PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 




  Artykuły

kategoria: Podróże>Azja data dodania: 2008-02-21      
autor: Agata Owczarek

Fortece Saladyna, sok z bambusa i bałwan na pustyni, czyli Syria zimową porą.

ocena: 2.76przeczytano 289 razy


Profesjonalne ostrzenie noża na bazarze w Aleppo
Ledwie wsiedliśmy do busa i jakaś anonimowa ręka z tylnych siedzeń podaje nam kawałek syryjskiego chleba. Nie ma złudzeń - dwójka blondynów nie pozostanie niezauważona w kraju arabskim... Ten miły akcent gościnności rozpoczął naszą podróż po kraju, w którym na zmianę czuliśmy się jak w filmie o Indiana Jones i Legii Cudzoziemskiej.
Syria to już prawdziwy Bliski Wschód – arabskie napisy, panowie w galabijach (dostojnych, arabskich "sukniach"), z chustami na przeróżne sposoby owiniętymi wokół głowy, kobiety w welonach zakrywających całą twarz, do tego palmy, daktyle i benzyna - tania aż do przesady (czasami tańsza nawet od wody...). Beduin na motorze przemyka obok swojego odpowiednika na ośle a umorusane dzieciaki biegają z kubłami pasty w roli pucybutów. Obcokrajowcom wszędzie w tym kraju towarzyszy szczere "welcome", z którego tchnie dumą i gotowością do pomocy.
Nas do Syrii zwabiła na pierwszym miejscu ciekawość arabskiego świata – strojów, napisów w języku, który wydaje się nie do rozszyfrowania, pustynnych krajobrazów. Ale powodów, by odwiedzić ten kraj jest znacznie więcej: tędy przepływa Eufrat, nad którym rozwijały się wielkie cywilizacje, tędy wędrowały karawany z dalekich Chin i Indii, to te właśnie miejsca opisane są w Biblii. W toku podróży nieustannie stykaliśmy się z ich barwną przeszłością. W Damaszku nadal jest wiele miejsc, w których od czasów biblijnych jakby niewiele się tam zmieniło – może poza tym, że sprzedawcy bułek posługują się dzisiaj rowerami. Ciągle funkcjonuje tu wspomniana w Biblii ulica Prosta i grota, w której Ananiasz uzdrowił św. Pawła – dziś odprawia się tam msze po arabsku. Równie ważne jest to miasto dla muzułmanów – do meczetu Umayyad przybywają pielgrzymki m.in. z Iranu, Indonezji, Bangladeszu. W górach otaczających stolicę uchowała się wioska o dźwięcznej nazwie Ma’alula, gdzie nadal używa się języka aramejskiego – tego samego, którym posługiwał się Jezus. (Tam też mieliśmy styczność ze śniegiem – wykorzystaliśmy tę okazję do ulepienia bałwana w wersji arabskiej, z wąsami i z chustą zamiast garnka.) Pod Aleppo z kolei wśród ruin starożytnej bazyliki stoi fragment filaru, na którym Szymon Słupnik spędził 38 lat swojego życia. Na środku pustyni zachowały się do dziś pozostałości starożytnej Palmyry, która swoje bogactwo zawdzięczała wędrującym karawanom. Niesamowite, że potrzeba kilku godzin jazdy autobusem przez pustynię, żeby dotrzeć do miasta, które ongiś było wiodącą siłą w regionie. Dzisiaj, mimo upływu 2 tysięcy lat, jego ogrom nadal robi wrażenie. Piaskowe kolumny zlewają się z tłem pustyni, tu i ówdzie wystają fragmenty dawnych fortyfikacji – tutaj właśnie stają przed oczami sceny z "Legii Cudzoziemskiej". To miejsce stało się też sceną naszego przypadkowego spotkania z polską reprezentacją sił pokojowych ONZ we własnej żołnierskiej osobie (ku mojej radości niektórzy z chorążych wiedzieli nawet, gdzie jest Głowno!). Kolejnym etapem w dziejach, który odcisnął na Syrii swoje piętno, są średniowieczne krucjaty. Zamki z tamtych czasów nie tylko nadal stoją niewzruszone na wzgórzach, ale nawet do niedawna były zamieszkiwane przez Arabów!
Zabytków w Syrii, trzeba przyznać, nie brakuje... ale to nie one były dla nas największą atrakcją. Najbarwniejsze okazały się te miejsca, które nadal żyją – tak jak dla przykładu syryjskie bazary... Godzinami można po nich wędrować, chłonąc atmosferę Orientu. Stoiska z kolorowymi przyprawami, piramidy ułożone z kostek szarego mydła, belki materiałów, kramy z chustami albo samymi tylko laskami, głowy owiec... W odróżnieniu od Wielkiego Bazaru w Stambule, nie są one atrakcją turystyczną, ale rzeczywiście pełnią funkcję zaopatrzeniową dla całej okolicznej ludności. Supermarkety zdecydowanie są tu zbędne. W jednym miejscu można kupić oliwki, koszulę i części do pralki. Uroku bazarom dodają kupcy, poruszający się po wąskich, zatłoczonych uliczkach na osiołkach, wymachując przy tym z rozmachem nogami. Wystarczy zboczyć nieco z utartego bazarowego szlaku, by znaleźć się na dziedzińcu meczetu albo urokliwym podwórku z arkadami, które handlowcy zaadaptowali na składy dla swoich towarów. Planując zakupy na takim targowisku, nie należy zapominać, że to piątek, a nie niedziela, jest dla muzułmanów dniem świętym (my nie pamiętaliśmy...). W tym względzie Syria jest od Turcji znacznie bardziej konserwatywna, w związku z czym w piątki bazar świeci pustkami, a wszelkie urzędy są pozamykane.
