| Artykuły |
|
kategoria: Podróże>Europa |
data dodania: 2010-02-28
|
|
autor: kraka, Katarzyna Krawiec |
Prowansja pachnąca lawendą |
|
| ocena: 0.00 | przeczytano 396 razy |
Dzień 7
Olivier zaproponował nam wycieczkę nad rzekę, abyśmy mogły sobie trochę odpocząć po trudach wczorajszego, bogatego we wrażenia dnia. Upały nadal są nieznośne ale Olivier mówi, że wystarczy pojechać z kilometr za Sisteron, a już klimat jest inny63 .
Jedziemy. Mijamy Gorges de la Meouge, kręcimy się trochę po okolicy, ale to co według Olivier’a miało być rzeką – jest wyschniętym korytem rzeki, pełnym kamieni. W najlepszym wypadku można zamoczyć nogi do kostek. Znalazłyśmy co prawda rzeczkę, nawet dosyć głęboką w jednym miejscu, ale zejście na dół było raczej niemożliwe.
Wróciłyśmy jak niepyszne do domu i poopalałyśmy się w ogródku, podgryzane przez mrówki i inne gryzonie.
Po południu pojechałyśmy jeszcze do Sisteron. Miasteczko jest ładne (patrz dzień 4), postanowiłyśmy zwiedzić cytadelę, która niestety, jak w większości warownych miasteczek znajduje się na górze. Niestety zanim dotarłyśmy na miejsce przeznaczenia – obsługa już wyszła zamykając nam drzwi przed nosem.
Siadłyśmy sobie jeszcze na chwilę na ławce. Czas leniwie płynie. Zegar na wieży kościelnej niczym się nie przejmuje i spokojnie robi swoje. Odmierza czas. Jeśli mu wierzyć jest 19 z minutami. Nie chce nam się ruszać. Sisteron zanurza się pomału w letni wieczór64 rozlewając w jego miękkim powietrzu pomarańczowe światła zachodzącego słońca i cienie kładące się na zabudowaniach.
Myślę, że taki „leniwy” 65 dzień był nam potrzebny.
Jutro jedziemy nad morze. Jestem ciekawa jak tam będzie. Pewnie też wiele rzeczy do zobaczenia… Już teraz nie wiem, gdzie patrzeć.
Mam tylko nadzieję, że nie będzie wielkich korków. Jutro Francuzi wyjeżdżają na wakacje…
I pewnie wszyscy pojadą nad morze
Dzień 8
No to jedziemy… Perspektywa spędzenia paru godzin w samochodzie mało nęcąca… według mapy to 176 kilometrów, no ale nie zapominajmy, że Prowansalczycy mierzą odległość na czas potrzebny do jej przebycia, a nie na kilometry. Co jak co, ale czuję, że tego czasu stracimy sporo. Na pewno będzie więcej niż prognozowane 2 godziny…
… i było więcej.
Jedziemy znowu przez góry i znowu serpentynami. Około 13 jesteśmy w Cannes, a stamtąd to kilka kilometrów do la Napoule. Zatrzymujemy się jednak w Cannes na plażowanie. Woda w miarę czysta. Piasek też, ale rozgrzany jak jasna cholera66 . Ludzi niezbyt dużo67 co niezmiennie nas dziwi. Całkiem miło. Schodzimy z plaży co 5 minut, żeby zanurzyć się w letniej jak kompot wodzie. Słona niemiłosiernie, nie zamierzam jednak jej łykać, więc bezpiecznie pluskam się przy brzegu. Iza wypływa nieco dalej.
Jesteśmy głodne więc wyruszamy na poszukiwania jakiejś knajpki. Do Geanta podwożą nas przygodni znajomi z plaży: Marcin i jego tata. I całe szczęście, bo na nogach na pewno zajęło by nam z godzinę.
Odnajdujemy nasze studio, znowu kłopoty z parkowaniem, małe, wąskie uliczki i najczęściej jednokierunkowe, albo z zakazem parkowania. Studio mieści się przy numerze 57. Ulokowane jest blisko plaży (5 minut na nogach) i zameczku w Mandelieu-la –Napoule. Studio jest całkiem, całkiem. Lepsze nawet od apartamentu w Mison a na pewno 100 razy większe od tego, które wynajęłyśmy w Paryżu68 . Jeden salon, pokój dziecinny (ciekawe po co?), kuchnia, wc i łazienka. Oczywiście lodówka, telewizor i mikrofalówka. Nawet pralka (i proszek do prania w pakiecie). Na zewnątrz taras, stół z krzesłami i parasol.
Wieczorem jeszcze spacer po La Napoule. Miasteczko jest małe, posiada jednak własny port, zameczek – tuż nad brzegiem morza, ładne widoki na Massif de L’Esterel, skały tym razem rudobrązowe, co po białych wapieniach Prowansji 69 jest miłą odmianą.
Robi się ciemno. Wkrótce pojawi się księżyc, który niezależnie od nas pojawi się na niebie ze zwykłą punktualnością i wydobędzie z mroku niejeden szczegół za dnia niewidoczny z powodu oślepiającego słońca. Niektóre widoki lepiej oglądać w półmroku, bo w słońcu się ich nie dostrzega. Potrzebują świeżo pachnącej ciemności. Do tych widoków z całą pewnością należy morze.
63. W Sisteron przebiega granica klimatyczna: na południe Sisteron rosną oliwki, brzoskwinie, nawet pomarańcze i inne ciepłolubne owoce i warzywa, a 500m dalej nic takiego, poza jabłkami nie urośnie
64. pisząc „wieczór” nie mam na myśli ciemności tylko wolność od upału. Ciemno zaczynało się robić ok. 22
65. skoro taki „leniwy”, to dlaczego jesteśmy takie zmęczone?!
66. Iza poparzyła sobie doły stóp i do końca wycieczki narzekała, że nie będzie mogła „pedałować” – w samochodzie, oczywiście
67. Plaże Lazurowego Wybrzeża mają ponad 40 kilometrów, więc plażowicze rozkładają się w miarę równomiernie i w niezbyt wielkim zagęszczeniu. Kluczem do tego jest kwestia zaparkowania samochodu: jeśli nie uda się – znaczy jest ludzi za dużo. Jedzie się więc dalej, gdzie jest miejsce i na parkowanie i na plaży.
68. Tamto miało z 18 metrów, składało się z jednego pomieszczenia, z wnęką szumnie nazwaną „kuchnią , z łazienką i wc – bez drzwi !! . Siedząc w wiadomym miejscu, kolanami dotykało się łóżka
69. Wybrzeże Lazurowe podobno jest wliczane do Prowansji, region nazywa się PACA – Provence-Alpes-Cote-d’Azur, ale to jednak inna bajka
|
strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9
oceń artykuł:
|
skomentuj artykuł:
|
komentarze do artykułu:
|
|
|
|