PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 Zobaczyć Maroko i (nie) umrzeć




  Artykuły

kategoria: Podróże>Europadata dodania: 2007-12-01
autor: lbt,

Camino de Santiago, czyli Droga Świętego Jakuba

ocena: 4.48przeczytano 2879 razy


10.09.2006, niedziela, Muxia – Fisterra
Przy hukach i krzykach zwinęliśmy się i poszliśmy do miasta. Poszliśmy do miasta kierując się do naszego ulubionego Froiza. Z zakupami poszliśmy na plażę. Było jej bardzo dużo, dużo więcej niż się spodziewaliśmy. Tam znaleźliśmy nasze pierwsze muszle z oceanu. Opalaliśmy się, moczyliśmy nogi. Koło nas usiadła Hiszpanka mówiąca po angielsku. Powiedziała, że normalnie Muxia jest małą, cichą wioską. Tylko 3 dni w roku jest fiesta. Ona tego nie lubi, bo jest za dużo ludzi. Jej syn biegał po skałach i wygrzebywał różne rzeczy. Na przykład raz przyszedł z machającym nóżkami krabem w ręku, żeby pokazać mamie. Po plażowaniu poszliśmy za miasto łapać stopa. Prawie wszystkie samochody były pełne, więc nikt nas nie chciał zabrać. W końcu zatrzymaliśmy auto, którego kierowca, gdy usłyszał, że chcemy jechać na Fisterrę, najdziwniejszym angielskim jaki w życiu słyszeliśmy powiedział „no much chances for you”. Spytał, skąd jesteśmy i pojechał. Chyba jednak zmienił zdanie, bo kawałek dalej zatrzymał się i kazał nam wsiąść. Mimo, że tam nie jechał zawiózł nas do skrzyżowania, cały czas powtarzając „no much chances”. Tam prawie od razu zatrzymała się szalona Hiszpanka w szalonym hiszpańskim samochodzie. 31 kilometrów przejechaliśmy w 13 minut. Nie zawsze trzymała kierownicę, wyjmowała telefon z torebki...Jechaliśmy bocznymi drogami, bo na głównej drodze samochody jechały „zbyt wolno” Wysadziła nas pod swoim domem, pokazała swoją córeczkę i po podziękowaniu pożegnaliśmy się i poszliśmy do schroniska. Tam znaleźliśmy informację, że schronisko w Muxi jest zamknięte z powodu fiesty... Zarejestrowaliśmy się i dostaliśmy dyplomy ukończenia Camino na Fisterrę. Na obiad zrobiliśmy makaron z kremem pieczarkowym Knorr, które ktoś zostawił w Seminarium Minor, gdy się dowiedział, że nie ma kuchni. Hiszpanka powiedziała nam po drodze, że w Fisterze jest fiesta. Pobladliśmy... Na szczęście okazało się, że daleko jej do tej z Muxii. Byliśmy jeszcze na plaży (niewiele jej było), szukaliśmy kościoła, lecz bezskutecznie. Chcemy iść jutro na 8, bo dziś już nie ma mszy z powodu fiesty.

Nasz nocleg w Muxii
Fiesta w Fisterze


11.09.2006, poniedziałek, Fisterra
Wstaliśmy o 7. Wywlekliśmy się z łóżek w deszczu, w ciemne uliczki Fisterry, by tam zjeść śniadanie (kuchnia była zamknięta). Lecz wtedy okazało się, że jest za pięć ósma. Rzuciliśmy się dzikim pędem na poszukiwanie kościoła. O dziwo dotarliśmy tam szybko, jednak kościół był zamknięty. Pobiegliśmy dalej, do przodu, bo z daleka widzieliśmy wieżę następnego kościoła. Ten też był zamknięty na 4 spusty. Poszliśmy więc zjeść nasze rozpoczęte już śniadanko pod ruiny zamku w pobliżu plaży. Niestety znów się rozpadało, musieliśmy wyciągnąć nasze kurtki, założyć długie spodnie. Po jedzonku poszliśmy za strzałkami na przylądek.
Skrabaliśmy się dość długo, niewiele widząc przez bardzo gęstą galicyjską mgłę. W końcu dotarliśmy na szczyt. Tam już nic nie było widać. Domyśliliśmy się, gdzie jest ocean, zjedliśmy na skałach posiłek. Poszliśmy z powrotem, schodząc z góry w drugą stronę niż weszliśmy. Po drodze naszym oczom ukazała się śliczna, mała plaża Fisterry. Plaża była naprawdę jak z bajki. Mnóstwo skał w ślicznej zatoczce, otoczonej mnóstwem małych i dużych skał. Niestety nie mogliśmy długo cieszyć się tym miejscem, bo strasznie się rozpadało. Zdążyliśmy jeszcze uzbierać kilka małych muszelek, owinąć nasze plecaki w kubraczki przeciwdeszczowe. Poszliśmy do miasta, szukaliśmy miejsca do spania. W końcu zdecydowaliśmy się na mały hotelik koło albergue. Za dwójkę z łazienką zapłaciliśmy 25€. Rozgościliśmy się, umyliśmy w porządnych warunkach. W końcu mogliśmy porozwieszać wszystkie nasze rzeczy po pokoju. Zrobiliśmy też pranie, a potem położyliśmy się na łóżkach i oglądaliśmy hiszpańską telewizję ;). Po sjeście kupiliśmy mnóstwo pysznego jedzenia i plakat Fisterry w albergue za 50 centów. Padało, więc już więcej nic nie robiliśmy. Dzień minął bardzo leniwie, lecz radośnie.

