PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 Zobaczyć Maroko i (nie) umrzeć




  Artykuły

kategoria: Podróże>Europa data dodania: 2010-02-28      
autor: kraka, Katarzyna Krawiec

Prowansji sen dalszy

ocena: 4.00przeczytano 429 razy


DZIEŃ 4 – Birmensdorf – odpoczynek / 07.07.2009 / wtorek Stwierdziłyśmy, że po trzech intensywnych dniach należy nam się odpoczynek i tak też uczyniłyśmy. Tak naprawdę to wstałyśmy po 14. Co prawda miałyśmy już pobudkę kiedy Simona wychodziła do pracy, ale rejestrowałam to tylko w górnych pokładach poświadomości, a Iza podobno niczego nie słyszała. Potem obudziłyśmy się około 10, ale wkrótce znów zapadłyśmy w lekki niebyt. Stwierdzilam jednak, że naprawdę wypadałoby już wstać, Izy jednak dobudzić nie potrafiłam, pewnie udawała, bo jej się nie chciało… Cóż… Poszłam więc sama do sklepu ponieważ postanowiłyśmy wydać pożegnalną kolację dla Simony i Angie, dziękując tym samym za gościnę. Oczywiście trochę się pogubiłam, pani w sklepie ani po angielsku ani po francusku… Skąd to przekonanie, że Szwajcarzy są trójęzyczni? BAJKA10. Ja natomiast w ząb niemieckiego, ale „pieczarki” I „cebula”, ponieważ nie potrafiłam ich znaleźć, jakoś mi się przypomniały… Sama nie wiem skąd. Kolacja w każdym razie się udała, ale było trochę nerwówki, oczywiście w moim wykonaniu bo u Izy jak zawsze dominował ZEN. Nie wiem czy jest człowiekiem kompletnie bezstresowym czy po prostu udaje?
Dobrze, że już jutro wyjeżdżamy, bo w Szwajcarii jest ogromny kłopot z parkowaniem i to nie tylko w dużych miastach: albo trzeba mieć wykupiony abonament, wtedy można parkować w miejscach oznaczonych granatową linią, albo płaci się z amożliwość parkowania w parkomacie i bilet zostawia się za przednią szybą. Miejsca przy mieszkaniach są wykupione. Innej możliwości nie ma. Podjeżdżając pod dom Simony nie wiedziałyśmy, gdzie postawić nasze malutkie niebieskie autko, bo wszędzie były miejsca parkingowe zarezerwowane dla poszczególnych mieszkańców. Ponieważ ulica i numer miszkania Simony to 1, postawiłyśmy więc pod „1” no ale niestety już wieczorem zadzwonił sąsiad prosząc uprzejmie o przestawienie samochodu i zostawienie miejsca parkingowemu prawowitemu właścicielowi, czyli właśnie jemu. Uprzejmy człowiek nie wskazał jednak miejsca gdzie możemy parkować, stwierdził jednak, że wolne miejsca należą do sąsiadów, którzy często wyjeżdżają, więc możemy spróbować „zacumować” tam. Tak też zrobiłyśmy, jednak wracając wieczorem z Berna – na przedniej szybie i na bagażniku zobaczyłyśmy kartkę z zakazem parkowania i prośbą o przestawienie samochodu. Ktoś zadał sobie trochę trudu i wydrukował ową informację na komputerze. Szkoda tylko, że nie w kolorze, byłoby bardziej wymowne. Nie miałyśmy już pomysłów gdzie postawić auto więc po prostu postawiłyśmy naprzeciwko prywatnych miejsc parkingowych, na brzegu uliczki, DOKŁADNIE pod znakiem zakazu zatrzymywania się… W końcu zakaz zatrzymywania się, to nie to samo co postoju, prawda? I tym sposobem całą noc i następny dzień przestałyśmy NIELEGALNIE. Oczywiście rano, za wycieraczkami znalazłyśmy kartkę w foliowej koszulce informującą, że jak tym razem nie znikniemy z niedozwolonego miejsca, to jest ostatnie ostrzeżenie i potem już zostanie poinformowana policja.
Uf, całe szczęście, że już wyjeżdżamy…

DZIEŃ 5 – droga do Prowansji / 08.07.2009 / środa

O 8 z minutami byłyśmy już na trasie do Genewy. Na razie jedziemy autostradami, ale we Francji zaprogramujemy Felę na drogi lokalne. Będzie co prawda dłużej, ale o wiele taniej.
Iza już zrzędzi, że będziemy stać na każdym świetle i przejeżdżać przez każde rondo. Widzę, że wolałaby pruć autostradą, no ale…
Fakt, w minutę po przekroczeniu granicy zaczynają się ronda. Fela nie nadąża z informacjami, a my za Felą. Wjeżdżamy do krainy rond. Przejechałyśmy może z 6 km a minęłyśmy może ze 6 rond. Jak do tej pory. Postanowiłam więc je liczyć i do końca drogi wyszło… 59. Niezły wynik. Trzeba przyznać, że ronda we Francji są o wiele ładniejsze niż te w Szwajcarii. Są udekorowane, ukwiecone, a w Szwajcarii po prostu na środku drogi usypano kupę kamieni i … jest rondo.
Jedziemy serpentynami: raz mijamy autostradę z lewej strony, raz z prawej, czasem znika nam na jakiś czas z oczu aby za chwilę znów się pojawić z którejś strony. No cóż… Albo zygzaki, piękne widoki i parę euro w kieszeni, albo autostrada i prosta droga. Życie to wybory. Niekoniecznie właściwe.
Trafiamy bez problemu do Mison, celu naszej podróży. Zeszłoroczni gospodarze nic się nie zmienili, jedynie Malouna trochę urosła, ale oczy pozostały jej nadal ogromne: jak spodeczki. Zwierzyniec również taki sam: kociska wielkie jak psy, osły… Jedynie Ishatys przeniosła się do krainy wiecznych łowów. Poznajemy też Noe, syna Oliviera, który widocznie spędza tam wakacje. Poza tym nic się nie zmieniło. Czujemy się troszkę jak w domu. Cały apartament nadal dla nas.
Jesteśmy zmęczone. Spać…

10. Nawet pani pracująca w kasie Pilatusa po francusku umiał badzo słabo, a pan obsługujący wagoniki w ogóle… A takie turystyczne miejsca…

strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


  Mapapowiększ 

  Szwajcaria

Informacje o kraju: Szwajcaria
Flaga - Szwajcaria


  Francja

Informacje o kraju: Francja
Flaga - Francja



KONKURS NA RELACJĘ Z PODRÓŻY






© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: bramkasms.com.pl - darmowa bramka smssmspower.pl - darmowa bramka sms, doładowania, logo dzwonki