PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 




  Artykuły

kategoria: Podróże>Australia data dodania: 2008-06-02      
autor: Gacus,

Australia!!!

ocena: 3.17przeczytano 2524 razy


22.IX.2006 Wysiadła pompa paliwowa, nie wiadomo czy jedziemy dalej - czyli wizyta w raju cierniem usłana

Szit happens, ale żeby dwa razy pod rząd... Czwartek, godzina 15, Pacific Highway, gdzieś na odcinku między Sydney, a Brisbane. Falcon, wydawałoby się dostojnie i spokojnie połyka kolejne kilometry. Za kierownicą Jacek, co już zapowiadało afery, a co najmniej przygody. Marcin rozłożony na siedzeniu pasażera, drzemiąc nie spodziewał się takiego obrotu akcji - a akcja się zaraz zaczęła - wskaźnik temperatury silnika skoczył na samo maksimum, po kolei zaczęły rozbłyskiwać kolejne czerwone kontrolki. "O fuck" - ktoś w samochodzie krzyknął. Pobocze, otwarta maska i pół godziny próby chłodzenia silnika. Podjęta naiwnie próba ruszenia dalej po 500 m zakończyła się zagotowaniem w chłodnicy. 15.45 - pierwszy zatrzymany samochód i jakże znajomy widok - panowie na bosaka. Krótka wymiana zdań na temat Falcona i jest pierwsza diagnoza - poszedł się pieścić pasek chłodnicy. Spychamy wspólnie samochód i ładujemy się na tył nowiutkiego Subaru - po pół godzinie wracamy z mechanikiem z pobliskiej wioski, który w kilka minut usuwa usterkę - nie jest najgorzej, za usługę kasuje 40$ , co jak na Australię mieści się w granicach przyzwoitości, ale co i tak daje się odczuć w naszych kieszeniach. Po uroczym Cape Byron, najbardziej wysuniętym na wschód punkcie Australii wydawało się, że nic nie może naruszyć harmonii i piękna tego miejsca. Posiliwszy się standardowym chlebem tostowym (ohyda) z równie paskudnym żółtym serkiem plasterkowym, ruszyliśmy dalej. Kto mógł przypuszczać, że po zachodzie słońca wśród biegających wokół latarni morskiej australijskich piękności, coś się jeszcze złego może wydarzyć...

