PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 




  Artykuły

kategoria: Podróże>Australia data dodania: 2008-06-02      
autor: Gacus,

Australia!!!

ocena: 3.16przeczytano 2524 razy


17.VIII.2006 Mamy furę!!!

Mamy furę!!! Ford Falcon, 1990 r., 3.9 L, station wagon, można swobodnie z tyłu się kimnąć. Udało nam się kupić go za 1500 AUD (3600zl), choć właściciele (młoda angielska parka podróżująca po świecie) chcieli za niego 2200 dolarów. Nie byle z nas chłopki, zażądaliśmy wizyty w warsztacie. Tam niezrozumiały dla mnie zupełnie Australijczyk wyliczył: cieknący olej z silnika, mogący uszkodzić pasek klinowy, niedziałająca A/C, nie kontaktujące od czasu do czasu światła stopu i grożącą wybuchem i natychmiastowym przedziurawieniem jedną oponę. Zbiliśmy więc cenę do wspomnianych już półtora tysiąca, silnik już naprawiony (480 AUD - w tym ponad 300 to robocizna - te dranie biorą tu 150 zł za godzinę roboty, nic tylko przyjeżdżać i warsztat zakładać), elektrykę naprawił doktor (Marcin), a na opony pójdzie 220 AUD. Furka jak nowa, koszt więc zamyka się kwotą 2200 AUD, powinna pójść od ręki na końcu naszej podroży... Oby, bo nie będzie za co do domu wracać. Jednakowóż reasumując: ja, Jacek Gabryś, zostałem właścicielem Forda Falcon, zarejestrowanego w Zachodniej Australii, miasto Perth! Proces ten zajął nam około 10 minut, bo tyle tutaj zajmuje wypełnienie dwóch formularzy. No i nie trzeba stać na Powstania Warszawskiego w Urzędzie Komunikacji... Jutro więc w końcu ruszamy, czas nas goni, przez kilka dni będzie Outback, następna relacja więc pewnie dopiero za 3-4 doby.

Dzień, zwykły dzień


Wczoraj było o Aborygenach, dziś parę zdań o białych Australijczykach. Niektórzy z nich tez chodzą boso, dziś paru takich widzieliśmy w supermarkecie (gdzie notabene przeszukujemy najniższe polki z Woolworths Value artykułami, miejscowa odmiana Tesco Value), jedzenie jest tu nawet droższe niz. w Anglii, a rekordy bija banany, które kupuje się za równowartość... 28 Zł!! Za kilo. Australijczycy z reguły chrzanią wszelkie kanony mody, po ulicy, co chwile paraduje typ pokroju Krokodyla Dundee'go. Australijki to z kolei bardzo otwarte dziewczęta, wpadliśmy wczoraj do baru pokroju naszej Świniarni na chwile, przy wyjściu, co najmniej ze 3 usiłowały nas w środku zatrzymać. No, ale my, porządni chłopcy z Polski, nie możemy zawierać znajomości z obcymi dziewczętami:) I jeszcze tylko dwa, niusy: 1. Z życia Polonii w Darwin - jest ich tu ok 50 osób, ale podzieleni na dwa obozy, jeden obóz skupił się koło honorowego konsula Polski, który jest Australijczykiem, drugi obóz uważa, ze konsul powinien być z urodzenia Polakiem... 2. Z życia Polonii w sułtanacie Brunei (okolice Malezji): jest ich tam 6 sztuk i wymieniają się miedzy sobą kasetami VHS z nagraniami przysyłanych z Polski odcinków przygód w szpitalu w Zielonej czy Leśnej Górze ("Na dobre i na złe"):) - to ich główna działalność.

Aha, kilka z pozycji długiej listy przedmiotów, które otrzymaliśmy przy zakupie samochodu: makaron. Czajnik, sznurek na pranie, 4 L oleju silnikowego, mydło w płynie, namiot, kuchenka, 2 płytkie talerze, płetwy, lodówki, deska do prasowania:) i wiele innych. Dobra, trzeba ruszać w teren, a nie chrzanić na necie. pozdro

To zdjęcie jest już znane


18.VIII.2006 Pokonujemy bezdroża naszym Falconem

1850 km Falconem za nami. Jesteśmy w Alice Springs, w samym środku Australii. Po drodze czyhały na nas niebezpieczeństwa, ale daliśmy radę. Pierwsze z nich to nawet 50-metrowe pociągi drogowe, czyli long-tiry, najdłuższy, jaki chciał nas zepchnąć z drogi (pęd powietrza) ciągnął za sobą 4 przyczepy. Zmuszeni podróżować przez noc (mały delay), mieliśmy coś na kształt gry na PlayStation - jak nie uszkodzić skaczących przez drogę kangurów, przy tym nie uszkodzając Falcona. Głupie zwierzęta przeskakiwały przed maską co jakieś 50 km, ale Falcon ciągnął do przodu, zgrabnie lawirując pomiędzy nimi. Dziś na ostatniej prostej, przed Alice (czyli jakieś 200 km prostej...) wybuchła przy prędkości 120 km/h tylnia opona. Lata mojej pracy na tirach (nie mylić z tirówkami) nie poszły na marne - udało się wyhamować samochód, choć mocno nim zarzucało. Wspólnie z mechanikiem Marcinem szybko w środku pustyni usunęliśmy defekt, ale z opony zostało na prawdę niewiele:/

Wymiana opony w Outbacku fajna jest


Trzeba wspomnieć jeszcze o krokodylach, na szczęście tych słodkowodnych, czyli jak piszą w LP, niegroźnych dla ludzi. Parę kąpieli z tymi stworzeniami w Litchfield National Park (masa ukrytych wśród skał wodospadów) odcisnęło na nas potężne piętno:) Do tego Kathrine Gorge Park (mlodszy kuzyn Kanionu Kolorado) i towarzyszący nam ciągle pomarańczowo-czerwony kolor ziemi, pustyni, buszu, no i znaki ostrzegające przed kangurami i krokodylami powodują, że mamy mega-mega przygody, a Australia awansowała już u mnie na pierwsze miejsce najbardziej fascynujących miejsc, jakie kiedykolwiek widziałem. Na razie zmykamy na kemping, jutro z rana Uluru-Ayers Rock!

