PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 




  Artykuły

kategoria: Podróże>Azja data dodania: 2010-11-27      
autor: lbt,

Armenia i Gruzja - lipiec 2010

ocena: 3.10przeczytano 455 razy


Planowaliśmy rozpocząć podróż w Gruzji i przez Turcję przedostać się do Grecji. Tuż przed zakupem biletów, LOT ogłosił, że otwiera połączenie Warszawa - Erewań i promocyjne bilety były cztery razy tańsze niż jakikolwiek inny sposób dotarcia do Gruzji. Zmieniliśmy więc plan i rozpoczęliśmy w Armenii, zwiedzając jednak tylko Erewań i Khor Virap, w którego zdjęciu zakochaliśmy się przed wyjazdem :)
W tej części relacji opisujemy pobyt w Armenii i Gruzji.

I. 1.7.2010
Z Poznania pojechaliśmy pociągiem do Warszawy. Najedliśmy się strachu, bo poprzedni był opóźniony 70 minut, ale nasz przyjechał na czas. Autobusem (175) pojechaliśmy na lotnisko. Przy bramkach spotkała nas niespodzianka, bo z okazji pierwszego lotu LOTu na tej linii zorganizowany był ormiański poczęstunek i każdy z pasażerów dostał paczkę z upominkami. Szybko więc poznaliśmy pyszny smak armeńskiego lawasz:)
Gdy ruszyliśmy naszym malutkim samolotem pełnym ormian, pani stewardessa wniosła toast i rozdano wszystkim szampana. Później jeszcze śniadanie, napoje, herbaty i na koniec poduszka z kocem. Fajnie jest nie lecieć choć raz Ryanairem... ;)




II. 2.7.2010
Wylądowaliśmy w Armenii. Pierwsze co trzeba zrobić to kupić wizę. Nie ma bankomatu, więc pieniądze zamienia się w kantorze. Wiza na 21 dni kosztuje 3000 dram.
W hali z odbiorem bagażu są budki operatorów komórkowych, gdzie można za darmo dostać karty sim z jakąś małą sumą pieniędzy.
Wzięliśmy taksówkę za 2000dram (kierowca chciał 3, ale wiedzieliśmy, że powinno być znacznie mniej).
Tę i kolejną noc mieliśmy spędzić u Angeli i jej uroczego synka z CS.
Angela odprowadziła nas na stację metra i całe szczęście, bo okazało się, że wejście jest ukryte między straganem z kwiatami a kebabem (nasze wyjście z tego pasażu było ukryte między gumowymi laczkami a lakierami do paznokci). Żeton na metro kosztuje 50 dram, a jego wyglądu powstydziłyby się co lepsze objazdowe wesołe miasteczka. Linia jest jedna, więc trudno się zgubić, ale bez znajomości armeńskiego alfabetu lepiej liczyć stacje :)
Wysiedliśmy na stacji metra Marshall Baghramian i poszliśmy mniej więcej według wskazówek LP mijając pałac prezydencki i inne tego typu atrakcje.
Na Placu Republiki zabawiliśmy trochę dłużej (może przez poidełko z wodą ;) i poszliśmy w stronę parku i katedry. Opinie, że bez armeńskiego lub rosyjskiego nie da się dogadać, można włożyć między bajki - wszyscy, których pytaliśmy o drogę, jakoś nam ją wytłumaczyli, wszyscy byli bardzo życzliwi i pomocni. Dwójka chłopaków armeńskich zaprowadziła nas nawet kilkaset metrów do innej ukrytej stacji metra.
Katedra nowoczesna, ciekawa ze względu na inny porządek niż u nas, poza tym ładnie położona na wzgórzu.
Wróciliśmy do domu, bo umawialiśmy się z Angelą na zakupy, ale jak się po 1,5 godzinie okazało, zasnęliśmy jak susły na łóżku, jak tylko usiedliśmy. W końcu jednak udało się pójść i poszliśmy na kapitalny armeński targ. Dużo świetnych warzyw i owoców, jak na obrazku.

Erewań
Erewań - Plac Republiki
Erewań - Plac Republiki
Prawie jak Burger King ;)
 Katedra w Erewaniu





strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


  Mapapowiększ 

  Armenia

Informacje o kraju: Armenia
Flaga - Armenia


  Gruzja

Informacje o kraju: Gruzja
Flaga - Gruzja








© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: blogi z podróży, smspower.pl - darmowa bramka sms