| Artykuły |
|
kategoria: Podróże>Europa |
data dodania: 2008-02-12
|
|
autor: Podróżnik, Krzysztof Wysocki |
Z Dilary Bikecz, czyli nieustępliwą Marią Potocką w Bakczysaraju |
|
| ocena: 0.00 | przeczytano 80 razy |
Oczom naszym ukazało się pastelowe miasto pełne dostojnych dojrzałych sadów. Soczyste miasto z charakterystycznymi smukłymi minaretami o szczególnej urodzie mieniącymi się w słońcu niczym arabeski w krainie bajek rodem z Damaszku zachęcało, kusiło niczym opium arabskiej kawiarni. Niebiański spokój na ulicach i tylko głosy muezinów wzywające na modlitwę. Gdzieś w oddali sylwetki wiernych. Ktoś wyznawał wiarę –\\"nie ma Boga prócz Allacha, a Mahomet jest Jego prorokiem\\". W ten szczególny sposób powitał nas Bakczysaraj daleki od zgiełku i chaosu arabskich miast. Podążyliśmy ku pałacowi zwanemu po tatarsku Chan-saraj. Ukazała nam się lekka dwupoziomowa budowla w rajskim ogrodzie ozdobiona niezliczoną ilością detali architektonicznych, pełna fresków, otoczona drewnianymi płotami. Podążaliśmy i gubiliśmy się w pałacowych pawilonach, letnich altanach na licznych dziedzińcach obfitujących w dywany różnobarwnych kwiatów, schody, kolumny, fontanny. Dziwny cmentarz chanów stanowił odrębne miejsce wyznaczające granice innego świata. Zamknięte miasto w miniaturze zachwycało swymi poszczególnymi elementami w postaci meczetów, domów, łaźni, pokojów codziennych chanów, pokojów gości, straży, służby. Haremu niepowtarzalnego o ciekawej urodzie. Każdy element żył swoim życiem odrębnym, pozornie to stwarzało wrażenie chaosu, ale w konsekwencji spójnym podążającym w kierunku ogólnej i harmonijnej zasady. Szybko nasunęło się porównanie kompleksu pałacowego do lekkiego, finezyjnego naszyjnika, na który nadziane zostały poszczególne elementy budowli. Długo błądziliśmy napawając się urodą miejsca. Wsłuchani głos muezinów, śpiew ptaków, szmer wody, grę światła, pokorni wobec piękna miejsca i pełni zadumy nad chwilą, którą dane nam było doświadczyć podeszliśmy do dziedzińca fontann. Nagle ukazała się Złota, rytualna służąca do oczyszczenia ciała przed udaniem się na modlitwę. Nieskazitelnie biały marmur połączony ze słońcem i cichym głosem spływającej wody koloru tęczy z delikatnymi złotymi ornamentami kwiatów, liści, owoców i winorośli sprawiał nieziemskie zjawisko teatru, w którym nie było udziału człowieka tylko niewidzialne siły niemymi głosami kierowały tym boskim spektaklem. Rozeta umieszczona pośrodku fontanny symbolizowała życie wieczne utwierdzając nas w tym przekonaniu. Dopiero cytat z Koranu - "I napoił ich Pan napojem czystym" / 76: 21 / uzmysłowił nam, w jakim miejscu jesteśmy i sprowadził nas na ziemię. Potem przeszliśmy do drugiej – Fontanny Łez - której pierwszym miejscem były ogrody w pobliżu mauzoleum Dilary Bikecz. Pełna poezji fontanna wtopionej w marmurowy kwiat symbolizuje oczy przepełnione łzami. Łzy te są symbolem bólu chana i napełniają czaszę jego serca – górna czasza fontanny. Czas płynie i koi ból, rozpacz chana maleje – para małych czasz. Jednak ból utraty ukochanej wraca ożywiając wspomnienia – średnia czasza. Płynie tak woda i tak płynie odtąd życie chana w całej gamie rozpaczy. Cierpienie, chwile spokoju i znów cierpienie, aż do chwili odejścia do krainy wieczności na spotkanie z ukochaną, co symbolizuje spirala u podnóża fontanny. Koncepcja ta niespodziewana wprawia nas w osłupienie. Nagle moja współtowarzyszka podróży głosem cichym i delikatnym zaczęła Grób Potockiej mistrza Prometejskiego Adama Mickiewicza:
"W kraju, pomiędzy rozkosznymi sady,
Uwiędłaś, młoda różo! bo przeszłości chwile,
Ulatując od ciebie jak złote motyle,
Rzuciły w głębi serca pamiątek owady."
Ujrzałem świetlną drogę ułożoną z gwiazd prowadzącą do Polski. Wpatrzoną tęsknie w tę drogę Dilary Bikecz, Panią Potocką, brankę tatarską, wielką miłość Krym-Gereja. Doznałem olśnienia. Moja nieznajoma z Przemyśla ongiś chciała podążać w odwrotnym kierunku słuchając głosu swego serca. Jednak długie lata "przyjaźni" polsko-radzieckiej zgotowały jej los podobny Potockiej. Współczesna Dilary – pomyślałem inny czas, ból ten sam. Złożyłem kwiaty, ale nie w mauzoleum, tylko u podnóża Fontanny Łez uznając, że to miejsce jest najodpowiedniejsze. Wsiedliśmy do busa ruszyliśmy ku Jałcie. Słychać było tylko szum silnika. Milczeliśmy a twarze nasze wyrażały głęboką refleksje i zadumę.
|
strona: 1 | 2
oceń artykuł:
|
skomentuj artykuł:
|
komentarze do artykułu:
|
|
|
|