PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 




  Artykuły

kategoria: Podróże>Azja data dodania: 2012-03-15      
autor: kraka, Katarzyna Krawiec

Chiny 2011

ocena: 3.13przeczytano 210 razy


29 lipca 2011 r.
No więc jedziemy sobie czteroosobowym samochodzikiem na chiński mur:) Kierowca przez 2 godziny drogi nie odezwał się ani słowem do nas:) Jeśli tak ma wyglądać nasz przewodnik, to ja dziękuję... Nie chciałyśmy jechać do Badaling, gdzie znajduje się najlepiej zachowany fragment muru i przez to najbardziej zatłoczony. Podobno to jeden wielki jarmark i nieprzebrane morze ludzkich głów i parasolek:))
Wybrałyśmy drugą trasę i nie żałujemy – w około ani jednego człowieka, co na chińskim murze jest niespotykane, do tego przyjemny chłodek... Czego chcieć więcej... Odcinek muru, który wybrałyśmy, jest 5 km za Badaling i pewnie za parę lat będzie tak samo zatłoczony, jak ten pierwszy... Jest co prawda gorzej zachowany, nie odnowiony, ale naprawdę wolę to, niż miliony parasolek przed i za mną, i aż po horyzont... Na parkingu dostałyśmy przewodnika, który od razu pomknął w górę, jak strzała. Jeśli w czasie całej wyprawy narzuci takie tempo, to obawiam się, że wymiękniemy przy pierwszej wieży... Chłopaczek zaczekał na nas i rozpoczął wykład z historii, co mnie akurat średnio interesowało, wystarczająco dużo przeczytałam o murze chińskim przedtem. W każdym razie, dowiedziałam się, że po naszej lewej stronie była kiedyś Mongolia, a po prawej Chiny. Resztę, o czym mówił, to już wiedziałyśmy, i każda z nas przebierała nogami, żeby już zacząć wędrówkę po nim, a nie tylko słuchać teorii. Poza tym, jak co chwila tak będzie przynudzał, to nie ujdziemy nawet kilometra... W międzyczasie, przewodnik wytłumaczył, że do trzeciej wieży droga pnie się ostro w górę, a potem jest płasko, no i potem znowu się wznosi. Przy czwartej wieży jest już zupełnie dziko, i mamy się zaopatrzyć w kijaszki, żeby odganiać ewentualne węże. Nie ma ich dużo, ale się zdarzają... No to ja dziękuję. Hmm... Aż tak dzikiego kawałka muru nie chciałyśmy. No cóż, damy radę, mam nadzieję. Tymczasem, nasz przewodnik wyznaczył spotkanie na dole na 19 i... poszedł sobie. Na to czekałyśmy:)) Teraz możemy sobie iść własnym tempem, robić zdjęcia, kiedy chcemy:). Wspinaczka od samego początku była trudna, mur był prawie pionowy w pewnym momencie, zdyszałyśmy się jak dzikie osły... Dotarłyśmy jedynie do trzeciej wieży i musiałyśmy wracać, pamiętając jak to było z polami ryżowymi... Nie chciałyśmy ryzykować skręcenia, albo nie daj Boże złamania nogi w czasie galopu z muru. Ale i tak przeszłyśmy z 10 kilometrów i przez te 10 kilometrów w jedną stronę i z powrotem, NIKOGO nie było:). Udał nam się ten mur, chociaż podobno ten odnowiony w Badaling jest ładniejszy, ale... jest sztuczny, bo praktycznie zbudowany cały od nowa na starych fundamentach. Zobaczyłyśmy zachód słońca, ale przymglony troszkę i zeszłyśmy na dół. Kierowca jakiś taki niecierpliwy, trąbił na nas już od 18.30. A czas dał nam do 19. Niecierpliwy ludek. Pojechaliśmy na kolację do hostelu, ale przypuszczam że przewodnik z kierowcą uprawiają prywatę:))). Podejrzewam, że umieścili nas, cwaniaki, u rodziny swojej lub znajomych. Ale w sumie, co nas to obchodzi. Kolacja była smaczna, ryż oraz do wyboru zielony smażony ogórek, potrawka z kurczaka, papryka i marchewka i pomidory posypane...cukrem. No cóż. Po kolacji wyszłyśmy na spacer i szybko okazało się, że jesteśmy atrakcją, i wieść o nas dotarła do najdalszych zakątków wsi, której wszyscy chyba mieszkańcy PRZYPADKIEM znaleźli się na naszej drodze:).
A tak na marginesie, to tamtejsza kuchnia, to zupełnie inna "chińszczyzna", niż ta, którą znamy w Europie. Nazwałabym ją ryż, paskudztwa wszelakiego rodzaju, głównie zielone chwasty jako warzywa i pierożki, które są, notabene, bardzo smaczne, jeśli się nie zastanawiam, jakie nadzienie mają w środku. Najczęściej widzę Chińczyków, jak jedzą noodles, czyli makaron w zupce (siorbiąc przy tym niemiłosiernie). No i jeszcze zupa kukurydziano – ryżowa bez smaku, taki wodnisty kleik wyglądem przypominający mleko zsiadłe. Brrrrrrrrr. I oczywiście, ze względu na stan portfela, lepiej jadać na ulicy, bo ryż tutaj to zapychacz, i dają go dużo do dodatków. W restauracjach – na odwrót.



strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


  Mapapowiększ 

  Chiny

Informacje o kraju: Chiny
Flaga - Chiny








© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: blogi z podróży, smspower.pl - darmowa bramka sms