PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 




  Artykuły

kategoria: Podróże>Azja data dodania: 2008-02-21      
autor: Agata Owczarek

Inny Kurdystan

ocena: 3.17przeczytano 209 razy


W trakcie czterotygodniowego pobytu w południowo-wschodniej Turcji spotkało nas już całkiem sporo atrakcji. Mieliśmy okazję odwiedzić ruiny starożytnych hetyckich miast, obserwowaliśmy na żywo produkcję sławnych tureckich dywanów, pływaliśmy łódką wzdłuż skalistych wybrzeży Morza Śródziemnego o niesamowicie przejrzystej, głęboko turkusowej, ale za to paskudnie słonej wodzie (podsumowanie Łukasza: "Ty...tak jak na filmach! Tyle, że w 3D!!"), wreszcie - przeżyliśmy wschód słońca na Nemrut Dag w towarzystwie 8-metrowych posągów, przedstawiających władcę okolicznych ziem w otoczeniu greckich oraz perskich bóstw (które to osobistości zostały wpisane na Światową Listę Dziedzictwa Kulturowego UNESCO).
Krajobrazy Anatolii, mnogość antycznych ruin, świadomość przebywania w miejscach, o których mówi Biblia – wszystko to zachwyca i nie pozwala się wkraść znudzeniu. Paradoksalnie tym, co nas do tej pory poruszyło najbardziej, nie były ani zapierające dech w piersiach widoki, ani unikatowe na skalę światową znaleziska, lecz kilkudniowy pobyt w zwyczajnej tureckiej wiosce...
Decyzja o wyjeździe na wschód zapadła dość spontanicznie. Na 2 dni przed wyjazdem, w trakcie wieczornej debaty z zaprzyjaźnionym tureckim małżeństwem (Sevinch i Muratem) wykrystalizował się plan wyprawy, w której w sumie miało uczestniczyć 8 osób – najpierw zdobędziemy szczyt Nemrut (to miał być gwóźdź programu), a stamtąd udamy się do rodzinnej wioski Murata. Jak pomyśleliśmy, tak też zrobiliśmy...
Sama podróż pociągiem w głąb Anatolii trwała prawie całą noc. Wieczorem pierwszego dnia wyruszyliśmy do celu wynajętym busem - samochodem można podjechać niemal pod sam szczyt Nemrutu (w praktyce oznacza to wysokość ok. 2000 m n.p.m.). Z jednej strony udostępnia to zabytkowy obiekt szerszemu gronu odbiorców, z drugiej jednak - pozbawia uczucia "zdobywania" i odkrywania go na własną rękę. Dziesiątki ludzi (niczym druidzi celebrujący wiosenne przesilenie) utworzyły pielgrzymkę maszerującą na górę tuż przed wschodem słońca. Dla tego, co nas tam czekało, rzeczywiście warto było zarwać noc: przed nami barwne show w wykonaniu Natury, za nami liczące sobie ponad 2000 lat monumentalne dzieła pracy rąk ludzkich, pod nami z kolei górski bezkres. W międzyczasie przypomnieliśmy sobie, co to w ogóle znaczy "marznąć".
Popołudniu tego samego dnia dotarliśmy do naszego kolejnego celu – niewielkiej wioski, położonej w dolinie w pobliżu Besni. Tu się dopiero zaczęło...
Nasz środek lokomocji odjechał wzbijając tumany kurzu na piaszczystej drodze, zostawiając nas niedowierzających w zastaną rzeczywistość. Dookoła malownicze wzniesienia pokryte wapiennymi skałami i porośnięte kolczastymi krzewami. Obok przejeżdża autochton na osiołku, żwawo wymachując przed sobą nogami. Drugi osioł z pobliskiej zagrody wita nas donośnym rżeniem. Wkraczamy w teren "zabudowany" – pniemy się ku górze, mijając ciekawe spojrzenia tubylców (głównie kobiet, odzianych w szarawary i nieodłączne