PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 




  Artykuły

kategoria: Podróże>Australia data dodania: 2008-06-02      
autor: Gacus,

Australia!!!

ocena: 3.17przeczytano 2524 razy


22.VIII.2006 Outback - spostrzeżenia własne

To znowu my. W Coober Pedy nie jest tak źle. Znaleźliśmy właśnie darmowy Internet w centrum informacji turystycznej (tak, też to tutaj mają). Wracając raz jeszcze do Alice Springs: spokojnie można nazwać to "miasto": middle of nowhere. Kolejne większe skupisko ludności oddalone jest o 1500 km (Darwin na północ, Adelaide na południu), ale mają tam HUNGRY JACK's i bynajmniej nie chodzi tu o Jacka, który notabene też chodzi wciąż głodny, a o Burger King's, który przyjął tu taka nazwę (Whooper po 3,80 AUD). Generalnie fast fudy podobnie jak w Stanach są najtańszym miejscem, gdzie można cos "zjeść". Mamy już dosyć, wiec czasami pozwalamy sobie na odrobinę luxusu, zamawiając w przydrożnym barze kiełbaski z kangura (smakują jak zmielone zrazy). Reasumując: Alice Springs to prowincjonalna, zapadła dziura, której atutem jest bliskość Uluru (to tak jakby Wawa była centrum wypadowym w Tatry). Około 100 km przed Alice mija się Zwrotnik Koziorożca, ale żadnych specjalnych emocji to nie wywołuje. Przy drogach widuje się często również potrącone zwierzaki i niestety nie leżą one odpoczywając. Szkoda szczególnie kangurów, no ale tak to jest, jak widząc nadjeżdżający samochód skacze się radośnie pod jego koła. Są też rozkładające się krówki, ale przemilczmy ten temat ze względu na rozchodzący się z nich przykry, powiedzmy szczerze, paskudny zapach.

Rentierzy w Uluru


Na trasie małe zajazdy i stacje, co 100km (rekordowo widzieliśmy znak "next service 250 km", a regionalne maximum to 530). Uluru to inna bajka. W pobliżu znajduje się lotnisko, gdzie bogaci rentierzy przylatują na dzień lub dwa strzelić sobie fotę z wynajętym Lamborghini na tle Ayers Rock. Z reguły odstawiają te szopkę o zachodzie słońca, gdyż o wschodzie (6:40 am) już by im się za bardzo nie chciało. Magia barw i kolorów powala, ale to przekażemy na zdjęciach. Bo ciężko nam to opisać czarną czcionką. Jeżdżąc po Outback'u szybko przyjmujemy kolor otoczenia - brunatno-pomarańczowy. Ciężko to domyć, ale może w domu szczotka drucianka pomoże. Cóż, takie życie globtrotera... Ciekawostką są zwyczaje drogowe - z powodu skrajnie niskiego ruchu pozdrawiają się dłonią wszyscy kierowcy. No prawie wszyscy, bo kierowniczki boja się puścić koło, ale to tylko nasza szowinistyczna dygresja. Na Terytorium Północnym nie ma ograniczeń prędkości, ale ciężko jest sobie wyobrazić zderzenie z kangurem przy prędkości 315 km/h, bo takie testy przeprowadziło ostatnio tu Porsche. Mimo nużących prostych i leniwie uciekających kilometrów, Outback fascynuje swą dzikością i pustką. Polecamy taka formę podróży. Do galerii poznanych zwierzaków dołączamy psa dingo, który biegał po naszym kempingu i pospolitego królika, który ledwie z życiem umknął spod rozpędzonego Falcona. Teraz jedziemy do Adelaide. To tylko rzut beretem, bagatela 950 km. Hasta pronto!

Kiełbaski z kangura


Zwrotnik, yy, niech sprawdzę... Koziorożca


23.VIII.2006 Adelaida u Paula'a: wino, samoloty i impreza

Jest 20:30. Ostatnie przygotowania do wieczornej imprezy, którą na naszą cześć wydał drogi gospodarz, Paul, który oprócz podejmowania nas w Adelaide (1,1 mln mieszkańców) trudni się również prowadzeniem największego w tym mieście klubu. 800 osób już mrozi szampany żeby powitać podróżników z dalekiej Europy i jeszcze dalszej Polski. Początki nie zapowiadały takiego obrotu spraw. Zamieszkaliśmy w przydomowym garażu dosłownie 100 m od pasa startowego międzynarodowego lotniska w Adelaide City. Boeingi 777,767 prawie przylizują nam zakurzone fryzury z Outback'u. Paul i jego dziewczyna to przebojowi 30-latkowie. On - nightlife events manager, ona - personal traineer, jak sami się przedstawili. Wyznają maksymę: "no stress, do what you feel you should do" i tak jak reszta Australijczyków chodzą z uśmiechem na twarzy, powtarzając w kółko "no worries mate". Poza imprezowaniem dużo zwiedzamy... np. winnice gdzie próbujemy różnych roczników tzn. Marcin testuje, a Jacek prowadzi furę i robi zdjęcia zagubionych owieczek.

