PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 




  Artykuły

kategoria: Podróże>Azja data dodania: 2010-11-04      
autor: arec, Arek Braniewski

Targ w Bor już się skończył...

ocena: 3.36przeczytano 87 razy


Kayaköy, Turcja

Wokół setki opuszczonych kamiennych domów. Jeszcze dziewięćdziesiąt lat temu było to tętniące życiem miasteczko zamieszkałe przez Greków, którzy żyli w zgodzie obok Turków. Później przyszły masowe przesiedlenia. Historię zaklętą w kamieniu poznasz odwiedzając Kayaköy.





Jest przedpołudnie i mamy ponad czterdzieści kresek na termometrze. Do Kayaköy dotarliśmy dolmuszem z Fethiye. Spacerując wśród ruin, mijamy całkiem dobrze zachowane budynki, ale też takie, które są częściowo zburzone. Wszystkie jednak łączy brak dachów, drzwi i okien. Gdy przemierzamy puste alejki, uderza wszechobecna cisza. Żar leje się z nieba, do tego jest bezwietrznie. W tym dziś posępnym miejscu do lat 20. XX wieku życie toczyło się normalnym małomiasteczkowym biegiem. Rzemieślnicy pracowali w warsztatach, dzieci chodziły do szkół albo wesoło bawiły się na uliczkach, a ludzie starsi palili fajki wodne i grali w tavlę w czajchanach. Od czasu do czasu ulicami Levissi, jak Grecy nazywali swoje miasteczko, przechodził orszak weselny. Sąsiedzi położonych blisko siebie domów, opierali się o kolorowo ukwiecone parapety i swobodnie komentowali bieżące wydarzenia. Do obrazu tej sielanki dodać należy jeszcze kwitnącą bugenwillę porastającą ten teren. Nieodległe równiny zamieszkiwali zaś Turcy, którzy uprawiali żyzne pola Doliny Kaya i trudnili się hodowlą. Tak obok siebie żyły dwie nacje. Bez waśni. W zgodzie i dobrobycie. Kayaköy stało się nawet inspiracja dla angielskiego pisarza Louisa de Bernières, który uczynił Levissi scenerią powieści „Ptaki bez skrzydeł”.

Dziś na okolicznych polach uprawia się tytoń i warzywa. Podczas upalnego lata dojrzewają granaty i całe mnóstwo owoców na dzikich drzewkach figowych. Jesienią zaczyna padać. Zimą pada już dosyć często i może być naprawdę zimno. Zdarzają się ulewne burze, a wiatr hula między domami miasteczka. Na wiosnę niemal wybucha tu eksplozja dzikich kwiatów. W przewodnikach Kayaköy nazywane jest miastem duchów. Wokół tej dawnej osady rzemieślniczej jest trochę pensjonatów i restauracji. Na jednodniowe wycieczki przyjeżdżają tu turyści z pobliskiego kurortu Ölüdeniz. Niedawno, z opuszczonego miasteczka próbowano uczynić wielką atrakcję turystyczną. Plany jednak spełzły na niczym. Ani nie powstały ogromne hotele, ani nie przyjeżdżają tłumy turystów. Kayaköy zdaje się żyć własnym spokojnym życiem. Czasem tylko organizowane są przejażdżki konne i obozy artystyczne. Można wybrać się na dwutygodniowe warsztaty fotografowania wśród ruin, nauczyć się garncarstwa, malarstwa czy tkania tradycyjnych tureckich dywanów. A splendoru temu miejscu dodaje fakt uznania Kayaköy przez UNESCO za Światową Wioskę Przyjaźni i Pokoju.

Na teren ruin weszliśmy wschodnią bramą. Bez konkretnego planu oglądamy pozostałości Levissi, gdy natrafiamy na dom zrekonstruowany specjalnie dla zwiedzających. Tabliczka dumnie głosi, że to ostatni oryginalnie zachowany dom. Mężczyzna w dredach przedstawia się i zachęca do wejścia. Wstęp jest darmowy. Po schodach wchodzimy do górnej, czyli mieszkalnej części budynku. Gospodarz pyta skąd jesteśmy i pokazuje nam izby. Jedna to sypialnia, druga pokój dzienny. Szczególnie zainteresował mnie zamek w drzwiach do sypialni. Cały drewniany i nie na klucz, a pomysłowo skonstruowaną zapadkę. Oglądamy też biżuterię z czasów świetności Levissi. Gospodarz pokazuje nam jeszcze plansze z historią jego rodziny. Wyjaśnia przy tym, że w roku 1923 musieli opuścić miasteczko, podobnie jak wszyscy jego mieszkańcy.

