PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 




  Artykuły

kategoria: Podróże>Europa data dodania: 2008-07-09      
autor: Gacus,

I śmieszno i straszno kak na Ukrainie

ocena: 2.93przeczytano 832 razy


Relacje pochodzi ze strony www.globtroteria.pl.


I śmieszno i straszno kak na Ukrainie (22.VI)

O 12.30 w sobotę ujrzeliśmy zarysy Ukrainy. Ujrzeliśmy, bo do wjechania na jej terytorium brakowało jak się okazało jeszcze 3 godzin. Pokornie ustawiwszy sie z mrówkami, czekaliśmy na wjazd. Polska Zet to odpowiednia charakterystyka tego co zobaczyliśmy. Marcin, który jest mrówką od najmłodszych lat i z przemycanym spirytusem jest za pan brat, szybko sie zaadaptował. Mnie przeraził ukraiński milicjant, który dbał o porządek w kolejce, wyciągając do odprawy swoich rodaków, a Polakom kazał stać przez długie godziny (reperkusje po artykule Wyborczej, która udokumentowała zdjęciami chwile przyjmowania łapówek przez ukraińskich celników). Nie do rzadkości należało obrażanie i lekkie uderzenia pałkami. W końcu i nas wyciągnął z tłumu i wjechaliśmy do ukraińskiej republiki. Na pierwszy rzut oka przygotowania do Euro idą pełną parą. Szkoda, że chyba do Euro 2030. Szybko wtopiliśmy się w miejscową ludność, na Ukrainie alkohol można pić w miejscach publicznych, co uczyniliśmy przed miejscowym gastronomem. Marszrutka (mini busy przecinające Ukrainę wzdłuż i wszerz) dojechaliśmy za 14 hrywien (1HR=50gr) do Lwowa. Droga lepsza niż o niej w Polsce opinia. O 18 byliśmy w końcu we Lwowie (+1h). "I gdybym ja jeszcze urodzić się miał, to tylko we Lwowie" - słowa z kabaretu zanuciliśmy wychodząc z dworca. Bo Lwów to rzeczywiście czasami kabaret. Bilety MPK po 25 gr, woda w większości kamienic od 6 do 9 rano, a na ulicach kocie łby, które ukraińskie kobity dzielnie przecinają 15-centymetrowymi szpilkami. Wizyta w kuchni huculskiej uświadomiła nam, że Hucułowie znali się tylko na koniach - nie polecamy.

Lwów starówka

Stare Miasto we Lwowie zdecydowanie jest większe niż to krakowskie, przypomina trochę wrocławskie, no ładnie jest, ładnie, ale jakby czas zatrzymał się sto lat temu. Brak kasy na renowację, ale Lwów rokuje na przyszłość dobrze. Zakupiwszy wcześniej kupiennyje biliety na pociąg do Kijowa (127 hr), nie spodziewaliśmy się, ze o 22.47 odjedziemy w takim luksusie. Kupienny to przedział na 4 łóżka, nam na szczęście nie dokwaterowano majora KGB czy też innego radzieckiego kosmonauty w stanie spoczynku, przez 9 h jechaliśmy do Kijowa jak w Hiltonie de lux. W Kijowie napotkaliśmy jednak na ścianę. Babcie niewiadomego pochodzenia próbowały wcisnąć nam jakąś kwaterę, ale nie pomogły nawet moje piątki z rosyjskiego z elitarnego liceum specjalnego. Były dla nas prawie niezrozumiałe. Oficjalne ceny kwater w Kijowie zaczynają się od 300 hrywien za dwójkę, a my przecież przyjechaliśmy tylko z bogatego zachodu. Po negocjacjach, które przyniosły wielkie rozczarowanie obu ze stron, zdecydowaliśmy się dziś w nocy pojechać dalej. Wybór padł na Symferopol na Krymie, bo tylko tam były jeszcze kupiennaje. Plackartnych, czyli otwartych przedziałów z 40-ma łóżkami jeszcze się trochę boimy. 16-godzinna podróż do Symferopola zaczyna się dla nas dziś o 00.47, kosztuje 115 hr, jedyne co nam może jutro doskwierać to brak prysznica. Swieżość nasza jest bowiem tylko drugiej kategorii. Dla Kijowa szacunek. Miasto ładne, bogate, socrealistyczne budowle przypominają nam o wielkości imperium, którym straszyli nas nasi rodzice. Cerkwie i monastyry wszędzie, gdzie się okiem rzuci, poczytajcie se na wikipedii ich nazwy.

Kijów

Moda ukraińska 2008 - koszula rozpięta co najmniej do połowy, fryzura 3 mm lub na czeskiego piłkarza wiecznie żywa, kobiety koniecznie tlenione blond włosy i wspomniane już szpilki. Do tego czarne Cayenne, ewentualnie uboższy LandCruiser. Tylko czarne! Dobra, idziemy się polansować na Krieścienniku, o ile można lansować się w przepoconych sandałach i poplamionych szortach. Krymie, nadjeżdżamy!

