PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 




  Artykuły

kategoria: Podróże>Azja data dodania: 2012-03-15      
autor: kraka, Katarzyna Krawiec

Chiny 2011

ocena: 3.13przeczytano 210 razy


28 lipca 2011 r.
Ranek jednak powitał nas słoneczkiem. Niebo bezchmurne, bo słońce w całej okazałości tylko, że ledwo je widać, taki jest smog... Ciężko będzie...
Na pierwszy ogień idzie plac Tienanmen – plac Niebiańskiego Spokoju, jeden z największych placów na świecie. Plac dawniej stanowił miejsce wystąpień państwowych. Dziś, na jego środku wznosi się mauzoleum Przewodniczącego Mao Zedonga, wzniesione w 1976 roku, już po jego śmierci, ciało wystawione jest na widok publiczny. Ilość Chińczyków stojących w kolejce żeby go zobaczyć – niewiarygodna. Jeśli tak będzie i do Zakazanego Miasta... Brama Tienanmen jest "bramą" do Zakazanego Miasta. Więc przejść i tak musimy tą drogą.
Zakazane Miasto jest jednym z największych systemów pałacowych na świecie. Liczy podobno prawie 10 tysięcy pokoi. Z Zakazanego Miasta przez wieki rządziło 24 cesarzy z dynastii chińskich: Ming i Qing. Obszar Zakazanego Miasta zajmuje powierzchnię 720 tysięcy metrów kwadratowych, pomieszczenia mają wielce malownicze nazwy: Pawilon Najwyższej, Doskonałej i Zachodniej Harmonii, Pawilon Powodzenia, Pałac Ziemskiego Spokoju... I tak dalej, do wyboru do koloru... Pałac jest tak nudny, ponieważ został zbudowany według zasad opartych na teorii chińskiego ładu kosmicznego, jasno wyznaczających osie: północ – południe oraz wschód – zachód. Mnie tam brakuje w nim trochę fantazji, zbyt poukładane i takie same... Niestety, po Wielkim Pałacu w Bangkoku (żadnych demonów) ((- Zakazane Miasto mnie rozczarowało. Przechodząc przez kolejne bramy miałam nadzieję, że zobaczę cos innego, jednak widok był zawsze taki sam. Identyczne budynki, identyczne ich rozmieszczenie. Jedynie po bokach coś się działo i można było pokręcić się po uliczkach...
Może po prostu zła kolejność – najpierw powinnam zobaczyć Chiny, a potem Tajlandię. No cóż, narzekam, a powinnam się cieszyć, że mogłam je zobaczyć, bo dawniej zwykli ludzie nie mieli wstępu do Zakazanego Miasta, a spotkana para Australijczyków powiedziała nam, że w latach 90 wstęp kosztował 100 dolarów (teraz 10). Pierwszy dziedziniec ma 10 tysięcy metrów kwadratowych i... żadnego drzewa, żeby się schronić przed upałem. To wiąże się z przekonaniem cesarzy, że są Synami Nieba i z tej racji zajmują najwyższą pozycję na świecie. Nic nie mogło więc przyćmiewać blasku cesarza, nawet drzewa. Podobnie Pałac Najwyższej Harmonii, był przez lata najwyższym budynkiem w Pekinie, ponieważ cesarskie prawo zabraniało wybudowania czegokolwiek wyższego. Wszystkie budynki w Zakazanym Mieście mają złote dachy, bowiem to kolor zastrzeżony dla cesarskich siedzib. Męczące jest chodzenie w tym upale, popstrykałyśmy zdjęcia, a potem do hotelu na sjestę... Jeszcze zjadłam 2 bułeczki na parze z mięsem, kupiłam jakieś coś w dziwnym chlebku, podobno to miał być kurczaczek i... nyny. Wydaje mi się, że i Tajlandia i Chiny to wymarzony kraj dla osób pragnących schudnąć... Cały czas mam uczucie, jakbym była w saunie, pocę się aż po koniuszki palców, spijam takie ilości wody, że czasem mam wrażenie, że mi bulgocze w brzuchu.