Grecka osada Levissi powstała na terenie antycznego miasta Karmylassos, które datuje się na III wiek przed naszą erą. Pierwszy raz o Levissi wspomniał w XIV wieku włoski podróżnik Sanuda. Te dziś zrujnowane domy zbudowano pomiędzy połową XIX wieku, a latami 20. XX wieku. Ówczesne zapiski europejskich podróżników mówią o istnieniu 300–400 domów. Wznoszeniu budynków nie przyświecał żaden ogólny plan zagospodarowania przestrzennego. Kierowano się tylko zasadami dotyczącymi samych budynków i relacji pomiędzy sąsiadującymi. Domy stawiane na zboczach musiały zachować pion. Żaden nie mógł ograniczać innemu dostępu do światła ani przesłaniać widoku. Budynki powstawały częściowo z kamieni, które znajdowano nieopodal, będących pozostałością antycznych budowli. Domy mieszkańców Levissi były za zwyczaj dwupiętrowe. Na parterze znajdowały się stajnie i spiżarnie, na górze dwa pokoje. Każdy dom miał na zewnątrz cysternę na wodę deszczową, która spływała z płaskiego dachu, pokrytego sprasowaną ziemią. System cystern wykorzystywano ze względu na niedobór wody źródlanej w tym regionie. Na zewnątrz domów były również toalety. Poza domami, w Levissi były dwa duże kościoły, czternaście kaplic, dwie szkoły i dwa młyny. Na początku XX wieku, gdy miasteczko było kwitnącym centrum handlu, miało około tysiąca domów i trzech tysięcy mieszkańców.

W Kayaköy mieszkali przede wszystkim chrześcijanie – prawosławni Grecy. Zachowały się dwa kościoły, które warto odwiedzić. Taksiarchis z XVII wieku, położony mniej więcej w środku osady, nazywany jest wysokim kościołem. Drugi, znacznie ciekawszy, to Panayia Pyrgiotissa – niski kościół – z pozostałościami mozaik podłogowych i ściennych fresków. Niski kościół umiejscowiony jest w zachodniej części Kayaköy, przy drugiej kasie biletowej. Jest znacznie lepiej zachowany od wysokiego kościoła, bo do roku 1960 był używany jako meczet.

Przełomowym rokiem w dziejach Levissi był rok 1923. Po wojnie grecko-tureckiej, w Lozannie został podpisany traktat pokojowy. Na jego mocy miała nastąpić wymiana ludności pomiędzy Grecją, a Turcją. Grecy musieli opuścić tereny zachodniej Anatolii, Turcy i inni muzułmanie wyjechać z Grecji. W praktyce oznaczało to przesiedlenia na wielką skalę. Mieszkańcy Levissi najpierw wysprzątali swoje domy, pogasili w nich ogień i pozamykali drzwi. Wierzyli że wrócą. Zabrali jednak tyle dobytku, ile tylko zdołali. Następnie ruszyli w kierunku portu w Makri, jak nazywali pobliskie Fethiye, skąd łodzie miały ich zabrać do Grecji. Szli w milczeniu. Na jednym ze wzgórz starsza kobieta zatrzymała się i z uczuciem wielkiego żalu spojrzała na błękitne wody zatoki. Potem, zawołała w sposób typowy dla anatolijskiej mowy: –Targ w Bor już się skończył, ruszaj na swoim ośle do Niğde! Co można było rozumieć tak: cokolwiek zostało zrobione, już się stało, czas więc rozpocząć kolejny rozdział. Ona już wiedziała, że nigdy nie wrócą do Levissi. Do miasteczka przesiedlono muzułmanów z wiejskich okolic Tesalonik. Przyzwyczajeni do uprawy tytoniu i kukurydzy na równinach, nie potrafili odnaleźć się w rzemieślniczym miasteczku na zboczach wzgórz. Większość szybko wyjechała. Pozostali tylko nieliczni, którzy mimo wszystko chcieli uczynić Kayaköy swoim domem.

strona: 1

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


  Mapapowiększ 

  Turcja

Informacje o kraju: Turcja
Flaga - Turcja








© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: blogi z podróży, smspower.pl - darmowa bramka sms