chusty, oraz dzieci). Zanim dotrzemy do domostwa wujków Murata, musimy odwiedzić jego ciotki i babcię (za każdym razem obcałowując się z domownikami hurtowo). Naszym celem jest najwyżej położony dom. Od samego początku czujemy się jakby przeniesieni w czasie: gliniane domy, zagrody dla kóz i owiec pośród skał, prowizoryczne bramy. Oględziny wnętrza budynków są jeszcze większym zaskoczeniem. Za całe umeblowanie służy kredens, półka kuchenna i może jedno czy dwa krzesła (których w zasadzie i tak nikt nie używa) - funkcję stołów, krzeseł i łóżek z powodzeniem pełnią kilimy (dywany) i wszelkiego rodzaju poduszki. Bliskowschodnim zwyczajem, praktykowanym od starożytności, noc spędza się tutaj na dachu. Za dnia życie toczy się w pozycji "po turecku" – a jakżeby inaczej? Ściany każdego z pomieszczeń ozdobione są mniejszymi dywanikami i czasem fotografiami najstarszych z rodziny. Kuchnia jest bardziej spiżarnią niż kuchnią w naszym tego słowa znaczeniu. Gotowanie odbywa się bowiem przy drzwiach wejściowych – cały osprzęt to wnęka w ścianie i "ruszt". Za opał służą gałązki krzewów, które mogą być zbierane jedynie w specjalnie wyznaczonym terminie. Niewiarygodnym się wydaje, że te rzadkie karłowate zarośla są tutaj jedynym źródłem energii cieplnej. "Łazienka" znajduje się w plenerze... rolę toalety pełnią "kryjówki" w pobliskich skałach, ale i tutaj obowiązuje pełna higiena – każdy zamiast papieru zabiera ze sobą dzbanek napełniony wodą (po którymś razie można to nawet polubić...).
Zaraz po naszym przybyciu stykamy się z turecką gastronomią – na wstępie obowiązkowo ajran, czyli jogurt wymieszany z wodą i z solą (brzmi podejrzanie, ale naprawdę skutecznie gasi pragnienie). Niedługo potem potwierdza się to, co do tej pory traktowałam jako dowcip – oni naprawdę chcą na nasze przybycie zabić kozę!!! Cały "zabieg" odbywa się tuż za domem, wśród skał, pod drzewem. Cała męska część naszej drużyny z zaciekawieniem aktywnie w niej uczestniczy – a to któryś przytrzyma głowę, a to pomoże obedrzeć ze skóry... Płeć bardziej wrażliwa dołączyła na sam koniec - kiedy na gałęzi wisiało już praktycznie samo mięso a rzuconym obok żołądkiem bawiły się dzieci (dobierały się również do głowy, ale wtedy zainterweniowali dorośli).
Kolację (czyt. rzeczoną kozę) spożyliśmy na dachu, po czym długo w noc rozmawialiśmy z gospodarzami za pośrednictwem Sevinch. Zasypywaliśmy ich pytaniami o szczegóły codziennego życia, o tradycje, o przeszłość – słowem o wszystko, co mogło przybliżyć nam nowopoznaną kulturę. Cierpliwie, a może nawet z zadowoleniem, przyjmowali naszą dociekliwość. Szybko okazało się, że siedzący przed nami Turcy to Kurdowie... i że jedno wcale nie wyklucza drugiego.


strona: 1 | 2

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


1. 2008-03-03 02:31:30
kalapattar
Gratuluję podwójnie! Primo, Twój artykuł okazał się lepszy od mego. Secundo, jest naprawdę DOBRY. :)) Czytałem to i przypominały mi się moje spotkania z Kurdami nad Vanem. Mam o nich podobne zdanie



  Turcja

Informacje o kraju: Turcja
Flaga - Turcja








© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: blogi z podróży, smspower.pl - darmowa bramka sms