PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 




  Artykuły

kategoria: Podróże>Azja data dodania: 2010-12-01      
autor: Piotr

Jak poznać zalążek Birmy w tydzień?

ocena: 3.04przeczytano 363 razy


Nasza podróż do Birmy rozpoczęła się lotem liniami AirAsia z Bangkoku do Yangonu. Birma / Myanmar jest krajem gdzie wymagana jest wiza turystyczna. Moja siostra wraz z chłopakiem załatwili sobie wizę turystyczną w Londynie, jednej z niewielu ambasad na terenie w Europy. Polacy mają najbliżej do ambasady w Berlinie. Planując wcześniej podróż odnaleźliśmy szczątkowe informacje o możliwości otrzymania od maja 2010 roku Wizy On Arrival na lotnisku w Yangonie. Ciężko było potwierdzić te "świeże" informacje, więc wsiadaliśmy do samolotu z małym dreszczykiem. Zdecydowaliśmy się nie korzystać ze stron WWW, które podobno pomagają w procederze zdobycia wizy.

Myanmar jest krajem, który próbuje zerwać ze swoją starą historią i złymi skojarzeniami z Birmą. Jednak sama odprawa paszportowa przypomina nam o tym, że nadal rządzi tutaj Junta wojskowa. Na wstępie warto mieć przygotowane, idealnie gładkie, bez jakichkolwiek zgnieceń banknoty - dolary. Zagięte, popisane nie są w żaden sposób przyjmowane. Momentami na lotnisku dochodziło do wręcz komicznych sytuacji, gdy Australijczyk obok nas wyciągnął dwadzieścia pięćdziesięciodolarówek i pokazywał je urzędnikom. Żołnierze odmówili wybrania jakiegokolwiek banknotu i wydania wizy. Więc wszyscy wymieniali się banknotami jak mogli byle przejść odprawę wizową. Oczywiście otrzymując jako resztę dolary mizernej jakości.

W Yangonie postanowiliśmy spędzić pierwszy dzień naszej wyprawy. Tutaj też najlepiej wymienić dolary na lokalną walutę w jednym z luksusowych hoteli. Przelicznik jest wtedy zdecydowanie lepszy niż na lotnisku. Niech nikogo nie zdziwi mizerny stan niektórych banknotów. Takich pieniędzy nie widziałem jeszcze w swoim życiu. Pierwszego dnia ulokowaliśmy się w motelu To Motherland Inn 3. Ceny nie były wygórowane 15 dolarów ze śniadaniem za osobę. Jak na Birmę to niezłe pieniądze. Właściciele wcześniej uprzedzeni odebrali nas z lotniska. O ile lotnisko w Yangonie wygląda „Europejsko” to na ulicach widać, że czas zatrzymał się tu dawno temu. Po brudnych drogach mkną stare auta a miasto w wielu miejscach jest brudne i biedne. Nam udało się spotkać pomykającą po drodze Syrenkę i Stara.



Dwadzieścia cztery lata temu rząd (Czytaj Junta wojskowa?) postanowił zmienić nawyki Birmijczyków kojarzące się z Partią Lewicową i komunizmem. Ruch lewostronny został zmieniony na prawostronny. Jak twierdził taksówkarz: rząd wymyślił, że wszystko związane z lewą stroną źle się kojarzy. Mimo to i tak większość samochodów spotkacie z kierownicą po prawej stronie. Niektóre mają zdecydowanie więcej niż 24 lata. My parę razy korzystaliśmy z taxówki za jeden lub dwa dolary. Np. stare Toyoty przypominały kształtem nasze Fiaty 125p, w środku nie posiadały żadnej tapicerki. Normalnie człowiek nie pomyślałby, że coś takiego może jeździć. W birmie jeździ dosłownie wszystko. Mocne przeżycia gwarantowane. Popularny widok to pickup Toyoty z trzydziestoma osobami „na pace” czy mały ciągnik przerobiony na ciężarówkę. Sama nazwa kraju też została zmieniona ze źle kojarzącego się „Birma” na „Myanmar”. Zmiany dosięgły też nazw miast: dawny Rangoon zmieniono na Yangon. W motelu udało nam się załatwić za 600 dolarów samochód na sześciodniowy wyjazd tylko do dyspozycji naszej grupy – było nas łacznie 8 osób plus przemiły przewodnik i kierowca. Korzystając z okazji, że zostało nam jeszcze pół wolnego dnia po przylocie, pośpiesznie udaliśmy się na zwiedzanie największej świątyni buddyjskiej w Yangonie. Jest ona przeogromna. Piękna, monstrualna, pozłacana budowla składająca się z wielu mniejszych świątyń oświetlona po zachodzie słońca masą reflektorów robi piorunujące wrażenie.



