| Artykuły |
|
kategoria: Podróże>Azja | data dodania: 2008-02-20 |
|
autor: Paweł Zięba |
Imeruli w chaczapuri |
|
| ocena: 4.00 | przeczytano 2120 razy |
17.09
Nowy dzień – i znowu
deszcz. Tym razem postanowiliśmy pojechać do Gonio, kilka kilometrów na
południe od Batumi. Znajdować się tam miała starożytna twierdza, na terenie
której podobno został pochowany apostoł Mateusz Lewita. Po śniadaniu deszcz
zelżał i wydało nam się, że uda nam się zrealizować nasz plan. Dlatego też
złapaliśmy marszrutkę 142 i pojechaliśmy. Już w trakcie drogi deszcz robił się
coraz silniejszy, a gdy dojechaliśmy na miejsce nieźle lało. Przy okazji
okazało się, że zostaliśmy źle poinformowani przez pasażerów, którzy może nie
zrozumieli do końca, o co nam chodzi. W każdym razie przejechaliśmy zamek – na
szczęście kierowca się zorientował, zawrócił i wyrzucił nas pod bramą. No tak,
ale brama była zamknięta, a deszcz padał. Przewodnik uprzedzał co prawda, że
czasem trzeba zaczekać na stróża, ale ileż można czekać? Poza tym ja na miejscu
stróża doszedłbym do wniosku, że nikt w taką pogodę nie przyjdzie zwiedzać
zamku, siedziałbym gdzieś sobie wygodnie przed telewizorem lub z książką w ręku
i popijał herbatę.
Człowiek w kiosku po
drugiej stronie ulicy też nie wiedział, gdzie podziewa się ten stróż. Zamiast
więc zwiedzać, zatrzymaliśmy marszrutkę (tym razem 138) jadącą z powrotem do
Batumi. I w taki sposób zakończyliśmy zwiedzanie.
Potem nawet odrobinę
się rozpogodziło, na tyle, że mogliśmy połazić po mieście, a nawet pójść na
jakiś placyk zabaw. Odebraliśmy też od szewca sandałki Małgosi (5 lari). Obiad
zjedliśmy w tureckiej restauracji, których chyba ze względu na bliskość
tureckiej granicy jest w Batumi całkiem sporo.
Generalnie dzień
minął nam jednak dość nudno i mało aktywnie.
18.09
Ostatni dzień naszego
pobytu w Batumi okazał się całkiem słoneczny. Nie było może szczególnie
upalnie, a niebo było chwilami lekko zamglone, ale pogoda umożliwiała całkiem
przyjemne plażowanie. I z tej możliwości – rzecz jasna – skorzystaliśmy.
Najpierw jednak
poszliśmy zjeść śniadanie i wynieśliśmy się z hotelu Salome. Wcześniej
zadzwoniłem do hotelu Lavro, którego opis znalazłem w przewodniku (uwaga – jest
chyba jakiś błąd w numerze stacjonarnym, bo telefon odbiera jakiś staruszek,
który nie wie, o co chodzi, za to numer na komórkę jest prawidłowy). Miejsca
były.
Tak więc obładowani
bagażami ruszyliśmy do nowego hotelu. Nie było to daleko, może kilkaset metrów,
najwyżej kilometr.
Hotel znajdował się
właśnie w trakcie remontu. Na korytarzu hałasowała ekipa budowlana. Nam to
niezbyt przeszkadzało, bo nie mieliśmy zamiaru siedzieć w pokoju. Na wstępie
oznajmiliśmy, że potrzebujemy najtańszego pokoju, bo w istocie rzeczy nie
będziemy w hotelu nocowali, a tylko chcemy na kilka godzin dostać jakiś pokój.
Dostaliśmy zatem mały pokój ze wspólną łazienką za 20 lari.
Potem poszliśmy na
plażę. Gdy nam się znudziło, połaziliśmy po mieście, poszliśmy na plac zabaw –
i tak minął nam czas do wieczora.
W hotelu
odświeżyliśmy się i w oczekiwaniu na pociąg zrobiliśmy sobie drzemkę. O
wyznaczonej godzinie wyszedłem przed hotel i złapałem taksówkę. Z taksówkami w
Batumi nie ma większego problemu. Co więcej, większość z nich to radiotaksi z
taksometrem. Przejazd do stacji kolejowej w Machinddżauri kosztuje 5 lari lub
trochę więcej – w zależności od tego, skąd w Batumi wyruszamy.
Gdy dojechaliśmy na
stację, pociągu jeszcze nie było, ale czekaliśmy ledwie kilka minut – i wjechał
na stację. Do odjazdu było chyba jeszcze ponad 40 minut, ale pociąg był
podstawiany. I dobrze – bo dzięki temu mogliśmy spokojnie rozgościć się w
przedziale.
Przedział był
czteroosobowy. Początkowo jechaliśmy sami, wkrótce jednak dosiadło się do nas
dwóch młodych ludzi. Ponieważ poszliśmy spać, nie zdążyliśmy nawiązać z nimi
więzi socjalnych.
|
strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18
oceń artykuł:
|
skomentuj artykuł:
|
komentarze do artykułu:
|
|
|
|