PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 




  Artykuły

kategoria: Podróże>Ameryka Północna data dodania: 2008-01-24      
autor: Dariusz Edward Strzelecki

Dwanaście tysięcy kilometrów w trzy tygodnie... - część VII, Great Sand Dunes, Milwaukee

ocena: 3.50przeczytano 248 razy


Dzień XIX - park "Great Sand Dunes"

Jeden z najdłuższych prostych odcinków drogowych stanowi droga nr 17 w Kolorado, pomiędzy miejscowościami Villa Grove a Alamosą. 55 mil i pionowa kreska w atlasie. Tylko jeden bardzo niepozorny i niewiele odchodzący od linii prostej łuk drogi, dla bezpieczeństwa oznaczony tak, jak znane z Europy zakręty śmierci. Żadnego pojazdu. Żywej duszy. Zbłąkany turysta z przyjemnością i bezpiecznie zatrzyma i cofnie pojazd o kilkadziesiąt metrów, gdy w ostatniej chwili kątem oka zauważy na przydrożnym słupie telegraficznym samotną sowę uszatą. Choćby po to, by urozmaicić monotonię jazdy.
Asfalt wśród stepowych równin. Gdzieś w oddali równolegle do drogi majaczy pasmo Gór Skalistych. Miejscowość Mosca. Tutaj odchodzi od głównego traktu droga w kierunku trzytysięczników. W stronę "Grand Sand Dunes and Preserve" - parku narodowego. Trochę nietypowego. Oto miejsce, gdzie wytyczone szlaki wiodą wzdłuż rzeki Medano Creek, a właściwą część chronioną - często przekraczające wysokość 200 metrów wydmy, zwiedzać można bez ograniczeń, forsując boso płytki, choć szeroki ciek wodny, omywający wokół najwyższe w Północnej Ameryce piaskowe wzgórza. Wielka łacha wydmowa pod ośnieżonym Sangre de Cristo Mountains, której twórcą są silnie wiejące, zderzające się masy powietrza z gór i stepu oraz spływające z gór wody rzeczne. Okresowe strumienie Medano i Sand stanowią wraz z pasmem górskim naturalna zaporę, umożliwiającą sedymentację drobnych ziaren skalnych niesionych z płaskich terenów.
W tym rzadziej odwiedzanym przez turystów parku największą frajdę sprawia zdjęcie butów, zamoczenie stóp w wodzie i wędrówka po zboczach miękkiego podłoża, gdzie nierzadko człowiek zapada się po łydki, a skórę depiluje niesiony wiatrem piasek. Kto będzie miał szczęście spotka po drodze szczurka kangurzastego, może chrząszcza tygrysiego. Pustynny ekosystem, wbrew utartym opiniom pełen jest życia. I tutaj, u wydmowego podnóża pojawić się mogą zbłąkane niedźwiedzie, rysie, łosie, kozice...
Tymczasem grupy wszechobecnych szkolnych wycieczek wskazują jasno jeden cel: "Star Dune", najwyższy, według parkowej broszury, mierzący 229 metrów, punkt. Bardziej to poglądowa niż rzeczywista informacja, bo wydmy żyją, ewoluują, zmieniają swój wygląd i wysokość. Tak, czy inaczej, nie ma na wydmach oznaczeń. Każdy przybysz widzi piaskowy szczyt i z różnych punktów zza rzeki tam kieruje swoje kroki. Nic nie przesłania pejzażu w żadną stronę z najwyższego miejsca, bo pozostałe wydmy są zwyczajnie niższe.
Nieustannie bijący w łydki niesiony wiatrem piasek nakazuje powrót. Do rzeki, potem na twardy i suchy grunt. Nietypowy park narodowy daje się poznać w kilka godzin. Wystarczy.

