PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 




  Artykuły

kategoria: Podróże>Australia data dodania: 2008-06-02      
autor: Gacus,

Australia!!!

ocena: 3.16przeczytano 2524 razy


7.IX.2006 Otworzyły się drzwi, ale jedziemy dalej!

Jesteśmy w Sidnejowie. Miasto jest absolutnie bajeczne i wyśmienite, kapitalne i rewelacyjne, wręcz zaj...iste, jak powiedziałaby dzisiejsza młodzież. O ile Melbourne jest europejskie, o tyle Sydney zdecydowanie azjatyckie. Jak dla nas proporcje Biały - Azjata to około 1:1. Zabójcze są odległości, przedmieścia ciągną się na 40 km na północ, południe, a na zachód nawet prawie 50. Przeciętny Sidnejczyk (Sidnej?) spędza w samochodzie około 2,5 h dziennie jadąc i wracając do/z pracy (informacje za Kasią, tutejszą Polką-Krakuską, która poświęciła dla spotkania się z nami lekcje szermierki). Wszystko wynagradza jednak widok zatoki, do której wpłynęliśmy taką między-dzielnicową łajbą - Opera i Harbour Bridge absolutnie dają kopa swoją urodą. W sumie nic więcej w Sydney nie dane było nam na razie zobaczyć, pod operą aparat sam się otwiera, nawet jeśli go nie masz, udało się tych zdjęć trochę nastrzelać... Epping, gdzie mieszkamy to jedno z tych dalekich przedmieść, nasze nie jest najgorsze, tylko 20 km od centrum (około 45 minut jazdy pociągiem), cały system komunikacji i budownictwa oparty na tym londyńskim więc nie będę przynudzał.

Harbour Bridge


W środę typowo górniczy dzień. W Traralgon, gdzie zamieszkaliśmy mieści się centrum górnicze, odpowiedzialne za cały region (przypominam uprzejmie, że Australia to jeden z największych wydobywców wszelkiego rodzaju surowców na świecie). I właśnie w środę pojechaliśmy zrobić inspekcje w regionie. Ubrani w gumowce, odzież ochronną, kask, okulary i z lampką górnicza za pasem ruszyliśmy do nowo otwieranej kopalni złota. Razem z Gregiem, czyli Grzegorzem trzeba było odebrać rzeczoną kopalnię, a w zasadzie sprawdzić jak sprawy stoją. Stały tak sobie, tzn. jak na polskie warunki rewelacyjnie, ale dla Australijczyków, którzy na punkcie bezpieczeństwa mają kompletnego świra (ze swoim 120 km/h wyprzedzamy zwykle wszystko, co leci highway'em) było sporo zastrzeżeń. Teren, na którym zamierza się kopać może wydzierżawić każdy, ale obowiązują ścisłe reguły. Naszej polskiej ekipie udało się zauważyć, że budka, w której mieścił się pokój socjalny stała za blisko skarpy, obok której z kolei budowano coś na kształt taśmociągu, wywożącego ziemię wraz z kruszcem na górę. Myślę, że budka jeszcze by trochę postała, ale pan Greg był nieubłagany. Rządowym Landcruiserem, w którym z kolei nie można palić (każdy obywatel ma prawo zgłosić palacza w służbowym samochodzie, należącym do rządu) przemieściliśmy się przez 4wd track do kolejnej kopalni, w której trzeba było sprawdzić jak doszło kilka tygodni wcześniej do wypadku, w którym jeden z górników złamał 4 żebra. Chyba był to polski robotnik, bo bez udziału alkoholu nie dałoby się złamać tych żeber w tym miejscu.

