| Artykuły |
|
kategoria: Podróże>Azja |
data dodania: 2010-11-30
|
|
autor: bea, |
Annapurna Circuit 2010 |
|
| ocena: 5.00 | przeczytano 348 razy |
Wybraliśmy się do Nepalu, bo tam są najpiękniejsze góry świata. Zdecydowaliśmy się na trasę wokół Annapurny, bo uznawana jest za najpiękniejszą w Himalajach. Wybraliśmy listopad, bo wtedy powinna być najlepsza pogoda i co za tym idzie widoczność.
Dzień I
5 listopada
Besi Sahar – Nadi Bazar
Z Kathmandu do Besi Sahar jedziemy busikiem. Wyruszamy o 6 rano. Pierwsze wrażenia są niesamowite – ruch nieprawdopodobny, głównie stare i niezwykle kolorowe ciężarówki, które bez przerwy trąbią i wyprzedzają się, obcy nam lewostronny ruch zwiększa wrażenie chaosu. Ale po kilku godzinach jazdy przyzwyczajamy się do tego, że co chwilę przed naszym autem wyrasta maska ciężarówki mknącej wprost na nas. Tu tak się jeździ, nic złego się nie dzieje. Duże wrażenie robią też autobusy, które przewożą pasażerów zarówno w swym wnętrzu, jak i na dachach.| Czym bliżej celu, tym droga mniej przypomina jezdnię. Z mniej lub bardziej równego asfaltu zamieniła się w kamieniste i pełne pyłu podłoże. Po drodze przystanek, pierwsze spojrzenie na ośnieżone szczyty i pierwsze ich zdjęcia.
Do Besi Sahar (760 m npm) docieramy po 6 godzinach jazdy. Tu początek naszego trekkingu. Wyruszamy po lunchu o 13.30. Na głównej drodze przez miejscowość tańczy młodzież, robi „bramki” prosząc o datki za przepuszczenie dalej. Jest wesoło i kolorowo. Podobne, lecz mniejsze, przeszkody spotykamy przez całe popołudnie w mijanych wioskach – to podobno element obchodzonego właśnie święta braci i sióstr. Idziemy drogą, wokół poletka ryżowe (na większości ryż jest już ścięty i suszy się w słońcu). Dalej czeka nas pierwsza niespodzianka tego dnia – bambusowy mostek nad rzeką. Nie ma on poręczy, jest cały ruchomy, a pod nim ogromne głazy i rwący potok. Przechodzimy dzielnie zastanawiając się ile takich i na jakiej wysokości nad wodą przyjdzie nam pokonać na całej trasie. Kolejne mostki mają jednak bardziej solidne konstrukcje i mają poręcze.
Wędrujemy wzdłuż rzeki Marsyangdi. Będzie ona towarzyszyć nam jeszcze przez wiele dni. Będziemy szli tuż przy jej nurcie lub dziesiątki (a może setki) metrów nad nią. Jest piękna i bardzo ją polubimy. W czasie wędrówki pojawiają się nam kolejne ośnieżone szczyty.
Naszym dzisiejszym celem była Bahundanda (1310 m npm), ale w związku z tym, że podróż z Kathmandu trwała dłużej niż przewidywaliśmy, decydujemy się na nocleg w Nadi Bazar. Hotelik z miłym ogródkiem. Niestety pod prysznicem tylko zimna woda. Nie jest jednak zimno i nie stanowi to większego problemu. Na kolację momo warzywne i z kurczakiem (takie nasze pierogi). W czasie posiłku przychodzą dwie dziewczyny ze wsi i proponują, że zatańczą i zaśpiewają nepalskie pieśni. Po paru minutach przed salą jadalną są chyba kobiety z całej wsi, młode i starsze. Zaczynają śpiewać i grać. Najpierw nieśmiało, potem z coraz większym zaangażowaniem i radością. Pięknie brzmi ich śpiew wśród ciszy. Po godzinie idziemy spać, ale zabawa się nie kończy, śpiewy słyszymy jeszcze długo w nocy, zabawa przeniosła się do wsi.
|
strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10
oceń artykuł:
|
skomentuj artykuł:
|
komentarze do artykułu:
|
| | 3. | 2011-01-24 15:50:20 | gość: bea
| Witam Marku
Zazdroszczę Ci, że masz ten trek przed sobą ;) To piękne przeżycie. Życzę kryształowej pogody i wspaniałych wrażeń. Czekam na relację po powrocie.
Pozdrawiam
bea
|
| | 2. | 2010-12-28 15:37:10 | gość:
| Pięknie to opisałaś, wspaniałe zdjęcia.
Ja wybieram się na ten trek w listopadzie 2011
Pozdrawiam
Marek
|
| | 1. | 2010-12-23 19:33:42 | gość: ziutek
| Ile dni zajela Wam cala ekspedycja i orientacyjnie - jakie byly jej koszty?
|
|
|
|