| Artykuły |
|
kategoria: Podróże>Europa |
data dodania: 2010-02-28
|
|
autor: kraka, Katarzyna Krawiec |
Prowansji sen dalszy |
|
| ocena: 4.00 | przeczytano 429 razy |
DZIEŃ 9 – odpoczynek – plaża – Sisteron / 12.07.2009 / niedziela
Dzień do wymazania z pamięci… Tylko Sisteron, ból i ja spuchnięta jak balon.
Olivier przyniósł mi zieloną glinkę na opuchliznę, kazał zmieszać z wodą i odrobiną soli i zapewnił, że jest w 100% BIO więc na pewno nie zaszkodzi a może pomoże
Na razie wyglądam jak potwór z bagien. Glina zastyga jak gips, ciekawe jak ją zmyję… No, ale skoro opuchlizna ma zejść – jestem gotowa na poświęcenie.
DZIEŃ 10 – Kanion rzeki Verdon / 13.07.2009 / poniedziałek
Już nie boli, ale opuchlizna jeszcze większa niż wczoraj. Wyglądam doprawdy śmiesznie: jeden kącik ust podniesiony do góry a z boku policzka zwisa mi wielka gula, która powoli rozlewa mi się na szyję. Ale, że wyglądam śmiesznie, mam prawo stwierdzić tylko JA, a nie osoby postronne, jak Iza na przykład. Złośliwie śmieje się ze mnie jak tylko na mnie patrzy a w jej spojrzeniu na próżno szukać współczucia lub bodaj jego cienia. Wpadła za to na genialny pomysł: przyłożyć mi w drugi policzek, a kiedy i on napuchnie, to będę miała idealnie kwadratową twarz. Mnie ten pomysł nie bardzo się podoba, wolę już przez parę dni mieć twarz asymetryczną.
Dzisiaj odwiedzamy po raz drugi Wielki Kanion Verdon. Rozciąga się na długości 21 km i jest unikatem w Europie, został nawet wpisany na listę UNESCO. Jego wąwozy zostały całkowicie zbadane dopiero na początku tego wieku, są bowiem trudno dostępne. W niektórych miejscach ich głębokość sięga kilkuset metrów. Na terenie Parku Regionalnego Verdon rośnie wiele zagrożonych gatunków roślin, oprócz tego występuje tam unikatowa flora i fauna. Widziałyśmy nawet wielkiego orła, który majestatycznie krążył nad naszymi głowami. Rzeka Verdon (po prowansalsku znaczy podarunek zieleni) kończy swój bieg w jeziorze St. Croix (św. Krzyża), o przepięknym szmaragdowym kolorze. Z ponad 300 trasami wędrownymi kanion należy do największych centrów wspinaczki we Francji. Droga prowadzi przez Riez, Moustiers St Marie, miasteczka słynące z produkcji lawendy, rzeczywiście: pól lawendowych bardzo dużo, po jednej i po drugiej stronie. Zatrzymujemy się na poboczu, podobnie jak i inni amatorzy zdjęć, ja jednak siadam pod drzewem, a zdjęciami zajmuje się Iza.
Od Moustiers St Marie praktycznie nie potrzebujemy już Feli, bo drogowskazy są wszędzie. I kierujące nad jezioro St Croix i na Kanion. Na pewno się nie zgubimy. Nie zjeżdżamy jednak w stronę jeziora tylko wjeżdżamy od razu na górę, w kierunku Kanionu. Jezioro z fantastycznie niebieską wodą, zostaje na dole. Oczywiście wjeżdżamy od razu na taras widokowy i robimy zdjęcia. Jest poniedziałek, ale z racji przypadającego we wtorek święta narodowego Francji, wielu Francuzów zrobiło sobie 4 dni wolnego, od soboty, tak więc na drogach tłok, szczególnie w miejscach turystycznych, ale nasze małe autko wszędzie się wciśnie, to jest jego plus. Droga wije się serpentynami w górę, jezioro robi się coraz mniejsze, w końcu zostaje z niego tylko mała, niebieska plama na tle zieleni. Jeszcze parę „pięter” wyżej, jezioro znika a pojawia się zielona rzeka Verdon, na początku dosyć szeroka, ale niebawem zostaje z niej tylko cienka, zielona wstążeczka. W miejscowości La Palud sur Verdon wjeżdżamy na Route des Cretes, która 23 kilometrową pętlą okrąża wapienne skały, a my krążymy na niej. Wyżej i wyżej. Upał robi się nieznośny, a my zamknięte w nagrzanym, blaszanym, niebieskim pudełku gotujemy się od środka. Przynajmniej Iza. Poci się nawet na rękach. No, ale to zrozumiałe: cały czas trzyma gorącą kierownicę i bez przerwy kręci kółka i kółeczka. Skały są przepiękne: prawie prostopadłe, szczyty nie istnieją, są płasko ścięte, prawie od linijki. Wracamy do La Palud sur Verdon, zjeżdżamy w stronę jeziora St Croix. Planowałyśmy odpoczynek i krótkie plażowanie, ale za dużo ludzi, wleczemy się więc z poworotem do samochodu i zerkamy w prawo i lewo czy przypadkiem nie znajdziemy gdzieś jakiejś knajpki. PIĆ!!! Bez postoju się nie obędzie, padamy ze zmęczenia i gorąca. W końcu cumujemy w jakimś barze, w każdym razie jedynym na naszej drodze, odświeżamy się i jedziemy dalej.
Fela chyba się pomyliła i do Sisteron prowadzi nas malutkimi, krętymi górskimi ścieżynkami, na tyle jednak „szerokimi”, że bez problemu mieści się na nich… jeden samochód i to jeszcze nieduży. Zresztą przez całą drogę mijają nas tylko 2 samochody, jadące w stronę przeciwną. Zastanawiamy się przez chwilę, czy na pewno jedziemy dobrą drogą, czy za kilkadziesiąt kilometrów nie będziemy wracać… Po godzinie pojawiają się jednak drogowskazy na Sisteron. Zjeżdżamy jednak w bok do miejscowości Les Mees gdzie znajdują się skałki znane jako „Pokutnicy” – „Les Penitents”. Skałki wznoszą się na wysokość ponad 100m, jest ich dosyć pokaźna grupa. Legenda głosi, że są to zaklęci za karę mnisi, którzy zbyt pożądliwym okiem zerkali na kąpiące się nieopodal dziewczęta14.
Stamtąd już tylko kilkanaście kilometrów do Sisteron. Jeszcze tylko małe zakupy w sklepie i do domu. Jesteśmy padnięte jak zwykle, a tu trzeba jeszcze umyć samochód…
Dzisiaj zrobiłyśmy ponad 200km. Nieźle. Zresztą codziennie robimy trasy o podobnej długości. Czujemy już te trasy: kilkanaście godzin jazdy i zwiedzania nieźle męczy. Każdego wieczoru padamy jak ciapki.
14. Chantal powiedziała, że powstali w podobny sposób co „Uczesane Panienki”, z tym , że nie mają „uczesania” – Panienki mają jeszcze na samym szczycie kamień, często porośnięty trawą, który daje wrażenie „fryzury”. Mnisi go nie mają. Nic dziwnego: w końcu stracili głowy
|
strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12
oceń artykuł:
|
skomentuj artykuł:
|
komentarze do artykułu:
|
|
|
|