Byron Bay - najbardziej na wschód wysunięty kawałek Australii


Pech chciał, że Marcin znów oddał kierownicę Jackowi - to nie powinno się zdarzyć (pamiętajmy komu wybuchła opona w outbacku). Kilkadziesiąt kilometrów przed granicą Nowej Południowej Walii i Queensland'u, dobrze po zmroku, na nie całkiem bezpiecznym zakręcie (brak pobocza) Falcon zamilkł... Nie było wesoło, obok pędzące pociągi drogowe, na szczęście kilkaset metrów dalej była mała zatoka, do której udało się grata dopchać. Zatoka dała nam schronienie i chwilę spokoju, ale nie naprawiła nam fury - nie szło odpalić. Chwilę zajęło nam zatrzymanie dobrego człowieka - okazał się nim mieszkaniec Bliskiego Wschodu, który do swego Volvo pełnego pluszaków wziął Marcina i zawiózł do najbliższej wsi. Jacek, Ten Co Ciemności Się Nie Boi, został przy chorym Falconie. Po godzinie wraca Marcin, któremu udało się wytargować pomoc drogową za 70$ - kilkanaście minut potem staliśmy już pod warsztatem. Szczęście w nieszczęściu, ze nic się nie wydarzyło wcześniej w outbacku, gdzie poszczególne warsztaty dzieli po kilkaset kilometrów dystansu. Fajnie się jeździ na lawecie, ale nic poza tym. Drugą pod rząd noc przyszło nam spędzić w Falconie - dobrze, że grat duży i pojemny i dobrze, że wieźliśmy otrzymaną w prezencie butelkę Martini (prezent dla Marcina od pewnej niewiasty) - co z nią zrobiliśmy (z butelką, nie z niewiastą) niech każdy się już domyśli... Rano usłyszeliśmy wyrok - "you'd better get rid of this crap, mate". Głównym problem okazała się pompa, samochodem mogli się zająć dopiero od połowy przyszłego tygodnia, a mieliśmy piątek, co w znaczący sposób zaburzyłoby nasz plan podróży. Na szczęście po obdzwonieniu wszystkich okolicznych warsztatów udało się trafić do Billinudgela - to miejscowość, nie znajomy Billego Joela, dokąd na lawecie udało nam się dojechać w promocji za 20$. Krótkie rozpoznanie i pytanie: "Bierzecie pompę używaną (100$), czy nowa (300$)? + robocizna 70$". Wzięliśmy tańszą, później mieliśmy się przekonać, że trafne jest twierdzenie, że co tanie, to drogie. 4 godziny czekania w lokalnym country-pubie (mega klimaty, panowie w gumofilcach, panie z warkoczami i zawiązanymi nad pępkiem koszulami popijają miejscowego Cascade i czekają na przyjeżdżający dyliżans pocztowy - vide Dziki Zachód) i pojechaliśmy. Nie zajechaliśmy za daleko, samochód dławiło, krztusiło, coś tam stukało, a my w to wszystko wsłuchani, widać, ze spartolona robota. Wjechaliśmy na Gold Coast - letnią stolicę Australii, gdzie Lamborghini, Ferrari i Porsche widać prawie tak często jak Daewoo Matiza w Krakowie. Wjechaliśmy to za dużo powiedziane, Jacek pchał, Marcin trzymał kierownicę. Dookoła rozbrzmiewała symfonia klaksonów, ale cóż, to my przejechaliśmy przez Serce Australii :), oni widzieli je co najwyżej na Adventure Channel, więc mając ich głęboko w .. nosie pchaliśmy trupa dalej. Na razie jest weekend, plaża za naszym oknem rewelacyjna, słoneczko grzeje, fala się stawia, mieszkanko w apartamentowcu na plaży u naszego znajomego Davida, ale smutek nas trawi. W przewodniku napisali, że Surfers Paradise, bo tu jesteśmy, to takie Daytona Beach i Miami do kwadratu, nie wiem, nie byliśmy, ale komercja niesamowita, wzdłuż plaży ciągną się kilkunasto, kilkudziesięciopiętrowe budynki, ludzie marzą, żeby spędzić tu choć tydzień wakacji. Niestety, to może być koniec podróży, nawet jak naprawimy nie stać nas będzie na kontynuację wyjazdu, ale jak mantre trzeba sobie powtarzać "no worries, mate" (z ostatniej chwili, Falcon odpalił, dalej go dławi, ale do warsztatu powinien dojechać!).

Socjal w Surfers Paradise mamy niezły, mieszkamy w pierwszym bloku od prawej


23.IX2006 Czy uda się jeszcze zaliczyć Outback?

Wciąż wegetacja w Surfers Paradise. Daj Boże wszystkim taką wegetację, nie wychodzimy z morza próbując nauczyć się "surfingowania" (na razie nikomu nie udało się ustać nawet sekundy, pewnie fala za niska, deska źle wyważona, itp...), ale krew się gotuje, gdy czekają na nas takie widoki - www.outback.pl - które prawdopodobnie nas tym razem ominą. Co za paradoks, jesteśmy tak blisko, a jednocześnie tak bardzo daleko. Niech się dzieje co chce, ale jeśli się wszystko tak dobrze dotychczas układało, to czemu nie może się dalej układać? Płyn hamulcowy cieknie, kolejna przypadłość Falcona odkryta. Dla informacji - temperatura powietrza: 25 stopni; temperatura oceanu: 20 stopni; rekinów: brak; płaszczek: brak; śmiertelnych meduz: brak. Duch Steve'iego Irwina dalej obecny w powietrzu, australijska telewizja i radio wciąż nadają audycje, wspomnienia, reportaże, jesteśmy całkiem niedaleko od jego zoo, niestety nie wystarczy pieniążków, aby to miejsce odwiedzić (35$-40$ za wstęp).

Czy uda się jeszcze zobaczyć Outback?


