| Artykuły |
|
kategoria: Podróże>Europa |
data dodania: 2010-02-28
|
|
autor: kraka, Katarzyna Krawiec |
Prowansji sen dalszy |
|
| ocena: 4.00 | przeczytano 429 razy |
DZIEŃ 7 – droga lawendy – Roussillon – Rustrel / 10.07.2009 / piątek
Na dzisiaj co prawda zaplanowałyśmy sobie odpoczynek i plażowanie, ale od rana niebo zachmurzone, więc decydujemy się na Roussillon. Ochra nawet w pochmurny dzień będzie miała piękny, intensywny, rdzawoczerwony kolor. Lawenda mijana po drodze jest prawie granatowa. Wygląda bajkowo na tle dalekich górskich szczytów, na horyzoncie pola złote, bliżej nas pola fioletowe… Zbliżamy się do Roussillon, niebo przeciera się, robi się błękitne. Znowu będzie upał. Wjeżdżamy do miasteczka, parkingi oczywiście płatne, przyjemność zostawienia samochodu kosztuje 3euro na 3 godziny. Nieźle. Zanim zobaczymy miasteczko, idziemy zobaczyć złoża ochry. Jest wszechobecna. Jest to przepiękna formacja geologiczna, którą 230 milionów lat temu utworzyło tu morze. Osady piasku, wymieszanego z tlenkami metali, głównie żelaza tworzą kolorowe wzgórza, urzekające wzrok paletą barw od jasnej, prawie białej po czerwonobrązową. Ochra to naturalny, mineralny barwnik, od tysięcy lat wykorzystywany przez człowieka do twórczości artystycznej i sztuki użytkowej. Efekty tej twórczości możemy podziwiać w przydrożnych sklepikach.
Idziemy znanym już sobie szlakiem, ale tym razem wybrałyśmy sobie trasę dłuższą ok. godziny. Trasa krótsza wśród złóż ochry trwa 30minut, ale przebyłyśmy ją w zeszłym roku a przecież musimy zobaczyć coś nowego, prawda? Bilet na obydwie trasy kosztuje 2.5 euro, wydaje się, że mało, ale jak doliczymy do tego obowiązkowe płatne parkingi to zrobi nam się to wyjdzie 4 euro na osobę. Trasa rzeczywiście jest dłuższa, widoki trochę inne niż te, zapamiętane. Cykady skrzypią jak oszalałe, na początku ich dźwięk jest przyjemny, ale kiedy zbierze się cała cykadzia orkiestra to nasuwa się porównanie do zgrzytu źle naoliwionych, zardzewiałych trybów. Żar leje się z nieba. Czujemy się jak na czerwonej pustyni. Typowy, prowansalski dzień. Całe szczęście, że część trasy biegnie lasem, możemy więc choć co jakiś czas odpocząć od upału.
Potem zwiedzamy miasteczko. Położone na wzgórzu, a jakże. Domy wzniesione z miejscowego budulca wyglądają niezwykle malowniczo. Wszystkie w odcieniach czerwoności, brązu, złota… Większość budynków obrośnięta jest bluszczem lub pędami winorośli. Zielony kolor liści wspaniale prezentuje się czerwonych ścianach, dając inensywny kontrast obu tych kolorów. Nazwa pochodzi od VILLAGE ROUSSE, czyli „ruda” wieś. Jest naprawdę piękna. Każdy dom, każda uliczka ma inny odcień ochry. Podobno ten barwnik występuje w 17 odcieniach, oprócz czerwonego, żółtego, brązowego spotyka się nawet fioletowy. W miasteczku wszystko nastawione na przemysł turystyczny: pocztówki, ceramika barwiona ochrą… Ładny jest kościół i resztki murów obronnych. Trafiamy na najwyższy punkt widokowy miasteczka skąd podziwiamy wspaniałą panoramę regionu. W oddali widzimy nawet Gordes.
Robimy sobie prywatną restaurację na ulicy, wyciągając własne zapasy: francuską bagietkę, międzynarodową colę, rodzime ogórki kiszone i pasztet i urządzamy sobie piknik. Za plecami odgłosy normalnej, przeludnionej restauracji. Ale nam jest tu dobrze. O wiele lepiej nawet. Zjadamy wszystko co do ostatniego okruszka i wyruszamy dalej. Tym razem Rustrel, oddalony od Roussillon o dokładnie 21 km a nie o KILKA jak piszą w przewodnikach. To mikroskopijne miasteczko, kilka zaledwie czerwonych domków, nie może równać się z Roussillon ani wielkością, ani wystrojem, ani ilością odwiedzających turystów, ale nas interesuje COLORADO PROVENCAL, Kolorado Prowansalskie, podobne złoża ochry jak w Roussillon. Ku naszemu zdziwieniu złoża są większe i bardziej różnorodne. Nawet wstęp jest bezpłatny, ale parking już niestety nie. Kosztuje aż 4 euro, pan jednak daje nam plan i dokładnie tłumaczy warianty poszczególnych tras. Wybieramy ścieżkę zwaną „Sahara” i … tak też wygląda. Trwa około 2 godzin. Oznakowania jednak nie są najlepsze i trochę się plączemy w ścieżkach i ścieżynkach. Kolorado Prowansalskie jest o wiele większe niż ścieżka ochry w Roussillon, pomyśleć, że rok temu nie chciałyśmy tu przyjechać. Kolory też bardziej zróżnicowane, są nawet skałki bardzo jasne, prawie białe. Czujemy się jak w Łebie na ruchomych wydmach.
|
strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12
oceń artykuł:
|
skomentuj artykuł:
|
komentarze do artykułu:
|
|
|
|