PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 




  Artykuły

kategoria: Podróże>Europa data dodania: 2010-03-04      
autor: Krystof,

Całą rodziną z Gdańska do Aten i z powrotem - poradnik dla rodzin na wakacje niskobudżetowe

ocena: 4.29przeczytano 841 razy


DYGRESJA
Zapewne znacie takie skrzyżowania - jeden pas jedzie tylko do przodu, a drugi jest z nakazem skrętu. Na tym drugim przeważnie jest spory korek, ten pierwszy jest pusty. Nie ma dnia, by ktoś mi się nie wcisnął przed maskę, gdy stoję codziennie na takim skrzyżowaniu.
Hyc - i już wskoczył z lewego na prawy i sru - pół godziny zaoszczędzone.
Nie ma siły na takich chamów, niestety. :@(

POWRÓT DO OPOWIEŚCI
Trzeba zatem nie lada umiejętności i sporej potrzeby ryzyka, by tak się wcinać.
A nasz nowy znajomy właśnie się tak wciął.
Czuję, że rosną we mnie gniew, strach, zwątpienie, niemoc, niewiedza, zażenowanie, wstyd ... wszystko na raz w mega dawce.

Nie było żadnego pasa, żadnej bramki, żadnego przejścia dla nas.
Wciąż jadę i nie wiem, co robić.
Ale co to? - znajomy macha mi ochoczo - wjeżdżaj, ziom - i wpuszcza mnie przed siebie. Jezu, jaki wstyd ... Jezu, jaki fart!

Ludzie z innych samochodów przyglądają się nam - Turcy, Niemcy, Austriacy, Polacy ... również pan w toyocie z Gdańska ... jaki wstyd ...

Ale to nie koniec żenującej historii z winą w tle!

Wjeżdżam przed pana, kurtuazyjnie dziękuję migaczami i czekam w napięciu.

W lusterku widzę wyskakujących z samochodów Turków, którzy wściekli podchodzą do auta za mną.

Rosły Polak też wysiada ze swojego samochodu.
Pyskówka, gestykulacje, przepychanka. Agresja wisi w powietrzu i miesza się z naszym strachem i wstydem.

Turcy zostawiają na sekundę mojego nowego znajomego i ruszają w naszą stronę. Rygluję drzwi i czekam.

Szarpanie.

Jedne drzwi, drugie, walenie w dach i szyby.

Widzę wściekłe twarze zaglądające do środka - tylne szyby są przyciemnione, więc Turcy budują sobie z rąk piramidki i przyglądają się, kto tam siedzi w środku.

Uchylam swoją szybę i pytam, o co chodzi.
Turcy wrzeszczą, gestykulują, agresja eskaluje.

Przerywam im płynnie po niemiecku opowiadając swoją wersję wydarzeń. Że mi przykro, że to ja mam paszport unii, a nie oni, że to nie Polacy zapychają granicę.

Cisza. Turcy wypychają rzecznika na środek - z nim teraz będę rozmawiał.
Dowiaduję się, co ze mnie za cham - nie ukrywam, że wewnętrznie przyznaję Turkom rację. Zwalam jednak winę na serbskiego pogranicznika, który mnie tak głupio pokierował.
Który to, pyta Turek.
Tamten - odpowiadam wskazując na granicę.

Turek pluje sobie w dłoń, zaciska ją w pięść, a to, co wypluł rzuca na ziemię - to jest twój pogranicznik, tyle on wart! - dodaje ze wściekłością.

Okazuje się, że w zasadzie, to co robią Turcy trudno nazwać awanturowaniem się.

Przełamują barierę językową i żalą się: my tu cztery godziny stoimy w upale, a ty minąłeś z 200 aut, ja też mam dzieci - i ty masz, to pomyśl ... ,a mój syn jest chory i w aucie czeka ..., i to i tamto ... Inaczej to brzmiało po turecku ...
Wstydzę się niemiłosiernie.

Na dodatek Turcy twierdzą, że zrobiłem to w zmowie z moim przyjacielem z Polski.
O, przepraszam!
To nie jest mój przyjaciel - przed chwilą się poznaliśmy!

Na Turkach nie robi to wrażenia, bo co to za różnica - ominęliśmy trawnikiem kolejkę i czeka nas kara - wpuścimy teraz przed siebie wszystkich Turków!

