe po co? Wszystkie sklepy są zamknięte, mieszkańców, ani turystów nie widać, w witrynach spotykamy jedynie pajęczyny i śpiące pająki. Miasteczko – widmo. Udaje nam się kupić napoje w hotelu i mamy całkiem przyjemny piknik nad brzegiem małego jeziorka 46.
W drodze powrotnej natykamy się całkiem przypadkowo na drogowskaz wskazujący następne „uczesane panienki”. Wiemy o ich istnieniu, sprawdzałyśmy na mapie, są niedaleko miejscowości Theus, ale po męczących poszukiwaniach tych pierwszych, sprawa drugich jakoś za obopólną zgodą jakoś przycichła… No ale jeśli mamy już drogowskaz… Skoro są po drodze zobaczymy również i te piękności. To tylko … 5 kilometrów. Co to dla nas? Nie pisało co prawda, że znajdują się one na wysokości chyba 2000 metrów! Do dróg pełnych zawijasów już zdążyłyśmy się przyzwyczaić, ale te są kręte jak rogi muflona i wąskie jak wstążka. Są jednak puste i całe szczęście, bo dwa samochody na pewno się tam równocześnie nie zmieszczą47 .
Po drodze mijamy pola pełne maków i jakiegoś fioletowego kwiecia (nie lawendy, niestety). Wyglądają one jak dzieło artysty malarza. Szalonego impresjonisty, który dysponował farbami w jedynie dwóch kolorach: czerwonym i niebieskim i chlapał tymi kolorami jak popadło, w sposób niezorganizowany, chaotyczny i nieprzemyślany, malując jeszcze dodatkowo gdzieniegdzie jasne bryły snopków siana48. Kolory tak żywe, jakby farba jeszcze nie wyschła.
I jak tu się oderwać od takiego widoku?
W końcu, chyba po 20 km SĄ. Balują sobie w miejscu nazwanym Salle de bal” – sala balowa. Jest ich chyba więcej niż w Pontis, w każdym razie są jaśniejsze i widzimy je z bliska. Te Panie są w dosyć zaawansowanym wieku. Najstarsze dochodzą do 30 000 lat. Fajne są, każda inna: jedne szczupłe, inne z wyraźną kamienną nadwagą, a jeszcze inne wyglądają jak wiedźmy pokryte brodawkami. Fakt faktem wszystkie są „uczesane”. Na szczycie każdej kolumny spoczywa kamienny kok49.
Zjeżdżamy na dół modląc się aby nikogo nie spotkać. Ciągnika nie liczymy, bo udało nam się zjechać.
40. skutki tego plażowania zaczynam odczuwać, mimo że smarowałam się kremem z filtrem 30
41. jest to sztuczne jezioro powstałe przez skonstruowanie zapory na rzece Durance. Jest drugim co do wielkości sztucznym jeziorem w Europie
42. dla tych, którzy nie znają włoskiego: niech żyje słodkie życie i … nieróbstwo
43. W morenach (mieszaninie drewna, piasku, kamyczków i skał ) pozostawionych przez lodowce erozja jest zatrzymana przez skały, które chronią kolumnę i powodują powstanie „panienek”
44. Iza się uparła, że dalej drogi nie ma i trzeba iść piechotą. NIEPRAWDA!!
45. Nic dziwnego, są to bowiem drzewka oliwne
46. kolejny typowy „towar” Prowansji: jezioro. To kraina tysiąca jezior mniejszych… rond, mniejszych i większych. Każda najmniejsza wioseczka ma kościół, hotel i obowiązkowo jezioro czy jeziorko oraz rondo dekorowane czasem w najdziwniejszy sposób.
47. Zmieścił się nawet wielki ciągnik, co prawda zdążyłyśmy jeszcze przed zakrętem, ale ciągnik był ogromny i nie mam pojęcia jak zajechał tam, gdzie mała Panda miała trudności…
48. to były raczej okrągłe bele, dla celów fotografii artystycznej chciałam się na jedną z nich wdrapać, ale nie dałam rady
49. po prostu kamień
|
strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9
oceń artykuł:
|
skomentuj artykuł:
|
komentarze do artykułu:
|
|
|
|