Jako miasto, Pekin podoba mi się bardziej niż Szanghaj. Przynajmniej dzielnica, gdzie mieszkamy (Quiamen) jest dosyć przyjemna, niezbyt zatłoczona. Właśnie w naszej dzielnicy są HUTONGI jeszcze nieskomercjalizowane. Jest kilka przyczyn powstania hutongów: w przeszłości stolica Chin kryła się nie tylko za Wielkim Murem, ale też chronił ją pas murów miejskich, za którymi żyli wszyscy jego mieszkańcy. Ci z kolei, odgradzali się od sąsiadów murami "prywatnymi" – te zagrodzone miejsca to właśnie hutongi. Druga teoria głosi, że (kiedyś Pekin był miastem mongolskim) mongolscy przybysze budowali żłoby dla koni (zwane "hut" lub "hot") i drążyli studnie, a kiedy opuszczali dane miejsce "korzystali" z niego Chińczycy, którzy wokół studni budowali sobie domy lub dobudowywali się do muru sąsiada. Obowiązywał tylko jeden zakaz: nie wolno było blokować dostępu do wody innym mieszkańcom. Pokręciłam się po kilku takich hutongach, rzeczywiście ma się wrażenie, że czas się tam zatrzymał. Ludzie nadal żyją na podwórkach, jedzą, śpią, obserwują ludzi. Chyba też byłam sensacją, mimo, że to Pekin, i turystów jest więcej...
Dzisiaj czas na to, bez czego nasza wyprawa nie byłaby kompletna, czyli... Wielki Mur Chiński. Według przewodnika, jest jednym z najznakomitszych i najbardziej morderczych dokonań budowlanych wszechczasów. Jego budowa została rozpoczęta po roku 220 przed naszą erą i trwała około 10 lat, jej pomysłodawcą był pierwszy władca zjednoczonych Chin – okrutny despota, założyciel dynastii Cin, Szy Huang-ti (Czeng). Niektóre odcinki muru zostały zbudowane wcześniej przez mniejsze zwaśnione królestwa północnych Chin. Czeng powołał armię chłopów, żołnierzy, skazańców i więźniów politycznych, która przebudowała i połączyła odcinki w jednolity wał, biegnący przez góry na północnej granicy. Mur chronił Chiny przed wojowniczymi koczownikami z równin mongolskich. Zbudowano go na kamiennych fundamentach, z ziemi pokrytej cegłą. Sygnały dymne, a w nocy ogniska, pozwalały z niesamowitą szybkością przesyłać informacje z wież strażniczych przez cały kraj. Szacuje się, że przy budowie Wielkiego Muru mozoliło się około 300 tysięcy ludzi. Już sama organizacja pracy i zaopatrzenie takiego tłumu robotników, były zdumiewającym osiągnięciem. Jak głosi legenda, pewien czarownik powiedział Czengowi, że mur nie będzie trwały, jeśli nie zostanie w nim pogrzebany "wan", czyli 10 tysięcy ludzi. Cesarz znalazł człowieka o imieniu Wan, rozkazał zabić go i pogrzebać w murze. Dosyć sprytne, ale wątpię, że ów WAN był zadowolony z decyzji cesarza, nawet, jeśli uchronił od śmierci tylu swoich rodaków. Śmiem przypuszczać, że było mu to obojętne... Jest całkiem prawdopodobne, że tysiące ludzi zmarło podczas morderczej pracy przy murze, a ich ciała posłużyły jako spoiwo. Brrrrrrrrrrr, a my po czymś takim będziemy chodzić... Wielki Mur został nazwany najdłuższym cmentarzem świata i ścianą płaczu. Spełniał on swoje zadanie, kiedy był obsadzony wojskiem. Z biegiem czasu, zaniedbywano go jednak, potem opuszczono całkowicie, a następnie przebudowano kilka razy. Mur zaczyna się nad morzem Pohaj, na północny wschód od Pekinu i przebywa Chiny północne, aż do pustyni Gobi. Dane na temat jego długości różnią się o setki lub nawet tysiące kilometrów z powodu jego licznych przeróbek. Na całej długości wije się i zakręca, w niektórych miejscach istnieją równoległe mury oraz odgałęzienia, które można liczyć lub nie. Ostatnie oficjalne dane podają 6.350 km, lecz podobno w 1990 roku pewien Chińczyk przemierzył całą długość muru, a jego pedometr wskazał 6.700 km. No... to tyle teorii, ale zawsze przed każdym zwiedzaniem człowiek się czegoś uczy:))) Ponieważ nikt inny na wycieczkę po murze się nie zgłosił, byłyśmy tylko we 3, więc pojechałyśmy tam prywatnym samochodem. Bez klimatyzacji...



strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


  Mapapowiększ 

  Chiny

Informacje o kraju: Chiny
Flaga - Chiny








© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: blogi z podróży, smspower.pl - darmowa bramka sms