Widok z półwyspu, dwie plaże Fisterry


12.09.2006, wtorek, Fisterra – Negreira
Obudziliśmy się o 10, a wyszliśmy o 12 (trzeba było opuścić pokój). Po zakupach poszliśmy na dużą plażę. Była straszna mgła. Tam znaleźliśmy muszlę, jedną, drugą, trzecią... i całą plażę wysłaną muszlami. Trochę zebraliśmy na pamiątkę. Już mieliśmy schodzić z plaży, ale Luizka poszła zobaczyć jaka jest woda. Wtedy się zaczęło ;). Mgła zniknęła, wyszło słońce i zrobiło się gorąco. Ubraliśmy się w kostiumy kąpielowe. Przechodząc przez muszle staraliśmy się jak najmniej je podeptać. Poszliśmy do wody. Tam tuż przy brzegu turkusowego morza pływały ławice ogromnych ryb (40 centymetrowych). Chcieliśmy, żeby opłynęły nas dookoła. Były bardzo blisko, ale odpuściliśmy sobie, gdy morski ślimak wszedł na moją nogę do kostki. Pływaliśmy i widzieliśmy dno pełne muszli, roślinek i innego życia oceanicznego. Ogólne wrażenie było niesamowite, jak na rajskiej wyspie! Co jakiś czas na krótkie chwile przychodziła mgła zasłaniająca wszystko i dodająca tajemniczości i uroku. Tak nam się podobało, że zostaliśmy tam do 16. Poszliśmy łapać stopa. Długo nikt nas nie chciał wziąć.
Jechaliśmy wieloma samochodami m.in. z Belgiem, który mówił pięcioma językami.
Hospitalerze w schronisku w Negreiri podarowaliśmy jedną z naszych muszelek (zebraliśmy dwa worki). Dzięki temu zostaliśmy przyjęci jak prawdziwi piesi pielgrzymi idący na Fisterrę. Tym razem współspacze byli mniej cierpliwi i coca-cola została wyłączona z prądu.


 Muszle, muszle, muszle...


13.09.2006, środa, Negreira – Santiago
Szliśmy na pieszo ile się dało, ale rozpadało się tak mocno, że musieliśmy schronić się na przystanku autobusowym. Łapaliśmy stopa, ale nikt się nie chciał zatrzymać. W końcu się udało. Jechaliśmy znów naokoło, mijaliśmy Ferrari (Almodovara?), galicyjski mostek i przemokniętych pielgrzymów idących w przeciwną stronę. Dotarliśmy do Santiago i poczuliśmy się jak w domu. Zjedliśmy mały obiad w przydrożnym barze i poszliśmy do schroniska.

14.09.2006, czwartek, Santiago
Rano długo się pakowaliśmy, trzeba było wszystko podzielić na ‘do autobusu’ i ‘do bagażu’, zapakować plakat (w karton wzięty spod jednego ze sklepów) i uszykować jedzenie. Pojechaliśmy na dworzec i tam wsiedliśmy do autobusu do Madrytu. Po drodze mijaliśmy pielgrzymów, którzy dopiero szli, widzieliśmy katedrę w Astordze i wiele innych rzeczy, które mijaliśmy na pieszo (tylko tak jakoś szybciej się pojawiały i znikały). W Madrycie czekaliśmy na nasz autobus do Polski...


Wiele więcej informacji o Camino można znaleźć na stronach:

http://camino.webd.pl/ - Camino de Santiago, polski serwis zawierający przewodnik po Camino de Santiago oraz wiele praktycznych informacji.

http://santiago.defi.pl/ - Polski Klub Camino de Santiago.



strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


  Mapapowiększ 

  Hiszpania

Informacje o kraju: Hiszpania
Flaga - Hiszpania



KONKURS NA PORADY PODRÓŻNIKÓW




© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: bramkasms.com.pl - darmowa bramka smssmspower.pl - darmowa bramka sms, doładowania, logo dzwonki