Inżyniery na miejscu wypadku


No i na koniec kopalnia węgla - olbrzymia dziura w ziemi o średnicy kilometr-dwa, w której ustawiono kilka urządzeń wielkości Camp Nou w Barcelonie - jako że wszystko w Australii jest generalnie dla ludzi, można było tą dziurę obserwować ze specjalnego lookout'u - impressive. Się dzieje, najgorsze jest to, że nie domykają się dobrze drzwi w Falconie - otwarły się ostatnio na skrzyżowaniu w Canberra, co powoduje odruch ciągłego ich przez nas chwytania. Mogą wylecieć w każdym momencie, a z nimi i kierowca, dlatego trzeba będzie pomyśleć o jakiejś gumce, żeby je spiąć. W Canberz'e spędziliśmy kilka godzin wczoraj i dzisiaj - stolica Australii to sztuczny twór, utworzony po części przez konflikt miedzy Sydney, a Melbourne - totalnie bez duszy, ale z genialnym Parlament Hill (porośnięty trawą budynek na wzgórzu można zwiedzać bez żadnych ograniczeń, co skwapliwie czynią Australijczycy i my) i ekskluzywna dzielnica dyplomatyczna, w której jak zwykle się prezentuje polska placówka - widać, ze nie dotarły tu jeszcze rządy kaczorów, bo jest potężna, zadbana, czysta, bogata, całkiem nie tak jak Polska. Tytułem wyjaśnień i z cyklu "The Way" trzeba nam dodać, ze 1000-kilometrowy odcinek między Melbourne, a Sydney przebyliśmy z infantylnymi, młodymi Niemkami (szkoda klawiatury na te dziewczęta) - no, ale swą główną rolę znów jednak odegrały rewelacyjnie... Tym razem nie będziemy komentowali nic więcej:) Jutro znów Sydney, a wieczorem hit nad hitami - Nowa Zelandia, gwiazda całego przyszłego tygodnia!!!

U Grega i jego familii


20.IX.2006 Była próba włamania, ale jak zwykle jedziemy dalej!

Są za nami 3 tygodnie australijskiej wiosny i 500 km od Sydney mamy prawie 30 stopni Celsjusza. Idealna pogoda na starość, wzdłuż oceanu ciągną się nieustannie plaże, na które zażywni emeryci przywożą swoje karawany i damy. Nie do rzadkości należą tu panowie po 60-tce uprawiający surfing i panie po 70-tce paradujące w bikini:) Ale z tych przyjemniejszych rzeczy, Sydney już definitywnie za nami. Rozciągające się wzdłuż dziesiątek mniejszych lub większych zatok miasto byłoby wymarzonym do życia, gdyby nie to, że nad zatokami żyje może ok. 1% jego populacji. Reszta wozi się po półtorej godziny one-way na rozciągające się daleko-daleko przedmieścia. Tak i tak Ci, co wysupłali po kilka milionów dolarów na domy w pobliżu Opery na pewno nie żałują.

Jeden z domów nad zatoką


Widok z Harbour Bridge (porównywalnego wielkością do Golden Gate w San Francisco - tylko kilka razy mniejszy) na rzeczoną Operę stawiam na pewno w Top Ten Views jakie kiedykolwiek było mi dane widzieć. Przepraszam tutaj za niepotrzebne i trochę prowincjonalne angielskie wtrącenia, ale niczym te buraki wracające po dwumiesięcznym pobycie gdzieś pod Chicago do Polski z akcentem, tak i my zaciągamy już mocno (a imię moje tutaj to Dżasek). Centrum Sydney nie różni się wiele od Manhattanu, zacienione przez kilkudziesięcio-piętrowe wieżowce ulice ciągną się przez kilka kilometrów od Sydney Opera. Z rzeczy, które na pewno trzeba zobaczyć to Bondi Beach, legendarna już plaża, na którą ściągają niebieskie ptaki z całego świata, aby przez całe wręcz lata nic nie robić. Tzn. robić, bo pływać na desce. Fala jest świetna, plaża szeroka i długa, pubów i restauracji od groma, więc ludzie Ci wynajmują małe kilkumetrowe pokoje, gdzie umieszczają siebie i swoją deseczkę, całe dnie spędzając na plaży (spokojnie wystarcza na to australijski socjal albo kasa rodziców). Trzeba przyznać, że doszli w sztuce pływania do prawdziwej perfekcji, a że do tego są piękni (chyba, nie znamy się), młodzi i wysportowani to życie im płynie tu całkiem przyjemnie, choć oczywiście nie tak bogato w duchowe doznania jak nam.