Udało nam się tam spotkać grupkę studentów, którzy z miłą chęcią rozmawiali z nami po angielsku. Próbowali w ten sposób doskonalić swoje umiejętności zadając czasami śmieszne pytania. Byli strasznie mili i otwarci jak większość osób w Birmie. Sprytnie omijali tematy o aktualnych rządach, ale z chęcią rozmawiali o marzeniach zobaczenia innych części naszego globu, co prawdopodobnie nigdy nie będzie im dane. Następnego poranka wynajętym samochodem ruszyliśmy w kierunku Baganu. Prastarej stolicy Birmy pełnej majestatycznych świątyń.
Droga dłużyła nam się niemiłosiernie. W szczególności, gdy patrzyliśmy na licznik naszego samochodu. Nasz kierowca nieważne czy po nowej autostradzie, czy po szutrze przez las, trzymał twardo 50km/h i na żadne uwagi nie zwracał uwagi. W Baganie mieliśmy być w jedenaście godzin. Byliśmy w dziewiętnaście. Drogę umilił nam przystanek obok ogromnego posągu leżącego Buddy.



Mimo że posąg jest nieosłonięty zrobił na nas dużo większe wrażenie niż leżący Budda w Bangkoku. Ten w Birmie był ogromny, pomalowany w jasnych kolorach i uśmiechnięty. Droga do Bagan to głownie przejazd nowobudowaną autostradą, dookoła której mogłoby się wydawać nie ma nic ciekawego. Jednak na nas ogromne wrażenie wywarły domu budowane z bambusa na środku podmokłych pól ryżowych. Widać, że tutaj czas gdzieniegdzie zatrzymał się wiele setek lat temu i ludzie mieszkają tak do dziś. Nawet pola ryżowe są uprawiane w stary tradycyjny sposób. Na podmokłe pole wpuszcza się bydło, zazwyczaj woły, które kopytami wbijają nasiona w glebę. Wyrośnie z nich później ryż. Pola ryżowe mają tutaj niesamowity zielony niespotykany u nas kolor. Ludzie żyją tutaj w skrajnych warunkach. A Junta wojskowa buduje sobie nową stolicę gdzie osiedla wyglądają lepiej niż nowe polskie inwestycje mieszkaniowe. Podobna połowa z nich stoi pusta, bo mało kogo na nie stać. Nas jednak do nowej stolicy nie wpuszczono. A dziesięć kilometrów dalej ludzie mieszkają w skrajnie trudnych warunkach.



Zatrzymując się w jednej z okolicznych wiosek mieliśmy wrażenie, że to my jesteśmy większą atrakcją turystyczną niż ta cała dzikość i prowizorka w koło. Ja, przyznam się szczerze, czułem się jakbym był na środku sceny, na której wcześniej kręcono ostatnią cześć Rambo z Sylwestrem Stalone. Wieczorem totalnie wymęczeni dotarliśmy do hotelu w Bagan. Ranek przywitał nas gorącym słońcem a z balkonów naszych pokoi przywitał nas przepiękny widok setek świątyń i wypasanych dookoła nich kóz, krów i wołów.





strona: 1 | 2

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


  Mapapowiększ 

  Myanmar (d. Birma)

Informacje o kraju: Myanmar (d. Birma)
Flaga - Myanmar (d. Birma)








© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: blogi z podróży, smspower.pl - darmowa bramka sms