Panowie blokują mi przejazd.
Robi się miejsce na dwa auta ...
Wtem z tumanów kurzu wyłania się terenowy piękny samochód, zjeżdża z trawnika i zajmuje miejsce przede mną - jakiś Słowak nauczył się od nas, którędy dojechać do bramki dla członków unii ...

Awantura przenosi się do kolejnego auta. Kierowca jednak nie reaguje. Siedzi sobie w swoim zamkniętym samochodzie ze świadomością oszczędzenia kilku godzin.

Z polskiego samochodu wychodzi żona "znajomego" i nas opiernicza, że wpuszczamy "tych Turków - Niemców farbowanych, że "swołoczy nie wpuszczać, że nam się wpychają chamy" ... nie mogę uwierzyć, co słyszę!

Wtem Turek-przywódca podchodzi do nas z kartką, na której spisał numery wpychających się i mówi, że zrobi z nich jakiś użytek.
Blond żona z auta za nami wyrywa mu kartkę i odpowiednio gestykulując wrzeszczy, że może ja sobie wsadzić w dupę.
Dosłownie.
Pan Turek próbuje jej ją wyrwać, zaczynają się więc szarpać.
Kolejny zwrot akcji.

Widzę w lusterku biegnącą postać.
Słyszę "Kuuuuuurwa, kuuuuuurwa. Ruszał cię, ruszał? Ja pierd...."
Turek uchyla się, Polak napiera -muszę teraz wkroczyć do akcji, bo będzie chryja!

Staram się opanować rodaka, powstrzymać go poważnym argumentem - zobacz, ilu ich jest! Oni nas zadepczą, rozwalą nam auta, zlinczują nas, mamy dzieci, ochłoń człowieku ...

Co? Oni nas? - dopytuje Polak - tu po nas przyjdą miliony. Zmieciemy ich z powierzchni!

Na szyi błyszczy mu złoty łańcuch, twarz wyraża sprzeciw, a oczy odwagę!

Podziwiam go, zapominam mu jego nikczemny czym - ot, Polak prawdziwy! Gieroj, maładiec, a to ci dopiero junak! Sam jeden na tysiące Turków, bo ... przecież na mnie nie może raczej liczyć :@(

Czuję, że go zawiodłem, patrzy spode łba, warga dolna mu dynda, oczy wpatrzone w bezkres samochodów … odchodzi wolnym krokiem, za nim kobieta o czerwonych paznokciach w koronkowej, białej obcisłej sukience ... Turcy odeszli ...

Potem ich jeszcze widzieliśmy, jak biegają ze strażą graniczną, coś pokazują, czegoś szukają ...
Nie wiem, o co chodziło, ale jakoś sobie trudno wyobrażam, jak idą do biura i mówią: proszę pana, a nam to się dwóch Polaków w kolejkę wepchało - i ktoś ich wysłuchuje, a potem nas szuka i chce nas ukarać.

Czytałem kiedyś taką ładną historię (wedyjską? niestety - nie potrafię jej znaleźć, nie wiem, gdzie to czytałem) o dżdżownicy, która bała się, że swoim kopaniem rozsadzi ziemię, o nietoperzu, który nie chcąc zrobić nikomu przykrości, że jest taki ładny, lata tylko nocami, o innych zwierzętach, z których każde czuło się bardzo ważne - no więc przypomniało mi się to, że nie warto czuć się aż tak ważnym, co pozwoliło mi zachować spokój wobec donosów tureckich kierowców.

I tak się kończy nasza opowieść. Bo cóż ciekawego będzie w pisaniu o pysznej zupie gulaszowej i schabowych wielkości talerza, hotelu na granicy ze Słowacją (Tatabanya, 43 euro, bez śniadania), przejeździe przez Polskę ...

Do Berlina nie pojechaliśmy - jakoś straciliśmy parę zasmuceni przygodą na granicy :@(

No a teraz to już koniec naszej przygody.

Pozdrawiam i dziękuję za dotarcie do końca naszej przygody!

Krystof z rodziną :@)

strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


1. 2010-11-21 22:08:37
gość: ROBERTOS
SUper opis! Najbardziej nasmialem sie na granicy. Przypominaja mi siemoje wojarze. W 2011 tez na Chalkidiki. Pozdrawiam!!!


  Mapapowiększ 

  Grecja

Informacje o kraju: Grecja
Flaga - Grecja



KONKURS NA RELACJĘ Z PODRÓŻY









© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: bramkasms.com.pl - darmowa bramka smssmspower.pl - darmowa bramka sms, doładowania, logo dzwonki