|
| Artykuły |
|
kategoria: Podróże>Ameryka Północna |
data dodania: 2008-02-19
|
|
autor: kalapattar, |
Wśród potomków Majów, Azteków i Zapoteków |
|
| ocena: 4.20 | przeczytano 360 razy |
Po południu dojechaliśmy do Palenque. Tym razem nie do ruin lecz do współczesnego miasta oddalonego od tamtych o ok. 6 km. Znów to samo, tzn. gorąco i parno. Znaleźliśmy przyjemną restaurację i na jej tarasie przeczekaliśmy najgorętszą porę. Ja pobyt w Palenque niezbyt miło wspominam. Napiłem się tam soku pomarańczowego. Smaczny był, świeżo wyciskany ale... zaszkodził mi. Widocznie miałem pecha. Biegunka przeszła mi dopiero następnego dnia. Zanim to nastąpiło miałem koszmarną noc w autobusie II klasy do Cancun (ok 1000 km). Nie dość, że spóźnił się ponad 2 godziny, to nie było w nim toalety. Nie warto było oszczędzać. Bilet I klasy był droższy tylko o 20 PLN.
W Cancun zabawiliśmy tylko pół dnia. Właściwie to byliśmy na wysepce Isla Mujeres. W Cancun, tak jak przewidywałem, nie podobało mi się. W restauracjach drożyzna; w hotelach zapewne też. Na wysepce czas spędziliśmy, jakby inaczej – na plaży. W przeciwieństwie do plaży w Mazunte tu było bardziej typowo: złocisty piasek, palmy, cieplutkie morze... ale, czy przyjemniej (?).
Po plażowaniu przejazd do Chichen Itza, a właściwie do Piste. To miasteczko 2 km od ruin. Miałem trochę za złe Jurkowi, że dotarliśmy tu dopiero późnym wieczorem. Nie byliśmy na pokazie "światło i dźwięk" w ruinach. Według mnie, to największa atrakcja tego miejsca. No cóż, nie można zawsze postawić "na swoim". Niekiedy trzeba iść na kompromis. Jurek wolał plażę. Do ruin poszliśmy dopiero nazajutrz. Zostały one niedawno zaliczone przez internautów do Siedmiu Nowych Cudów Świata.
Jest tam co oglądać. Przede wszystkim słynna piramida ze Świątynią Kukulcana (odpowiednik Quetzalcoatla) na szczycie, która właściwie jest kalendarzem Majów. To właśnie po jej stopniach pełznie o wschodzie i zachodzie słońca słynny świetlisty wąż w czasie jesiennego i wiosennego przesilenia. By zobaczyć to fascynujące zjawisko zjeżdżają tysiące turystów do Chichen Itza.
Obok jest w doskonałym stanie boisko do gry w pelotę. To największy tego typu obiekt w Meksyku (150 m długości). Na murach okalających boisko jest sporo płaskorzeźb. Zachowały się też pierścienie, przez które należało przerzucić piłkę by wygrać. Piłkę odbijało się wyłącznie barkami i biodrami. Nie jest to łatwe ale warto było się trudzić gdyż przegrana drużyna... kończyła żywot na ołtarzu ofiarnym.
Chichen Itza powstało w późniejszym okresie niż miasta na południu (Tikal, Palenque i inne). Tu zaznaczają się wpływy wojowniczych Tolteków, którzy najeżdżali Majów i zasymilowali się z nimi. Widać to szczególnie w wystroju pałaców. Toltekowie byli fanatycznie religijni. Dawali to odczuć poprzez masowe składanie ofiar z ludzi. Na ścianach budowli z tego okresu pełno jest czaszek i wyrywanych serc, a to przez orły, a to przez jaguary, tudzież przez węże. Za centralną piramidą wznoszą się świetnie zachowane ruiny pałacu ze Świątynią Wojowników. To tam można podziwiać słynne półleżące postacie boga deszczu Chac Moola. Pałac jest otoczony pasem setek (może tysiąca ?) kolumn. Robią one niesamowite wrażenie.
Nasza podróż zbliżała się do końca. Jeszcze tego samego dnia dotarliśmy do Meridy. Już nie było czasu by zobaczyć to miasto. Jurek dosłownie na godzinkę wyskoczył z terminalu do centrum. Mnie już się nie chciało. Czekałem na Zbyszka, z którym umówiliśmy się telefonicznie. Tym razem nie było problemów z odnalezieniem się. Wynajęliśmy taksówkę i pojechaliśmy na lotnisko. Po krótkim locie znaleźliśmy się na powrót w stołecznym Meksyku. Nie szukaliśmy już lepszego hotelu. Pojechaliśmy metrem "na stare śmieci".
Przedostatni dzień poświęciliśmy na wizytę w bazylice Madonny z Guadelupy. Następnego dnia (15 grudnia) była fiesta świętej patronki i na tę okazję do bazyliki podążały tłumy pielgrzymów z całego kraju. Odświętnie ubrani, z transparentami, z muzyką i śpiewem ale też w skupieniu, z modlitwą na ustach oddawali cześć Madonnie.
W tłumie Jurek gdzieś się stracił. Dopiero wieczorem wrócił do hotelu. Ja ze Zbyszkiem po godzinie pojechaliśmy na Zocalo. A tam... lodowisko wokół którego postawiono trybuny dla widzów. Łyżwiarze w tropikach! Niecodzienny widok. Potem poszliśmy na ostatnie piwo, kupiliśmy po butelce mezcala i do hotelu.
