PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 




  Artykuły

kategoria: Podróże>Azja data dodania: 2012-03-15      
autor: kraka, Katarzyna Krawiec

Chiny 2011

ocena: 3.13przeczytano 210 razy


25 lipca 2011 r.
Hej, rano dziewczyny poszły się wspiąć na Szczyt Zielonego Lotosu (to już drugie podejście) a ja sobie poleniuchowałam i zeszłam z łóżka dopiero o 8.30. Potem wybrałam się do miasteczka. Ponieważ Chińczycy – mam wrażenie – nic nie robią tylko siedzą - usiadłam i ja:). Dobra metoda obserwacji:). Usadowiłam się na krawężniku przy ulicy – niezły punkt obserwacyjny. Za sobą miałam targ, wiec i zapaszki były typowo chińskie... Nie wiem, jak Chińczycy potrafią wysiedzieć tyle czasu w kucki, nawet, jeśli siedzą na całych piętach, to i tak podziwiam... Kobiety w Chinach często chronią twarz od słońca wachlarzem, aby zawsze była mleczno biała. Często chodzą też z parasolkami przeciwsłonecznymi, a kosmetyki do twarzy podobno wszystkie mają jakieś składniki wybielające... Nikogo też tu nie dziwi widok mężczyzny z damską, haftowaną parasolką czy wachlarzem. Wyglądają, jak na mój gust, co najmniej śmiesznie... Cała reszta najczęściej ma wszelkiej maści kapelusze na głowie: spiczaste, okrągłe, duże, małe. Widać też, że Chińczycy są narodem dbającym o tężyznę fizyczną:). W parkach dużo ludzi uprawia tai – chi, grupową gimnastykę albo taniec. Wygląda to trochę komicznie: każda grupa przynosi swój sprzęt grający i pląsa sobie do swojej muzyki. Trzeba jednak przyznać, że ruchy mają dosyć zgrane.
Na targu dzisiaj widziałam żaby, przyjechała panienka wyglądająca na buisnesswoman, kupiła kilka i... wyobrażam sobie, jak będzie je ze smakiem zajadać... Targ wcale nie jest tani, nie ma cen, więc dla nas najczęściej są z kosmosu... Wczoraj Mariola kupowała 2 kiście winogron białych i 1 fioletowych (podobno droższe) i zapłaciła coś około 10 Y. Przed chwilą obok mnie Chińczyk kupował CAŁĄ torbę FIOLETOWYCH i... zapłacił też 10 Y. Za wszystko. No cóż... Pokręciłam się jeszcze trochę po parku, poszłam zjeść do naszej garkuchni – tym razem poprosiłam panią, żeby mi wszystko wymieszała z ryżem. Łącznie z jajkiem, a nie dawała wszystko osobno. Miałam też ochotę na grzyby, ale jak na złość w koszyczku obok innych warzyw grzybków nie było. Pani kazała zaczekać i za chwilę przybiegła z garścią świeżo chyba wyrwanych skądś grzybków z korzeniami:)))). W sumie mogą być, jakie to grzyby nie mam pojęcia. Teraz czas sjesty...
Na razie w parku widziałam tylko 2 psy. Reszta pewnie się gotuje. Nasz szef powiedział jednak, że nie mamy się martwić tym, że przez przypadek zjemy czworonoga, bo restauracje, które je podają – informują o tym fakcie wystawiając szkieleciki psów na zewnątrz... Tyle, że my w RESTAURACJACH nie jadamy... Skąd mam wiedzieć, czy kurczak w naszej garkuchni przypadkiem nie szczekał?...
W parku mijają mnie ludzie w... piżamach. No, bo czym innym można nazwać ten strój? W każdym razie u nas to jest piżama. U nich może strój codzienny...
Hej ponownie:)
