PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 




  Artykuły

kategoria: Podróże>Ameryka Północna data dodania: 2008-01-24      
autor: Dariusz Edward Strzelecki

Dwanaście tysięcy kilometrów w trzy tygodnie... - część II, Canyonlands, Arches

ocena: 2.93przeczytano 111 razy


Dzień IV - od Chicago do Denver

Wypożyczony z "Alamo" Chrystler ma na liczniku 2365 mil. Auto prawie nowe, ale dodge, który został oddany po dwóch dniach, miał jeszcze mniejszy przebieg. W poprzednim jednak nie było radia i nie działał centralny zamek.

Piąta pięć. Hałasująca dźwiękiem z pod kół, betonowa autostrada w kierunku Chicago, nie usnęła. Śniadanie zjemy gdzieś nad Missisipi, gdzieś koło Davenportu, na granicy Illinois i Iowa...

Popołudnie. Kierunek na zachód. Na rzece Missouri zaczyna się Nebraska, stan płaski niczym Mazowsze, w skali makro. Uwaga koncentruje się na urządzeniach do ważenia pojazdów. Kłujące w oczy kierowców oznaczenia dojazdów do wag, ostrzeżenia, prawne konsekwencje... Pojawienie się tego typu urządzeń przy autostradach, oznacza wjazd do innego stanu. Same granice nie zawsze są dostatecznie wyraźnie oznaczone.

Za miastem Omaha ciągnie się dalej wielka równina. Wzrasta dopuszczalna prędkość na autostradzie do 75 mil, czyli 120 kilometrów na godzinę. To nawet na polskie warunki autostradowe mało, a cóż dopiero dla aut, w których najmniejszy silnik ma pojemność dwóch litrów. Patrząc z perspektywy kierowcy mamy dwupasmową, prostą po horyzont drogę, z szerokim poboczem, którą oddziela od tej w stronę przeciwną, szeroki trawnik, zwany "medianem". Nie ma drzew, czy innych przeszkód. Widoczność idealna.

Na drodze dominują charakterystyczne ciężarówki z "dziobami" przed szoferką, ciągnące dwuosiowe, blaszane naczepy bez bocznych osłon pomiędzy kołami. Zestawy ozdobione malowidłami, światełkami, bądź błyszczącymi w Słońcu lustrzanymi ozdobami zderzaków, błotników, znacznie utrudniającymi jazdę innym użytkownikom drogi, w ciągu słonecznego dnia. Trochę jak w Azji. Sposób, w jaki kierowcy "traków" wyprzedzają, też daleki od europejskich norm. Manewr wykonują często gwałtownie, zajeżdżając drogę. Wyprzedzanie trwa od kilku do kilkunastu minut, bo prędkości wyprzedzającego i wyprzedzanego najczęściej są zbliżone. Z drugiej strony, rzadko kto jeździ z dozwoloną prędkością, zwłaszcza w pobliżu dużych miast. Jedynym hamulcem poczynań miejscowych jest wizja mandatu i obowiązku czasochłonnego wyczekiwania na policjanta, czy szeryfa z innego patrolu, jako świadka niezbędnego do dalszej procedury karnej, potem konieczności odwiedzenia lokalnego sądu. Tak wygląda podobno wstępne postępowanie. Chyba tylko nieco łagodniej traktuje obcokrajowców. Autorowi na pamiątkę po zatrzymaniu gdzieś w Iowa, pozostało "Memorandum", czyli służbowa notatka z upomnieniem. Policja nie tylko obserwuje jadących, z rzadka wyczekując na "medianach", ale częściej porusza się nieoznakowanymi samochodami, włączając znajdujące się za szybą niebiesko-czerwone światła, gdy popełniający wykroczenie zostaje namierzony.

Na przecięciach dróg ze światłami, sygnalizacja umieszczona jest zawsze za skrzyżowaniem. Na czerwonym świetle trzeba zatrzymać się przed wjazdem na nie. "Stop" na skrzyżowaniu ulic równorzędnych bez sygnalizacji, oznacza, że rusza zawsze pierwszy ten, kto jako pierwszy podjechał. I tak, jak kiedyś w Polsce, w prawo skręca się na świetle czerwonym, mimo braku zielonych strzałek.

Jazda pod górę ciężarówek odbywa się z włączonymi światłami awaryjnymi. Potężne maszyny o wielkiej mocy z pełnym ładunkiem jadą pod górę z maksymalną, dozwoloną prędkością. I tylko czasami natknąć się można na drogach na kawałki zużytych opon, czy błyszczące w Słońcu szkło. A za zaśmiecanie grożą wysokie grzywny. Na przydrożnych parkingach jest czysto, są toalety, zwane w Ameryce "rest rooms". Odpoczynek czasem zakłóca hałas pracujących silników, zaparkowanych aut. Albo "gazolina" jest jeszcze zbyt tania, albo zwyczaj wyłączania silnika rzadziej przekazywany jest przez rodziców, pociechom. To rodzice są instruktorami jazdy. W Stanach Zjednoczonych prawo prowadzenia auta osobowego otrzymuje się na podstawie oświadczenia rodzica, że nastolatek został nauczony i zna zasady. Przyswajanie znaków drogowych wydaje się zbędne, bo zastąpione zostały tablicami z opisem, w rodzaju: "Wrong Way", "Speed limit 65", "Double fine for xing (to nie błąd) speed in working zone" i tym podobnymi.

1017 mil, to nieco ponad 1600 kilometrów. Po siedemnastu godzinach, nocleg w miejscowości Fort Lupton koło Denver w Kolorado, za niewiarygodnie niską cenę 46 dolarów za pokój z "double queen beds" i łazienką. Taki jest "KC’s Motel".

