PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 




  Artykuły

kategoria: Podróże>Ameryka Północna data dodania: 2008-02-19      
autor: kalapattar,

Wśród potomków Majów, Azteków i Zapoteków

ocena: 3.50przeczytano 406 razy


O Meksyku i Gwatemali.

Od dawien dawna, rokrocznie staram się poznać jakiś zakątek świata. Jakie miałem plany urlopowe na 2007 rok? Ano, chciałem (we wrześniu) odwiedzić Petersburg, a po drodze zwiedzać ciekawe miejsca w krajach nadbałtyckich. W podróży miał mi towarzyszyć kumpel. Wszystko dobrze układało się do sierpnia. Wówczas Krzysiek zmienił pracę. Zaczął zarabiać 1300 PLN. Dla niego to niebotyczne pieniądze, bo dotychczas dostawał ledwie 740 PLN. Przy zmianie firmy pracodawcy wymogli na nim jednak, by "uregulował sobie sprawy urlopowe" co w jego przypadku sprowadzało się do tego, że dostał za pół roku urlopu pieniądze. W efekcie we wrześniu miał tylko 4 dni wolnego. On pojechał na długi weekend w Tatry, a ja zostałem "na lodzie".

Ja już nie chcę jeździć solo, więc zacząłem szukać po necie towarzystwa. Napisałem na forum portalu "Globtroter" coś w rodzaju SOS, a że znacznego odzewu nie było, więc sam też zacząłem wertować różne działy ogłoszeń. Znalazłem kilka konkretnych propozycji (Boliwia, RPA, Peru). Po różnych perypetiach wylądowałem, dosłownie (12.11.2007) i w przenośni w... Meksyku.

Najpierw wypada wspomnieć o moich towarzyszach podróży. Poznałem ich za pośrednictwem internetu. Jurek pochodzi z Łodzi lecz mieszka w Warszawie, a Zbyszek jest z Dąbrowy Górniczej. Obaj są kilka lat młodsi ode mnie. Tak jak przypuszczałem dogadywaliśmy się.

Jurek ma nawet zainteresowania bardzo zbliżone do moich. Odpowiada mu łażenie po muzeach, ruinach i podobnych miejscach. Jest nawet bardziej dokładny w zwiedzaniu niż ja. Odczytuje wszystkie plansze, opisy. Ja czynię to bardziej pobieżnie skupiając się na tym co jest do obejrzenia. Podobnie jest z przyrodą. On lubi wśród niej przebywać tak jak ja. Jest tylko jeden problem. Nie zawsze "chcieć, to móc". Ja wcale nie uważam się za jakiegoś "Herkulesa", wręcz przeciwnie. Jestem szczupły, a można rzec nawet, że chuderlawy. Jednak jak zaproponowałem wędrówkę z plecakami do wioski (tylko 4 km !), to Jurek powiedział: "Chyba zwariowałeś; ze 2 godziny będziemy szli." No i faktycznie. Była to dla niego "droga przez mękę". Ale tak ogólnie bardzo sympatyczny z niego facet.

A Zbyszek? On jest nieco inny. Owszem, lubi zwiedzać zabytki ale bardziej interesują go ludzie i bycie wśród nich. Ponadto preferuje wolniejsze tempo podróży. Woli posiedzieć dłużej w jednym miejscu, które uzna za ciekawe, niż ciągle przemieszczać się. W efekcie Zbyszek trochę mniej zobaczył (ale zakładał taki scenariusz), bo dwukrotnie rozdzielaliśmy się i on w tym czasie odpoczywał. Mimo wszystko pod względem charakterologicznym bardziej odpowiadał mi Zbyszek.

Jaką przebyliśmy trasę? Z grubsza, taką jaką zakładaliśmy. Każdy według swojego planu.

Po wylądowaniu w stolicy dotarliśmy do hostelu, w którym mieliśmy zarezerwowany pokój. Potem do wieczora łaziliśmy po mieście. Na kolana mnie ono nie powaliło. Może dlatego iż jest zbyt rozległe, a może nie byliśmy w odpowiednich miejscach w odpowiednim czasie? Mam tu na myśli "życie nocne". Tego tam nie ma. Może zamiast wieczornego spaceru po rynku trzeba było pojechać do "Różowej Strefy"? Jedynie pobyt w dzielnicy Coyoacan dał nam namiastkę meksykańskiej zabawy.

A zabytki? Ciekawe ale nic mnie tam nie zafrapowało. Nie dotyczy to oczywiście Muzeum Antropologicznego. A w nim z wielu atrakcji jest przede wszystkim słynny Kalendarz Azteków. Ludzi było dużo, bo dla miejscowych był tego dnia wstęp wolny ale warto było spędzić tam kilka godzin. Aha, przed wejściem mieliśmy okazję obejrzeć popisy voladores. To tacy miejscowi cyrkowcy. Wchodzą na 32 metrowy słup i potem przywiązani linami za nogi "rzucają się" z niego głowami w dół. Publika bije brawo i robi zdjęcia. Opłata - "co łaska".