Litchfield National Park


Buszmen z australijskiego buszu


Sił nie brakuje


22.VIII.2006 Podziemny camping w Coober Pedy

Coober Peddy - straszne miasto


Jesteśmy w Coober Pedy. Światowa stolica wydobycia opali może swobodnie aspirować do miana najmniej przyjaznego miejsca na ziemi. Mimo że jest środek zimy, temperatura na zewnątrz wynosi 35 stopni, do tego wszystko spowite jest pyłem, kurzem i drobinami z hałd powydobywczych. Pylica murowana. Ludzie uciekają więc pod ziemię, około 50 % populacji żyje pod powierzchnią Coober Pedy. Są tu zbłąkane dusze z całego świata, łudzące się wielkim i szybkim zyskiem, a de facto w okropnych warunkach spędzają tu po kilkadziesiąt lat, dorabiając się co najwyżej Falcona i przewlekłego kaszlu. Po nocy spędzonej na podziemnym kempingu i obejrzeniu miejsc, gdzie kręcono sceny z Mad Maxa (Crocodille's House) trzeba uciekać na południe.

W Crocodille House spotkaliśmy Mad Maxa


Słów parę jeszcze o dniach poprzednich. Udało się dotrzeć na zapasowej oponie do Ayers Rock (czyli tzw. najbliższy warsztat był 600 km od miejsca awarii). Ayers Rock, zwany tez Uluru, każdy zna. My tez widzieliśmy go wcześniej na fotach, folderach z pareset pewnie razy, ale gdy przyszło zobaczyć go w promieniach zachodzącego słońca, a na II-gi dzień dotknąć go swoim paluszkiem, szczeny solidarnie opadły nam w dół (polecamy jakbyście byli przypadkiem w okolicy). O skale jeszcze przyjdzie napisać. Inną atrakcją są Kata Tjuta, olbrzymie kilkuset-metrowe głazy, które sterczą na środku pustyni. Obie te atrakcje są miejscami kultu Aborygenów, ściśle zakazane jest na nie wspinanie, choć nam takie myśli przez głowę przechodziły. Jedno co daje nam się tu porządnie we znaki, to zimno - w dzień bywa pod prawie 35 stopni, w nocy temperatura spada do zera, a my w śpiworach przystosowanych do Mazur we wrześniu. No i te cholerne pociągi drogowe - mimo że czasem nie jedzie nic przez godzinę, to, gdy wyprzedzasz już zagubionego gdzieś trucka te cholerne stworzenia pojawiają się za zakrętem i pędza na Ciebie z prędkością 120 km/h. Razem z Marcinem już po razie ledwie umknęliśmy z życiem. A u Falcona stuknęło 3600 km.

King's Canyon nieopodal Uluru


Ładne głazy nieopodal Uluru


Szargają świętość, wchodzą na Uluru




strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


7. 2010-04-26 13:04:32
gość: kasiek
Super!!! Zastanawiamy się właśnie nad emigracją do Australii. Wiadomo... drugi koniec świata, daleko od rodziny, a tutaj mamy mieszkanie i pracę (na razie) i trochę szkoda to wszystko zostawić bo lubimy nasze życie tutaj i Polskę... ale myślę, z jeszcze bardziej polubimy Australię i nasze nowe życie tam. A wasza relacja z podróży jeszcze bardziej optymistycznie nastawiła mnie do wyjazdu na antypody :). P.S. nasze dziecko na pewno będzie mówiło po Polsku i znało historię Polski :) trzeba pamiętać kim się jest !


6. 2009-11-27 18:35:42
gość:
Miło nam, że to była dla was inspiracja :) Australia jest cool...


5. 2009-11-09 00:44:38
gość: kłobuk
dzięki tej relacji odbyłem podróż po Australii,dzięki Panowie:)


4. 2009-07-13 18:33:38
gość:
chlopaki super relacja,bravo,jestem z Kielc i chce do australii nie leciec zwiedzac tylko mieszkac,ale wielki szacun do Was!! na pewno super doswiadczenie,ja za rok jak tylko skoncze inz to pisze IELTS'a,moze dostane wize i lece,pozdrawiam!!


3. 2009-04-25 18:47:45
gość: tobe
i znowu nakrecilem sie wyjazdem do krainy oz ;)


2. 2008-12-15 11:37:01
gość: Equilibri
Właśnie takiego sprawozdania z Australii szukałem, szacunek za wytrwałość i organizacje, Pozdrowienia


1. 2008-08-15 16:54:50
gość: handy
wow...ślicznie tam :) mam nadzieję że też kiedyś zobaczę to wszystko na własne oczy :D


  Mapapowiększ 

  Australia

Informacje o kraju: Australia
Flaga - Australia








© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: blogi z podróży, smspower.pl - darmowa bramka sms