Barrosa Valley


Okolica ta, słynąca z produkcji znakomitego australijskiego wina, to Barossa Valley - krajobraz to mikstura francuskiej Prowansji, szkockich wrzosowisk i niemieckiego porządku - prawdziwa kraina miodem i mlekiem (lub winem) płynąca, w której spędziliśmy prawie 6 godzin. Jeszcze jedno słowo o winach. Region południowej Australii słynie z wyśmienitego szczepu winogron - Chiraz (choć przez niektórych sommelier'ów uznawany za zbyt cierpki do smakowania). Poza Chiraz'em jest i Merlot a także znany i lubiany przez rzesze fanów win Cabernet Souvignon. Podczas gdy Jacek obmyślał plan dalszej podroży, Marcin, znany salwatorski sommelier nie odmówił sobie skosztowania kilkunastu roczników i mieszanek różnych gatunków oraz pogawędzenia sobie z Weinmaedchen o produkcji, zbiorach i najlepszych bukietach win. Ciekawostką jest to, że Barossa Valley, wielki konkurent francuskiego regionu Bordeaux jest w dużej mierze zamieszkała przez potomków niemieckiej imigracji sprzed II-giej wojny światowej. Dlatego nie dziwi uderzające podobieństwo lokalnych mieszkańców do naszych sąsiadów zza Odry. I jeszcze tytułem wyjaśnień. Jak zdradził nasz opiekun z krakowskiego centrum dowodzenia wyprawą, Łukasz Pilch, podróżowaliśmy przez prawie 5 tys. km z dwiema Niemkami. Podróżowaliśmy to niedobre słowo, okazały się być bardzo niekomunikatywne, nam tez jakoś nie szło, wiec po prostu jechały przez 5 tys. km na tylnym siedzeniu. Podróżując po wielu miejscach trzeba przyznać, że nam Polakom i innym nacjom tego regionu fantazji nie brak - w przeciwieństwie niestety często do zachodnich turystów, którzy pozwalają sobą przerzucać jak workami ziemniaków. No nic, nadmiar euro rozleniwia i ogłupia człowieka. OK, może przesądziłem, to były fajne dziewczyny Marcin tu podpowiada. Vamos a party! Jutro ciąg dalszy relacji z Adeli!

Średnie te Niemki




strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


7. 2010-04-26 13:04:32
gość: kasiek
Super!!! Zastanawiamy się właśnie nad emigracją do Australii. Wiadomo... drugi koniec świata, daleko od rodziny, a tutaj mamy mieszkanie i pracę (na razie) i trochę szkoda to wszystko zostawić bo lubimy nasze życie tutaj i Polskę... ale myślę, z jeszcze bardziej polubimy Australię i nasze nowe życie tam. A wasza relacja z podróży jeszcze bardziej optymistycznie nastawiła mnie do wyjazdu na antypody :). P.S. nasze dziecko na pewno będzie mówiło po Polsku i znało historię Polski :) trzeba pamiętać kim się jest !


6. 2009-11-27 18:35:42
gość:
Miło nam, że to była dla was inspiracja :) Australia jest cool...


5. 2009-11-09 00:44:38
gość: kłobuk
dzięki tej relacji odbyłem podróż po Australii,dzięki Panowie:)


4. 2009-07-13 18:33:38
gość:
chlopaki super relacja,bravo,jestem z Kielc i chce do australii nie leciec zwiedzac tylko mieszkac,ale wielki szacun do Was!! na pewno super doswiadczenie,ja za rok jak tylko skoncze inz to pisze IELTS'a,moze dostane wize i lece,pozdrawiam!!


3. 2009-04-25 18:47:45
gość: tobe
i znowu nakrecilem sie wyjazdem do krainy oz ;)


2. 2008-12-15 11:37:01
gość: Equilibri
Właśnie takiego sprawozdania z Australii szukałem, szacunek za wytrwałość i organizacje, Pozdrowienia


1. 2008-08-15 16:54:50
gość: handy
wow...ślicznie tam :) mam nadzieję że też kiedyś zobaczę to wszystko na własne oczy :D


  Mapapowiększ 

  Australia

Informacje o kraju: Australia
Flaga - Australia








© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: blogi z podróży, smspower.pl - darmowa bramka sms