Dzień wcześniej na Zocalo (główny plac) spotkaliśmy indiańskich przebierańców. Były tańce i śpiewy. Byli szamani okadzający dymami chętnych. Ciekawe, że Meksykanie naród bardzo katolicki z pełną powagą oddawali się w ręce szamana licząc na uzdrowienie lub uszczęśliwienie. Kolejka do niego była dłuuuuuga.

W stolicy jest sporo miejsc związanych z ruchem lewicowym, a nawet z komunizmem. Na początku ubiegłego wieku miasto to było bardzo "rewolucyjne". Wielu ówczesnych artystów, przeważnie malarzy, było zwolennikami różnych frakcji lewicowych. Widać to w ich dziełach . Najważniejsi to: D. Rivera, D. Siqueiros (agent radziecki – próbował zabić L. Trockiego) i J. Orozco. Stworzyli oni nowy typ malowideł ściennych – murale (rodzaj fresków), którymi ozdabiali gmachy publiczne w Meksyku.

Kolejny etap podróży, to pozostałości preazteckiego miasta – Teotihuacan. Jest ono zbudowane na suchym płaskowyżu. Główną atrakcją są tam 2 piramidy schodkowe. Na większą (Piramida Słońca) można wejść, co skwapliwie czynione jest przez turystów. Ja też się na nią wdrapałem ale zrobiłem to z niesmakiem, bo było tam zbyt dużo ludzi. Gdy patrzyło się na nią z oddali widać było jak jest cała "oblepiona" turystyczną stonką. Zgroza! Ja bym przy niej usadowił punkt medyczny (nie było takowego), bo niektórzy mieli ogromne kłopoty z wejściem. Było gorąco, duszno, bez skrawka cienia. Stopnie są wąskie i strome. Nietrudno o wypadek szczególnie jeśli wchodzą emeryci o znikomej kondycji. No cóż, tacy turyści też mają prawo do wejścia.

Mnie bardziej podobała się Piramida Księżyca. Niby niższa od poprzedniej ale stoi na wzgórzu przez co wydaje się, ze obie są tej samej wysokości. Także otoczenie jej jest ciekawsze. Plac przed nią jest otoczony 12 mniejszymi piramidami, a obok są pozostałości pałacu (?) zamieszkiwanego przez kapłanów.

Na przeciwległym krańcu miasta wznosi się tzw. Cytadela. To zespół kilkunastu świątyń. Najciekawsza jest Świątynia Quetzalcoatla (słynnego Pierzastego Węża) ozdobiona wizerunkami tegoż boga oraz boga deszczu – Tlaloca.

Pomiędzy Cytadelą, a Piramidą Księżyca ciągnie się długa (ponad 3 km) główna ulica miasta – Droga Śmierci (Aleja Zmarłych – to inna jej nazwa). Wzdłuż niej wznoszą się pozostałości różnych budowli: pałaców, mniejszych piramid. Byłem zawiedziony małą ilością zachowanych ozdób. Są tam głównie fragmenty murów.

Choć ostatnio prowadzone badania stwierdzają we wnętrzu meksykańskich piramid istnienie pustych przestrzeni (komory grobowe ?), to jednak te budowle według pierwotnych założeń miały inny charakter niż egipskie. To platformy, na których stały świątynie. Niekiedy był to rodzaj ołtarza. Podobno gdy "oddawano do użytku" Piramidę Słońca na jej szczycie na cześć boga kapłani tolteccy przez 3 doby (bez przerwy !) składali ofiary z jeńców. Było to dość makabryczne widowisko, gdyż żywym (!) ludziom wykrawano kamiennym nożem z piersi pulsujące serca.



strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


2. 2008-03-10 14:52:24
gość:
Dziekuje za dobre slowo:) Ja rowniez gratuluje!! a gdzie nastepny urlop?:) Agata od Kurdow


1. 2008-02-19 19:57:59
sa_coma
Jestem pod wrażeniem:)Bardzo dokładnie opisujesz więc oczami wyobraźni można podążąć za Tobą. Wspaniała przygoda, tylko pozazdrościć. Czytałam z zachwytem /prawie jak W.Cejrowskiego/.


  Mapapowiększ 

  Meksyk

Informacje o kraju: Meksyk
Flaga - Meksyk


  Gwatemala

Informacje o kraju: Gwatemala
Flaga - Gwatemala








© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: blogi z podróży, smspower.pl - darmowa bramka sms