Dzień XX - Milwaukee

150 kilometrów na północ względem Chicago położona jest stolica stanu Wisconsin, półmilionowe miasto - Milwaukee. Port nad Jeziorem Michigan i ośrodek niemieckiej tradycji browarnictwa w Ameryce. Teren pierwotnie zaludniony przez indiańskie plemiona, od XVIII wieku stopniowo wypierane przez białych. Solomon Juneau i Byron Kilbourn, to najważniejsze nazwiska, które wykreowały dzisiejszy miejski zespół wzdłuż brzegu jeziora. Dwaj rywale na przeciwnych brzegach ujścia rzeki Milwaukee od początku przekonywali nowych osiedleńców, czy inwestorów do swojej części. Niejednokrotnie postępując w stosunku do konkurenta niekonwencjonalnie. Kilburn wydał, na przykład, mapę, na której nie było żadnej osady po drugiej stronie. Niczym na granicy politycznych systemów, mowy nie było o połączeniu miejscowości mostem. Ulice celowo budowane były tak, by kończyły się ślepo względem drugiego brzegu. W 1845 roku po bitwie pomiędzy ośrodkami, postanowiono miejscowości połączyć. Wówczas pojawiła się kolejna fala imigrantów, zwłaszcza Niemców, Polaków, Irlandczyków, Włochów i Żydów. Tak wyglądały początki.
Przybywający dziś do Milwaukee turyści z Europy zdążają śladami tych, co od XIX wieku budują nową cywilizację. Wśród turystycznych walorów na pierwszym planie wyróżnia się bazylika św. Jozafata Kuncewicza. Neorenesansowa budowla z przełomu XIX i XX wieku. Zwykle zamknięta dla zwiedzających, była pierwotnie największym obiektem sakralnym w mieście. Materiał na jej powstanie otrzymano z rozebranego Budynku Federalnego w Chicago. Przypominająca watykańską bazylikę, mierząca 76 metrów świątynia, tu określana jest jako obiekt w stylu polsko - katedralnym. Obok kościołów św. Stanisława i św. Wojciecha stanowi jeden z trzech polskich domów modlitw w obrządku rzymsko - katolickim w Milwaukee. Położony nieopodal bazyliki Park Kościuszki, pozwala zapomnieć na chwilę o wielkomiejskim hałasie i pośpiechu.
Z drugiej strony autostrady, gdzieś nieopodal kościoła św. Piotra, z największym witrażem jaki kiedykolwiek zrobiło nowojorskie Tiffany Studio, pozostawiamy pojazd. Tu w Milwakuee dużo łatwiej znaleźć miejsce do parkowania niż w Chicago. Spacer ku wodom jeziora Michigan i budynku Muzeum Sztuki to obowiązkowa część programu. Niepowtarzalny, charakterystyczny budynek w kształcie wznoszącego się w niebo białego ptaka z rozpostartymi, ruchomymi skrzydłami, zmieniającymi położenie w zależności od natężenia promieni słonecznych docierających do wnętrza. Dzieło Santiago Calatravy, stanowiące symbol miasta. W jego sąsiedztwie budynek "Discovery World". Spacerujący z dziećmi rodzice, chętnie zatrzymują się w miejscu, gdzie tak zwane "grające drzewa", których lustrzane "niby-liście" z metalowych krążków, mienią się w Słońcu i wydają na wietrze dźwięki. Tu także najmłodsi odkrywają świat. Wrzucają kamyki w otwory metalowych zabawek - "wietrznych liści", bądź uderzają kijkiem w specjalnie skonstruowane, rozmieszczone na placu ławki - ksylofony, z których płynie muzyka...
Centrum miasta nie wyróżnia nic wyjątkowego. Umiejętne połączenia architektury dziewiętnastowiecznej z drapaczami chmur, z których najwyższy przekracza 182 metry, zderzenia starych obiektów przemysłowych i secesyjnych willi ze współczesnym budownictwem wielkomiejskim. I kamienice, do których metalowe, ażurowe schody wiodą na piętra z zewnątrz budynków.
Milwaukee, to tradycja warzenia piwa w skali światowej. Z czterech niegdyś funkcjonujących browarów: Schlitza, Blatza, Pabsta i Millera, do dzisiaj funkcjonuje tylko ten ostatni, ale za to jest drugim największym w całych Stanach Zjednoczonych.
Wiele tu knajpek, pubów reklamowanych nazwiskami dawnych emigrantów. Kwitnie kultura. Na liście Guinnessa, Milwaukee widnieje, jako największe miasto muzyczne świata, podczas tak zwanego "Summerfest". Opera, teatry, muzea, centra sztuki... I jak w większości miast ratusz, w tym przypadku w stylu flamandzkiego neorenesansu - najwyższy na świecie budynek w końcu XIX stulecia. Znajdujące się w jego obrębie domy, fragmentami do złudzenia przypominają budynek Poczty Głównej w Poznaniu, której korzenie również tkwią w szkicach architektów mówiących językiem Goethego. I chyba jedynie swoiste ustawienie wiat miejskich autobusów na przystankach, uzmysławia, że jesteśmy poza Europą. Ich przeszklone, tylne ściany znajdują się od strony ulicy, blisko krawężnika.

Spokojne, choć nieco przesadnie zabudowane nabrzeże nad rzeką, Milwaukee. Tu spotkać można łabędzie i nieco odetchnąć. Widok płynącej wody przywołuje w pamięci rok 1993 i epidemię zakażeń Cryptosporidium, jaka ogarnęła miasto. Wtedy po wypiciu wody z kranu, czerpanej przecież z rzeki, zatruciu uległo 403 tysiące osób, z których około stu zmarło.
Nad rzeką Milwaukee daleko do znanych nadmorskich promenad. Wąski chodnik wciśnięty w niewielki fragment nad wodą i przytłaczające obraz tej części miasta drapacze chmur, z dominującymi "100 East Wisconsin", czy "Milwaukee Center". I zwodzone mosty. Mimo to, ruch barek, czy stateczków w ścisłym centrum niewidoczny. Śródlądowa żegluga koncentruje się na terenach przyjeziornych. Wymarłe śródmieście ożyje wieczorem.
























Ten tekst jest częścią większej całości, którą tworzą kolejne artykuły:
- Dwanaście tysięcy kilometrów w trzy tygodnie... - część I, Chicago
- Dwanaście tysięcy kilometrów w trzy tygodnie... - część II, Canyonlands, Arches
- Dwanaście tysięcy kilometrów w trzy tygodnie... - część III, Canyonlands, Mesa Verde, Petrified Forest
- Dwanaście tysięcy kilometrów w trzy tygodnie... - część IV, Grand Canyon, Las Vegas, Death Valley
- Dwanaście tysięcy kilometrów w trzy tygodnie... - część V, Sequoia, wybrzeże Pacyfiku, Zion
- Dwanaście tysięcy kilometrów w trzy tygodnie... - część VI, Bryce, Antilope, Monument Valley, Black Canyon of the Gunnison
- Dwanaście tysięcy kilometrów w trzy tygodnie... - część VII, Great Sand Dunes, Milwaukee



strona: 1

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


  Mapapowiększ 

  Stany Zjednoczone Ameryki

Informacje o kraju: Stany Zjednoczone Ameryki
Flaga - Stany Zjednoczone Ameryki








© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: blogi z podróży, smspower.pl - darmowa bramka sms