Niewątpliwie do podróżowania po Syrii zachęcają bajeczne ceny. Tanie paliwo sprawia, że bilet autobusowy na 250-kilometrową trasę kosztuje 5 zł, ogromne ciastka tortowe u cukiernika czy pyszne lody posypane pistacjami to koszt rzędu złotówki, podobnie jak świeże soki (np. z bambusa) sprzedawane na rogu (w takich warunkach można prowadzić zdrowy styl życia...). Tym z kolei, co do podróży po Syrii może zniechęcać, jest jej zawikłana sytuacja polityczna. Nie można powiedzieć, by był to kraj niebezpieczny. Warto mieć jednak na uwadze stosunki Syrii z Izraelem, które są, delikatnie rzecz ujmując, zaognione – przede wszystkim ze względu na izraelską okupację Wzgórz Golan (regionu ważnego ze strategicznego punktu widzenia – cytując za polskimi żołnierzami ONZ: "Kto ma Wzgórza Golan, ten może zająć albo Tel Awiw, albo Damaszek"). Regularnych starć co prawda dawno już nie było (żołnierze narzekali nawet na brak akcji...), jednak nadal Syryjczycy nie wpuszczają do kraju posiadaczy izraelskiej pieczątki w paszporcie – dotyczy to również turystów. Ze względu na zapalczywy arabski temperament, lepiej w Syrii pozostawiać temat Izraela nieporuszonym.
Tym, co nas poruszyło najbardziej z czysto geograficznego punktu widzenia był na pierwszym miejscu widok oazy na pustyni w Palmyrze i niezwykłości pogodowe, jakich tam doświadczyliśmy. Zaczęło się niewinnie, od chmur na niebie. Kolejnego ranka świat za oknem wyglądał jak po wybuchu bomby atomowej, bo cały w żółtych odcieniach – oto zetknęliśmy się z prawdziwą burzą piaskową... Z początku nawet tak bardzo nie wiało, ale w powietrzu było tyle pyłu, że nie wiadomo kiedy dostawał się do oczu i osiadał na zębach. Wichura rozpętała się nieco później, a wtedy już żadna chusta nie była w stanie ochronić twarzy przed bezlitosnymi uderzeniami szorstkich ziaren pustynnego piasku (mimo okularów przez kilka kolejnych godzin nie można było się go całkowicie pozbyć z oczu). Ale najciekawsze nastąpiło jeszcze dnia następnego, kiedy to w Syrii, pustynnym kraju na Bliskim Wschodzie, zastała nas regularna śnieżyca. Zdecydowanie nie takiej aury się tam spodziewaliśmy! Dotarły nas również słuchy, że w tym czasie w Jemenie zdarzyły się powodzie (powodzie!!!), jakich od wielu dziesięcioleci nikt w kraju nie widział. W ten oto sposób runął w naszej wyobraźni obraz rozpalonego słońcem, wiecznie upalnego bliskowschodniego świata arabskiego... Trzeba przyznać, że pierwsze nasze kroki po syryjskiej ziemi były niepewne, a nawet nieufne. Do tej pory nasza "styczność" z Arabami ograniczała się do skojarzeń z terroryzmem oraz pogłosek o ich temperamencie czy stosunku do kobiet. Nasze obawy opadły po kilku pierwszych zaofiarowanych herbatach, rozmowach ze studentami i młodymi imamami (islamskimi duchownymi), wielu uprzejmych "welcome", ciekawskich, ale serdecznych spojrzeniach czy wreszcie po przejażdżce na wielbłądzicy z Beduinem, który pała sympatią do Polaków i dlatego postanowił zabrać nas do swojego ogrodu z palmami... (swoją drogą rzeczony Beduin okazał się zwycięzcą zeszłorocznego wyścigu wielbłądów, wydarzenia słynnego na cały Bliski Wschód – ponoć rozwija prędkość do 60 km/h, ale my ograniczyliśmy się do lekkiego kłusu).
Mimo wielu momentów, w których cieszyliśmy się niewymownie, że jednak przyszło nam żyć w europejskim kraju, np. kiedy słuchaliśmy wynurzeń Araba o procederze "kupowania" żony czy kiedy po raz kolejny przytłaczał nas widok rozrzucanych niedbale śmieci, na wspomnienie pobytu w Syrii dźwięczy jednak ciepłe "As-selam al-lajkum", przywołujące kraciastą arafatkę, piaskowe barwy miast i śnieg pustyni.



strona: 1

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


  Mapapowiększ 

  Syria

Informacje o kraju: Syria
Flaga - Syria








© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: blogi z podróży, smspower.pl - darmowa bramka sms