26.IX.2006 Brisbane - wrota do tropikalnej północy

Udało nam się dojechać do Brisbane! Wprawdzie to tylko 80 km od Surfers Paradise, ale świętujemy ten sukces, jakby to było 8000... Do czasu kiedy wliczano w rozmiary miast również przedmieścia, Brisbane było najbardziej rozległym miastem na świecie. Dziś dalej jest wielkie, my mieszkamy około 15-20 km od centrum, ale za to w typowym, australijskim domku, jakie znamy z przedpołudniowych, sobotnich seriali. Jest busz obok domu, jest basen, są eukaliptusowe drzewa, na których rzadko bo rzadko, ale można spotkać koale (tu trzeba sobie szczerze jedną rzecz powiedzieć, koale w Australii nie stoją na każdym rogu i nie pytają czy mogą Ci wskoczyć na ręce albo, czy nie możesz fajkami poczęstować, trzeba się sporo naszukać, żeby je dorwać na dziko). Niestety albo i stety to jeszcze nie obszar Australii, gdzie w basenie rozgladasz się nerwowo czy po powierzchni nie pływa krokodyl - przydałoby się w końcu ujrzeć to miłe stworzenie na żywo, to Australia, nie Austria !!! Mamy około 5 dni opóźnienia - wykończeni psychicznie przez Forda postanowiliśmy się go pozbyć - ogłoszenia porozwieszane, zobaczymy jak pójdzie - generalnie jest bajzel i w silniku i w papierach, więc i cena nie będzie najwyższa. Wszystko nam już wszelako jedno, byle do Rafy, a później stopem czy busem przez Outback z powrotem do Darwin. Parę słów jeszcze o Brisbane, dopiero niedawno zostało przyjęte do australijskiej czołówki, przez lata Sydney i Melbourne nadawało mu miano ubogiego kuzyna z tropikalnej północy, teraz szczyci się najlepszym "social life" w całej Australii - pełno tu knajpek, muzeów, galerii, wieżowców i całego tego dodatku, który ponoć ma odróżniać miasto od wioski. Nie korzystamy, przyjechaliśmy tu kontemplować przyrodę :). Ale przyznać trzeba, że Brisbane to ładne miasto, brakuje mu jednak czegoś, co ma Sydney (opera) czy Melbourne (chociażby Australian Open), które przyciągałoby gawiedź. Może i dobrze, że mu brakuje, bo 1,6 mln ludzi żyje sobie tu jak pod miotłą (a może jak u Pana Boga za piecem), najzimniej jest tu wtedy, gdy temperatura spada do 15-18 stopni Celsjusza. Życie całkiem przyjemne wśród wijącej się rzeki, dalej nie mogąc się przekonać do wielopiętrowych budowli (wille Australijczyków stoją kilkaset metrów od finansowego centrum, to tak, jakby na Grodzkiej albo Stradomiu w Krakowie wybudowano parterowe chatynki).

Plaże w okolicach Brisbane




strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


7. 2010-04-26 13:04:32
gość: kasiek
Super!!! Zastanawiamy się właśnie nad emigracją do Australii. Wiadomo... drugi koniec świata, daleko od rodziny, a tutaj mamy mieszkanie i pracę (na razie) i trochę szkoda to wszystko zostawić bo lubimy nasze życie tutaj i Polskę... ale myślę, z jeszcze bardziej polubimy Australię i nasze nowe życie tam. A wasza relacja z podróży jeszcze bardziej optymistycznie nastawiła mnie do wyjazdu na antypody :). P.S. nasze dziecko na pewno będzie mówiło po Polsku i znało historię Polski :) trzeba pamiętać kim się jest !


6. 2009-11-27 18:35:42
gość:
Miło nam, że to była dla was inspiracja :) Australia jest cool...


5. 2009-11-09 00:44:38
gość: kłobuk
dzięki tej relacji odbyłem podróż po Australii,dzięki Panowie:)


4. 2009-07-13 18:33:38
gość:
chlopaki super relacja,bravo,jestem z Kielc i chce do australii nie leciec zwiedzac tylko mieszkac,ale wielki szacun do Was!! na pewno super doswiadczenie,ja za rok jak tylko skoncze inz to pisze IELTS'a,moze dostane wize i lece,pozdrawiam!!


3. 2009-04-25 18:47:45
gość: tobe
i znowu nakrecilem sie wyjazdem do krainy oz ;)


2. 2008-12-15 11:37:01
gość: Equilibri
Właśnie takiego sprawozdania z Australii szukałem, szacunek za wytrwałość i organizacje, Pozdrowienia


1. 2008-08-15 16:54:50
gość: handy
wow...ślicznie tam :) mam nadzieję że też kiedyś zobaczę to wszystko na własne oczy :D


  Mapapowiększ 

  Australia

Informacje o kraju: Australia
Flaga - Australia








© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: blogi z podróży, smspower.pl - darmowa bramka sms