Dzień V - północna część parku "Canyonlands"

Około piętnastej samochód zatrzymuje się przed szlabanem północnej części parku narodowego Canyonlands. Strażnik sprzedaje bilet uprawniający do wjazdu samochodem do wszystkich parków USA, ważny rok. 80 dolarów. Nieistotna jest ilość osób w pojeździe. Ważne, by podpisane na nim osoby mogły w czasie kontroli okazać się dokumentem tożsamości. Z biletem otrzymuje się szczegółową mapę.

Przy informacji turystycznej pierwsze widoki na skalne szczeliny na Równinie Kolorado. Na wysokości 1800 metrów ponad poziomem morza. Tu nie ma wody. Płynie kilkaset metrów poniżej, żłobiąc i pogłębiając dziesiątki większych, czy mniejszych kanionów. Ręce po wyjściu z toalety myje się więc płynem odkażającym z dozowników. I nie wyciera się ich w ręcznik. Oto wstęp do przygody pod tytułem "Island in the sky. Wprowadzenie do widoków na meandry w czeluściach rzek Kolorado i Green River.

Dysponując autem terenowym, pojeździć można niżej krętą, szutrową nawierzchnią, zostawiając widoczny z kilku kilometrów tuman pyłu za sobą. Z punktów widokowych i pieszych tras na górze, prawdopodobnie ciekawsze widoki. Oddalone od siebie o kilka kilometrów Grand View Point, Buck Canyon, czy Green River, są w tej części najbardziej polecanymi miejscami do obserwacji terenu. Do zachodu Słońca można jeszcze przejść wybranym szlakiem. Na dwie godziny "Upheaval Dome" wydaje się idealną trasą.

Dzień VI - park "Arches"

Moab jest miasteczkiem wypadowym w pobliskie parki narodowe "Canyonlands" i "Arches" oraz "Mekką" rowerzystów. Trudno tu znaleźć noclegi, a jeśli już, to ceny wyższe od przeciętnych. Najtańsze są drewniane domki, zwane tu "cabins", w ośrodku "Lazy Lizzard". Jeśli dopisze szczęście i są wolne miejsca, cały domek z czterema podwójnymi łóżkami kosztuje 33 dolary. Jednak, jak to na kempingu, do toalety, czy pod prysznic, trzeba pofatygować się "parę metrów" dalej.

Kilkanaście minut zabiera z Moab dotarcie do wjazdu na teren parku narodowego "Arches". Naturalne łuki skalne, nadające okolicy niepowtarzalny charakter. Teren formowany od 100 milionów lat, gdzie leniwie, lecz konsekwentnie postępujące procesy erozyjne, ustawicznie zmieniają oblicze krajobrazu. Jedne łuki "obumierają", inne powstają, za sprawą wody, lodu, soli i temperaturowych różnic. Abstrakcyjne wizje natury, dziwne kształty, wielkości, kolorystyka przyciągają i szokują.

Polecany pierwszy przystanek odległy jest o prawie 19 kilometrów od "Visitor Centre". To obowiązkowy "The Window Section", ze znajdującymi się w pobliżu siebie łukami "Turret", "North Window", "South Window" oraz nieco dalej "Double Arch". Dwanaście kilometrów dalej polecany jest spacer do samotnego łuku "Delicate Arch". W subiektywnym odczuciu, jedna z najpiękniejszych formacji, z widokiem na odległe, ośnieżone pasmo gór La Sal. Wreszcie łuki Diabelskiego Ogrodu, do których szlak rozpoczyna się kolejnych 12 kilometrów dalej, względem "Delicate Arch", przy pętli asfaltowej drogi. To tutaj widoki na słynny "Landscape Arch", czy "Double O Arch". Jedynie żwirowo-piaszczysta ścieżka, którą można zrobić pętlę, określona na tabliczkach, jako "primitive trail", może zniechęcać. Mimo tego, warto zakończyć wizytę o zachodzie, gdy kolorystyka oszałamia. Wracając, mimo oczywistego zmęczenia, koniecznie należy zatrzymać pojazd przy przydrożnej "Balanced Rock", skale, która jak się wydaje, zaprzecza prawom fizyki. To jeden z symboli Parku Narodowego "Arches" i turystyczny cymes na pożegnanie dnia.


















Ten tekst jest częścią większej całości, którą tworzą kolejne artykuły:
- Dwanaście tysięcy kilometrów w trzy tygodnie... - część I, Chicago
- Dwanaście tysięcy kilometrów w trzy tygodnie... - część II, Canyonlands, Arches
- Dwanaście tysięcy kilometrów w trzy tygodnie... - część III, Canyonlands, Mesa Verde, Petrified Forest
- Dwanaście tysięcy kilometrów w trzy tygodnie... - część IV, Grand Canyon, Las Vegas, Death Valley
- Dwanaście tysięcy kilometrów w trzy tygodnie... - część V, Sequoia, wybrzeże Pacyfiku, Zion
- Dwanaście tysięcy kilometrów w trzy tygodnie... - część VI, Bryce, Antilope, Monument Valley, Black Canyon of the Gunnison
- Dwanaście tysięcy kilometrów w trzy tygodnie... - część VII, Great Sand Dunes, Milwaukee



strona: 1

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


  Mapapowiększ 

  Stany Zjednoczone Ameryki

Informacje o kraju: Stany Zjednoczone Ameryki
Flaga - Stany Zjednoczone Ameryki








© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: blogi z podróży, smspower.pl - darmowa bramka sms