PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 




  Artykuły

kategoria: Podróże>Ameryka Północna data dodania: 2008-01-24      
autor: Dariusz Edward Strzelecki

Dwanaście tysięcy kilometrów w trzy tygodnie... - część V, Sequoia, wybrzeże Pacyfiku, Zion

ocena: 2.82przeczytano 143 razy


Dzień XIII - park "Sequoia"

Do słynnych sekwoi start z miejscowości Linsday. Kalifornia. Pomarańczowe, kwitnące gaje i zapach perfumerii na drodze. Poranek jak w raju. Malownicza droga zwłaszcza wokół jeziora Kaweah, pnie się stopniowo do góry w południowe części Sierra Nevada. Kto nie zadba o pełen zbiornik paliwa w pojazdach, może jedynie liczyć na cud, że uda się wyjechać z parku o własnym napędzie. Na przestrzeni kilkudziesięciu kilometrów, wijącej się po górach szosie, nie ma możliwości uzupełnienia baku. Z wejścia Ash Mountain na wysokości 518 metrów nad poziomem morza do największych drzew świata, jeszcze kilkanaście kilometrów pod górę, serpentynami. Żółwie tempo wymuszane przez rozsądek, mijane pojazdy, bieg stromej drogi i jej remonty.

Piesza wyprawa wśród drzewiastych gigantów, już na wysokości około dwóch tysięcy metrów, przypomina spacer po lesie, jaki znamy z naszej szerokości geograficznej. Z tym wyjątkiem, że jednym z dominujących drzew są wspomniane gigantyczne sekwoje, których kumulacja w tak zwanym "Giant Forest".

Leśna ścieżka prowadzi nas od "Tunnel Log", charakterystycznego zwalonego pnia, z wyżłobionym przejazdem dla osobowych samochodów, do sekwoi Roosevelta. Pod nogami szyszki – olbrzymy, które, jak później okazuje się, stanowią liście zarodnionośne sosny Lamberta, zwanej też cukrową. Ponoć widziano szyszki tego drzewa przekraczające 66 centymetrów długości i masę 2 kilogramów. Znakomita pamiątka, choć oficjalnie, wszelkie zbieractwo, jest zabronione. Szyszki sekwoi są niepozorne. Pozostają na gałęziach do dwudziestu lat, jeśli wcześniej nie zostaną otwarte przez pożar, wiewiórki Douglasa, względnie larwy pewnego żuka, który wwierca się w zielone, zbite skupienia sporofili. Paradoksalnie, powstający najczęściej od piorunów ogień, jest najlepszym sprzymierzeńcem tych, często przekraczających 100 metrów wysokości drzew, użyźnia ponadto podłoże i najlepiej przyczynia się do rozproszenia nasion zawartych w szyszkach.

Przy jednym z drzew próba objęcia pnia przez kilka osób, chwytających się za rozciągnięte ręce. Teraz ogrom drzewa uwydatnia się najlepiej. Często przekraczające w średnicy 8 metrów, liczące ponad 2000 lat o barwie cynamonu drzewo, jakby noga gigantycznego dinozaura. By zamknąć pierścień byłoby potrzebnych dodatkowo jeszcze kilkanaście osób.

Pieszy spacer w rejonie największych parkowych okazów, jest najważniejszą częścią wizyty. Opłotowane ścieżki wiodą najpierw do największego w masie drzewa planety. "General Sherman". Ponad 83 metry wysokości, ponad 11 metrów średnicy, ponad 31 metrów w obwodzie podstawy, ponad 2200 lat... Potem dalsze szlaki wiodą gdzieś na szczyty trzytysięczników, z Mount Whitney na czele. Sekwoje. Drzewa rosnące po zachodniej stronie gór Sierra Nevada, "konkurujące" w opinii turystów z tymi, co najwyższe, z tymi, które spotykamy w wąskim pasie wzdłuż wód Pacyfiku, w parku "Redwood". Olbrzymy pojawiają się w oknach pojazdu, gdy poruszamy się dalej przez punkt określamy jako "Wolverton" i dalej do sąsiedniego parku narodowego "Kings Canyon". Gdy myślami człowiek jest już u podnóża gór, przy wymarzonej stacji z benzyną, te po cichu zostają gdzieś z tyłu, wysoko, w środowisku iglastych lasów, daleko od ludzi, cywilizacji. Jakby w oczekiwaniu na następnych, którzy za kilkaset lat mają tu znowu im się pokłonić...