Bondi Beach


Niestety była próba włamania do naszego Falcona, lekko uszkodzono nam zamki, ale nie udało się ich sforsować. Tak że jedziemy dalej, nie straszne nam znoje i trudy, dzieląc niestety koszty podróży na dwóch, nie udało nam się nikogo do jazdy namówić. Może w Brisbane? Na szczęście benzyna staniała. Wczoraj po 2,70 zł, dziś wprawdzie już po 3.10, w Australii cena benzyny różni się znacznie w zależności od dnia tygodnia, w piątek może być 30% droższa niż w poniedziałek! Nie udało nam się niestety też rozstrzygnąć konfliktu, gdzie lepiej się żyje, czy w Melbourne czy w Sydney, ponoć gdy wejdzie się w dyskusję miedzy mieszkańcami tych miast, by nie podgrzewać już atmosfery najlepiej powiedzieć: Does Canberra really suck as they say? :)

Opera by night


20.IX.2006 Randez vouz avec Koala

W końcu udało nam się namierzyć koale. Jacek po obfotografowaniu się z tymi misiami, które przypominają bardziej pluszowe zabawki (bardzo miękkie futro) stwierdził, że może już wrócić do Polski. Chwilę musiałem go odciągać od tego pomysłu, ale w końcu zmiękł i pojechaliśmy dalej na północ do Raju Surferow (i nie chodzi tu o internet). Kilka słów o misiach koala. Zwierzak ten to totalny nierób. 20h w ciągu doby śpi, obejmując swoimi długimi kończynami gałąź drzewa (ciekawostka: każda kończyna górna koali ma po 2 kciuki), a resztę czasu spędzają na objadaniu się liśćmi Eucalyptusa, podtrzymywaniu gatunku (sex - przyp.red.) oraz czyszczeniu swojego futra. Miśki te są mega czyściochami, a do tego nawet jak leje to niczym nie przejmując się dalej smacznie śpią (mają nieprzemakalne futro). Jedyne co je rusza, to pożary buszu i silne wiatry, wtedy schodzą z koron drzew i leniuchują na dolnych konarach. Euforia Jacka jest łatwo wytłumaczalna. W prawdziwym środowisku koale nie dają się podejść, a głaskanie może się skończyć pogryzieniem i solidnym podrapaniem. Nam udało się je pogłaskać, a Jacek nawet zaczął przytulać się do jednego z koali (chyba to była ona...). Animal Sanctuary poza koalami zamieszkują wombaty, emu, strusie, dzikie psy dingo, wallabie, kangury, które jadły nam z ręki jak wspomniane już fiordy. Dobra, koniec o zwierzakach, idziemy surfować. Hang loose, Aloha Byron Bay!

My i nasi podopieczni




strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


7. 2010-04-26 13:04:32
gość: kasiek
Super!!! Zastanawiamy się właśnie nad emigracją do Australii. Wiadomo... drugi koniec świata, daleko od rodziny, a tutaj mamy mieszkanie i pracę (na razie) i trochę szkoda to wszystko zostawić bo lubimy nasze życie tutaj i Polskę... ale myślę, z jeszcze bardziej polubimy Australię i nasze nowe życie tam. A wasza relacja z podróży jeszcze bardziej optymistycznie nastawiła mnie do wyjazdu na antypody :). P.S. nasze dziecko na pewno będzie mówiło po Polsku i znało historię Polski :) trzeba pamiętać kim się jest !


6. 2009-11-27 18:35:42
gość:
Miło nam, że to była dla was inspiracja :) Australia jest cool...


5. 2009-11-09 00:44:38
gość: kłobuk
dzięki tej relacji odbyłem podróż po Australii,dzięki Panowie:)


4. 2009-07-13 18:33:38
gość:
chlopaki super relacja,bravo,jestem z Kielc i chce do australii nie leciec zwiedzac tylko mieszkac,ale wielki szacun do Was!! na pewno super doswiadczenie,ja za rok jak tylko skoncze inz to pisze IELTS'a,moze dostane wize i lece,pozdrawiam!!


3. 2009-04-25 18:47:45
gość: tobe
i znowu nakrecilem sie wyjazdem do krainy oz ;)


2. 2008-12-15 11:37:01
gość: Equilibri
Właśnie takiego sprawozdania z Australii szukałem, szacunek za wytrwałość i organizacje, Pozdrowienia


1. 2008-08-15 16:54:50
gość: handy
wow...ślicznie tam :) mam nadzieję że też kiedyś zobaczę to wszystko na własne oczy :D


  Mapapowiększ 

  Australia

Informacje o kraju: Australia
Flaga - Australia








© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: blogi z podróży, smspower.pl - darmowa bramka sms