PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 




  Artykuły

kategoria: Podróże>Afryka data dodania: 2008-02-21      
autor: madzialla,

Stopem przez Mozambik...

ocena: 4.09przeczytano 365 razy


Nasza łódka wolno suneła po spokojnych wodach jeziora Malawi. Lekki wiatr napinał żagiel i pchał ją do przodu. Za nami została Likoma Island, a przed nami rozpościerał się widok na kolejny kraj na naszej trasie – Mozambique. Po 2 godzinach dotarliśmy do brzegu. Wyskoczyliśmy na brzeg, żegnając się z lokalnymi, którzy zmierzali dalej. Do Cobue, gdzie mieliśmy dostać wizy było 10 km. Zarzuciliśmy plecaki i ruszylismy w drogę brzegiem jeziora. Ludzie witali nas radosnym: Bon dia. Biali, z plecaki są tu rzadkością. Wiekszość turystów zmierza bezpośrednio do Cobue, a nie tak jak my dalej na północ. Matki wyciągały z domów przestraszone dzieci i pokazywały nas niczym małpy w zoo. Każdy chciał z nami zamienić choć kilka słów, a my przecież nie znaliśmy portugalskiego. Pomimo tego, łamanym hiszpańskim też jednak byliśmy w stanie się dogadać.



W Cobue wizy dostaliśmy bez problemu, szczególnie że przynosiliśmy pozdrowienia dla jednego z celników od jego starej znajomej. Problemem okazał się dalszy transport. Mieliśmy do wyboru albo wynająć łódź, co ze względu na koszty odpadało, albo wyruszyć na 3-dniową, pieszą wyprawę przez góry do głównej drogi. Rano jednak uśmiechnęło się do nas szczęście. Udało nam się złapać stopa. Wraz z grupą hiszpańskich turystów zabraliśmy się ich ciężarówka . Wycieczka ta była organizowana po raz pierwszy i ze względu na zły stan drogi, również po raz ostatni. Przebycie 70 km odcinka trasy zajęło nam cały dzień. Była to jednak ciekawa przygoda. Kilka razy musieliśmy odkopywać Deborę (ciężarówkę), a także pchać ją. Radośni Hiszpanie umilali nam czas i nie tracili optymizmu nawet mimo gorąca i trudu wyprawy. Pożegnaliśmy się z nimi w Metanguli, gdzie dołączyliśmy do grupy mozambijskich harcerzy. Wspólnie przygotowaliśmy posiłek i wymieniali doświadczenia.



Następnego dnia ruszyliśmy dalej na pace ciężarówki. Noc spędziliśmy w przydrożnym burdelu. Właściciel z podejrzeniem patrzył na trójkę białych: dwie kobiety i faceta, którzy chcieli jeden pokój na całą noc. Zgodził się pod warunkiem, że jedno z nas będzie spać na podłodze.
W południe dotarliśmy do Cuamby. Stąd kilka razy w tygodniu odjeżdża pociąg do Nampuli. Kupiliśmy najtańsze bilety i ruszyliśmy na zwiedzanie miasta. Niestety, po godzinie nie mieliśmy już co robić. Razem z poznanym tu Amerykaninem wzięliśmy udział we Mszy po portugalsku i wróciliśmy na stację. Pociąg odjeżdżał wcześnie rano, a wpuszczać do niego mieli już o 3. Dostaliśmy pozwolenie, żeby przenocować na dworcu w poczekalni. Rozłożyliśmy więc nasze karimaty i śpiwory, i udaliśmy się w objęcia Morfeusza. Obudziły nas głosy. Ludzie zaczęli formować kolejkę już o 1. Byliśmy daleko na jej końcu. Razem z Eweliną postanowiłyśmy wziąć strażników na litość. Jeden z nich obiecał nam, że nas wpuści bez kolejki. Czekałyśmy więc, starając się wyglądać jak najbardziej żałośnie. Nie było to wcale takie trudne. Brudne, zmęczone i z desperacją w oczach... któż by się nad nami nie ulitował. Wbrew naszym obawom nie było tak źle, nie to co w Zimbabwe. Ludzie nie cisnęli się i większość zajęła miejsca siedzące. W czasie podróży ze wschodu kraju na wybrzeże nawiązaliśmy liczne znajomości z lokalnymi. Jedzenie kupowaliśmy przez okno, a nasze nogi dziobane były przez kury umieszczone pod siedzeniami.


strona: 1 | 2

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


  Mapapowiększ 

  Mozambik

Informacje o kraju: Mozambik
Flaga - Mozambik








© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: blogi z podróży, smspower.pl - darmowa bramka sms