Dzień XIV - kalifornijskie wybrzeże Pacyfiku

Nieco ponad trzech godzin potrzeba, by od podnóża zachodnich zboczy Sierra Nevada, z miejscowości Woodlake, dotrzeć do wybrzeży Pacyfiku. Spokojne miejsce, dokładnie w środku odcinka pomiędzy San Francisco i Los Angeles, gdzieś przy drodze Ca-1. San Simeon. Miejscowość z zamkiem magnackiej rodziny Hearst, zamknięte od wschodu górzystymi tysiącznikami z Pine Mt. na czele, z uprawami winnej latorośli, a przede wszystkim pustym, piaszczysto – skalistym wybrzeżem. Spacer, kąpiel w lodowatej wodzie, poszukiwanie muszel, trochę piasku do butelki... Potem spotkanie z fauną, zwłaszcza szarymi wiewiórkami, które chętnie wyłaniają się z pod karłowatych, klifowych krzewów, gdy widzą ludzi pozostawiających swoje pojazdy na przybrzeżnym parkingu. Starzy bywalcy – mewy, pelikany, błotowce... Wreszcie, wśród wiecznie zalewanych wodami oceanu, częściowo odsłanianymi w ciągu dnia skałami - małże, wkomponowane w gruboziarnisty piasek ukwiały, czy barwne, imponujące rozgwiazdy... Późnokwietniowe, niepozorne promienie słoneczne, skutecznie operują na odsłoniętych częściach ciała, niejednokrotnie powodując poparzenia niezabezpieczonej skóry. San Simeon - miejscowość w rodzaju rodzimych Gąsek, oczekuje na letni zlot wczasowiczów, tych, którym w tym roku nie dane było polecieć na Hawaje...

Dzień XV - park "Zion"

Niecałe 130 kilometrów z Mesquite do południowego wejścia Parku Narodowego Zion, najstarszego w Utah i jego najważniejszej atrakcji – kanionu wzdłuż Scenic Drive. Poźnokwietniowe południe. Skwar. Strażnik parku ustawia dojeżdżające do Springdale pojazdy na poboczu drogi. Tylko nieliczne miejsca na centralnym parkingu. To koniec jazdy. W Zion, inaczej niż w innych parkach, pieszo przechodzi się przez mostek nad północnymi widłami Rzeki Dziewiczej, obok budki strażnika, gdzie otrzymuje się mapę. Dalej podróż do najdalszego punktu w dolinie, odbywa się napędzanymi propanem, specjalnymi, wahadłowymi autobusami z przyczepą.

Z głośników dochodzi głos prowadzącej autobus kobiety. Z pasją i dowcipnie opisuje piaskowcowe, warstwowe formy skalne i ich geologiczną przeszłość, korzeniami sięgającą trzynaście milionów lat wstecz. I tych, co tu żyli: Indian Anasazi, Pajutów, czy osiadłą w XIX wieku mormońską rodzinę, która nadała swojej okolicy nazwę Zion, to jest Syjon. Rzuca pytanie, czy nie nudno pasażerom, bo gdy ona jest znudzona na przykład pracą, po prostu zamyka oczy...

Przy ostatnim przystanku - Świątyni Sinawavy, mrowie turystów podąża na kilkukilometrowy spacer w głąb kanionu wzdłuż rzeki, pod skalnymi ścianami o wysokości około 300 metrów. Tłok porównywalny z tymi na Giewont. Na razie nie ma właściwej atmosfery. Wrócimy tu wieczorem.

Z przystanku "Weeping Rock" wspólny szlak wyprowadza żądnych górskiego trekingu do "Płaczącej Skały", lub "Hidden Valley". Nieco ponad dwustupięćdzięciometrowe, strome przewyższenie z łańcuchami i przepaściami, eliminuje przypadkowych wędrowców do wąskiego gardła "Ukrytej Doliny". W większości podążają łatwiejszą drogą ku wypływającej ze skał wody, małej sadzawki na skalnej półce.

Z przystanku "Grotto" inny, łatwiejszy szlak wiedzie pętlą wzdłuż zbocza ku wodospadowi i sadzawce "Emerald Pool". Niewymagająca, malownicza, pełna zaskakujących widoków i przebarwień skał ścieżka. I grup, nierzadko hałaśliwych, zwłaszcza w miejscu, gdzie doskonała akustyka, bezlitośnie wykorzystywana do okrzyków, czy bezzasadnego nawoływania się.

Popołudnie. Jeszcze zaległy spacer przy Świątyni Sinawavy wzdłuż Virgin River, potem powrotny przejazd i wyjście na przystanku "Court of the Patriarchs", by zachwycić się widokiem na "Trzech Patriarchów": "Abrahama", "Izaaka" i "Jakuba" oraz kryjący się za nimi szczyt Moroni – dwutysięczniki dominujące nad doliną, za którymi schowane już Słońce. Następny autobus za piętnaście minut...
















Ten tekst jest częścią większej całości, którą tworzą kolejne artykuły:
- Dwanaście tysięcy kilometrów w trzy tygodnie... - część I, Chicago
- Dwanaście tysięcy kilometrów w trzy tygodnie... - część II, Canyonlands, Arches
- Dwanaście tysięcy kilometrów w trzy tygodnie... - część III, Canyonlands, Mesa Verde, Petrified Forest
- Dwanaście tysięcy kilometrów w trzy tygodnie... - część IV, Grand Canyon, Las Vegas, Death Valley
- Dwanaście tysięcy kilometrów w trzy tygodnie... - część V, Sequoia, wybrzeże Pacyfiku, Zion
- Dwanaście tysięcy kilometrów w trzy tygodnie... - część VI, Bryce, Antilope, Monument Valley, Black Canyon of the Gunnison
- Dwanaście tysięcy kilometrów w trzy tygodnie... - część VII, Great Sand Dunes, Milwaukee



strona: 1

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


  Mapapowiększ 

  Stany Zjednoczone Ameryki

Informacje o kraju: Stany Zjednoczone Ameryki
Flaga - Stany Zjednoczone Ameryki








© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: blogi z podróży, smspower.pl - darmowa bramka sms