Ostatnie pół dnia, to tylko wyczekiwanie na moment odlotu. Moje ostatnie 5 peso powędrowało do wyciągniętej ręki dzieciaka. Potem odprawa przed odlotem. W Duty Free Jurek zaszalał i kupił zapas koniaków na kilka lat. Ostatnie spojrzenie na Meksyk z okien samolotu i "oddajemy" zaoszczędzone godziny w drodze do Europy. To popołudnie i wieczór trwały wyjątkowo krótko. Zdrzemnąłem się na chwilę i powitał mnie ranek u hiszpańskiego wybrzeża. Po godzinie byliśmy na płycie madryckiego lotniska. Jeszcze kilka godzin i witamy się z chłodną Warszawą. Byłem przygotowany na śnieg ale ten dopiero spotkałem w Sosnowcu.
I tak skończyła się moja przygoda z Meksykiem i Gwatemalą. To mój 4 kontynent, na którym byłem. Szkoda, że podróż trwała tak krótko. Gdyby można było mieć do dyspozycji chociaż jeszcze tydzień (!). Nie byłoby takiej gonitwy. Kilku miejsc nie udało się zobaczyć. Choćby ruiny Uxmal na Jukatanie. Mimo tego wróciłem zadowolony. Zapowiadało się, że ten rok będzie "stracony", a stało się wręcz przeciwnie.
Jakie są Meksyk i Gwatemala?
Bardzo przyjazne dla turysty. Gwatemala, o dziwo, powinna wygrać tę rywalizację. Choćby z tego powodu, że tam łatwiej dogadać się w innym języku niż hiszpański. Ludzie są mili. Nie ma tej nachalności (są wyjątki – Chiapas i niektóre ruiny) w stosunku do turystów, która cechuje niektóre nacje.
Większość cen jest niższych niż w Polsce. Większość, bo np. piwo jest droższe. Ja wydałem 1000 $ i 140 euro w trakcie tej podróży, czyli około 115 PLN dziennie. Dużo, czy mało? Nie mnie to oceniać. Wędrowaliśmy w znośnych warunkach nie odmawiając sobie drobnych przyjemności.
Przed wyjazdem naczytałem się jak tam jest niebezpiecznie. Dla przykładu; podobno w ciągu roku w Meksyku dokonywanych jest ponad 3000 morderstw. Inny "sensacyjny news" tym razem z pascalowego przewodnika; omijaj stację metra "Hidalgo" w Ciudad de Mexico bo cię z pewnością okradną. Byłem tam kilka razy (w pobliskim hostelu mieszkaliśmy) i cóż, stacja jak każda inna – normalna. W trakcie całej podróży w stosunku do żadnego z nas nikt nie miał złych zamiarów. Z całą odpowiedzialnością mogę stwierdzić; są to bezpieczne kraje.
Trochę jestem zawiedziony meksykańska kuchnią. Ja lubię: fasolę, paprykę, kukurydzę. Lubię pikantne jedzenie. Spodziewałem się tego tam i me oczekiwania nie spełniły się. Owszem, te produkty dominują w tamtejszych potrawach ale podawane są inaczej. Choćby fasola. W Meksyku podają ją prawie do wszystkiego ale miksują ją i na stole pojawia się w formie niezbyt apetycznie wyglądającej papki. Jaki wygląd – taki smak. To jest raczej bez smaku. Fee! W Polsce przygotowuje się z "meksykańskich" produktów zupełnie inne potrawy. Te nasze są zdecydowanie lepsze. I jeszcze te placki – tortille. Ja mogę coś takiego jeść. Przez 2 miesiące jadłem podobne w Indiach i nie narzekałem. W Meksyku dodają do nich mąkę kukurydzianą i jeśli jest jej zbyt dużo, to mnie najpierw ten zapach, a potem smak zniechęcają do jedzenia. Ja lubię kukurydzę ale: prażoną, gotowaną, marynowaną lecz nie w postaci mąki.
Czy wrócę w tamte strony? Gdybym nie musiał pracować, to z pewnością tak. Ale z uwagi na to, że w trakcie roku mam do dyspozycji tylko 5 tygodni urlopu nie będę mógł sobie na to pozwolić. Na świecie jest zbyt dużo miejsc, które chciałbym zobaczyć. Ewentualny powrót do Meksyku będę musiał odłożyć na później.
Sosnowiec, 25.12.2007
|
strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6
oceń artykuł:
|
skomentuj artykuł:
|
komentarze do artykułu:
|
| | 2. | 2008-03-10 14:52:24 | gość:
| Dziekuje za dobre slowo:) Ja rowniez gratuluje!! a gdzie nastepny urlop?:)
Agata od Kurdow
|
| | 1. | 2008-02-19 19:57:59 | sa_coma
| Jestem pod wrażeniem:)Bardzo dokładnie opisujesz więc oczami wyobraźni można podążąć za Tobą. Wspaniała przygoda, tylko pozazdrościć. Czytałam z zachwytem /prawie jak W.Cejrowskiego/.
|
|
|
|
zaprzyjaźnione strony: bramkasms.com.pl - darmowa bramka sms;
smspower.pl - darmowa bramka sms,
doładowania,
logo dzwonki
gniazdka elektryczne
Legrand Valena, Osram, Philips inn. Najtaniej i najszybciej w sieci..
asbudhurtownia.pl
|
|
|