Po południu wzięłyśmy rowery – tym razem różowe zostały już wypożyczone, zostały nam stare, niebieskie za 10 Y każdy. Wybrałyśmy się w tym samym kierunku, co ostatnio, ale potem odbiłyśmy w lewo na... jakąś nazwę po chińsku:)). Tym razem ścieżka była o wiele mniej uczęszczana, niż ta na Moon Hill, więc jechałyśmy sobie wzdłuż poletek ryżowych, między górkami, ścieżką dosyć wąską i wyboistą, aż dojechałyśmy do głównej autostrady i przez chwilę jechałyśmy w sobie tylko nieznanym kierunku... pod prąd:). Jedynie z tej przyczyny, że po prawidłowej stronie świeciło słońce, a w to popołudnie tak dawało się we znaki, że wolałyśmy ryzykować zderzenie czołowe, niż prażyć się jak orzeszki na patelni. Wygląda jednak na to, że nikomu nasza jazda pod prąd nie przeszkadzała... Postanowiłyśmy spróbować innej drogi do Yangshuo, więc skręciłyśmy w ciut mniej uczęszczaną i ta była dosyć przyjemna – z cieniem po prawidłowej stronie:))). Nagle zza zakrętu wyskoczyła babka, wrzeszcząc, że do Yangshuo trzeba teraz odbić w lewo. Pierwsze naiwne oczywiście babki grzecznie posłuchałyśmy, i po chwili miałyśmy trekking i safari w jednym. Później okazało się, że to dosyć skuteczna praktyka stosowana przez miejscowych, aby naganiać klientów do "bamboo" – czyli spływu tratwami wzdłuż rzeki. A nuż delikwent się skusi, tym bardziej, że już jest wymęczony wyboistą ścieżką i musiałby zawrócić z miejsca, gdzie babka go zawróciła. Więc macha ręką i się godzi. My byłyśmy twarde i nie machnęłyśmy ręką na jawne oszukiwanie, i tym bardziej się nie zgodziłyśmy. Ominęłyśmy "przystań" i kierując się jedynie zmysłem orientacji, pojechałyśmy w stronę, gdzie wydawało nam się, że Yangshuo będzie. W pewnym momencie Ewa źle obliczyła prędkość i... wpadła do rzeki wraz z rowerem, z wysokości metra. Nie wiem, jakim cudem, ale nic jej się nie stało, nawet się nie drapnęła. Wyciągnęłyśmy rower, później chciałyśmy wyciągnąć biedaczkę, ale okazało się, że na nodze nie ma buta... Tkwił gdzieś w mule i wcale nie tak prosto było go odnaleźć... Przeklinałyśmy w duchu babę, która nas tu skierowała. Jednak nie wszyscy byli tacy interesowni – często wieśniacy pracujący na polu wskazywali nam kierunek ręką, był on prawidłowy i bez "bamboo" wiec uśpili naszą czujność... Kiedy już dłuższy czas jechałyśmy dobrą, wygodną drogą, nagle przed nami wyrósł człowieczek i zaczął okropnie krzyczeć, że Yangshuo w lewo. I pobiegł przodem, Głupich nie sieją.... Niczym nie nauczone ... pojechałyśmy, a właściwie poszłyśmy za nim, bo ścieżka była coraz węższa. Chłopek przed nami szedł, podskakiwał, coś tam sobie mruczał i podśpiewywał, niezwykle z siebie kontent. Na początku jednak zastrzegłyśmy "NO bamboo" – potaknął, więc byłyśmy spokojne. Tymczasem doszłyśmy do rzeki i ... Facet co prawda nie zaproponował nam spływu do Yangshuo, ale z uszczęśliwioną miną pokazał, że dalsza część drogi do Yangsuo jest... PO DRUGIEJ STRONIE RZEKI i on, bardzo chętnie nas przeprawi:)))) wraz z rowerami. Nie chciało nam się wracać wyboistą ścieżką, więc zgodziłyśmy się... cel osiągnięty. Chciał 10 Y – utargowałyśmy na 5 Y. Cwaniak, ale mimo wszystko sympatyczny:). Na zakończenie, kilka ciekawostek z naszego przewodnika:))) Chiny dokonują trzy razy więcej egzekucji, niż wszystkie kraje świata razem wzięte. Prawie 400 tys. dzieci zostało nazwane "Igrzyska Olimpijskie" w momencie, gdy kraj przygotowywał się do igrzysk w Pekinie w 2008 roku. Super, nie?



strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


  Mapapowiększ 

  Chiny

Informacje o kraju: Chiny
Flaga - Chiny








© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: blogi z podróży, smspower.pl - darmowa bramka sms