Ukraińska ulica
Ławra - Kijów

Spaleni słońcem (24.VI.2008)

Nie piszemy dużo, bo ukraińskie dzieci Internetu obsiadają tu wszystkie kafejki, których i tak jest jak kot napłakał (10 hr za godzinę gwoli ścisłości, pamiętajmy o prostym dzieleniu kwot przez 2 - otrzymamy cenę w złotówkach). O 16.15 wczoraj dotoczyliśmy się prawie po 16-tu godzinach do Symferopola na Krymie. Niestety, ale czar ukraińskich kolei prysnął. Tym razem nasz przedział pamiętał czasy Orient Expresu i Agaty Christie, szkoda, że remontu żadnego od nowości nie widział. Ceratka na łóżkach, spalone żarówki, ledwie zipiąca klimatyzacja i kibel, o którym lepiej nie wspominać, ale będą zdjęcia, bo Marcin uwiecznił go podczas jednej z wielu w nim sesji. Nie w takich warunkach jednak w życiu sypialiśmy, nie takie niepowodzenia spotykały nas, tu udało nam się ponownie, znów nikogo nie dokwaterowali do kupiennego. Podczas podróży można korzystać z wrzątku, aby zalać Vifona, na stacjach babuszki oferują suszone rybki, człowiek z głodu nie zginie.

Trolejbusy w Symerfopolu


W Symferopolu lekki powiew klimatu wschodu i dekadencji, gorące powietrze, kamazy i trolejbusy, które na Krymie obsługują trasy nawet długości jak z Krakowa do Zakopanego. Mickiewicza raczej nie pamiętają, ale czy czasów Lenina przypadkiem nie? Swoją drogą Lenin wiecznie żywy, często spotkać go można na pomnikach czy w nazwach ulic. Jako że klimat wschodu to i McDonald. Po eleganckiej kolacji (31 hr BigMac Menu, drogo), wybraliśmy marszrutkę do miejscowości nadmorskiej Sudak (2 h, 25 hr, wypadł mi paszport, ale dziewczę jakieś ochoczo mi go zwróciło), gdzie od razu wylansowało nas małżeństwo, które z Zielonej Góry ściągało kiedyś 30-letniego już chyba dziś Forda Sierrę. 8 USD za miejsce w pokoju dwuosobowym 15 minut od plaży to przeciętna cena tego rejonu w priwatnych kwartirach. Niestety, ale trafiliśmy w miejsce pokroju Łeby w sezonie, gofry, hotdogi, dmuchane krokodyle, rodziny z dziećmi, cuda na kiju i waty cukrowe, Shreki i Fiony potrafią nadwątlić budżety, dobrze, że nasze pociechy zostawiliśmy w domu, bo ceny takich badziewi zaiste wysokie.

Krymskie krajobrazy


Krym to prawie jak Chorwacja. Prawie takie samo jest morze, prawie takie same skaliste plaże i schodzące do morza góry, prawie takie same kwatery, smażalnie ryb. Prawie jednak czyni taką różnicę, że wybieramy Żywca, a nie piwo Tesco. Jeszcze długo zaskakujące momentami ukraińskie chamstwo (przy naszych paniach z Dworca Głównego panie z tutejszych kas biletowych to wiedźmy wcielone, ostentacyjnie ziewanie to najłagodniejsza odpowiedź na twoją próbę kupienia biletu) i umiłowanie bylejakości każą wielu z nas omijać Ukrainę z daleka. Nie naprawi złego wrażenia gościnność pozostałych obywateli tego zacnego kraju. No i o alfabecie innym niż cyrylica można zapomnieć. Między bajki można też włożyć taniość tego zakątka. Owszem, można zjeść rybkę z frytkami za 10-15 złotych, ale będzie to rybka wysmażona o 8 rano, a potem bezczelnie do mikrofalówki wsadzona. Dobry obiad to wydatek rzędu 50-70 hrywien za łebka, jedyne co na prawdę tanie, to zimne pifko - 3,50 hrywien, dostępne w każdej dziurze, na każdym rogu, u każdego obywatela Ukrainy. Mimo wszystko jest znacznie lepiej, niż nas wcześniej straszono, Kijów to metropolia pokroju Paryża, Madrytu czy Wiednia, Morze Czarne znacznie cieplejsze niż Bałtyk, a obywatele sądząc po Cayennach trochę od naszych bogatsi. Po wycieczce na Nowy Świat, na który popłynęliśmy wodnymi rowerami, jak za dawnych podróży po Kryspinowie pisze to ja, ukraińska rjebjata, JacekG.

Krym




strona: 1 | 2 | 3

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


1. 2012-06-03 17:38:05
gość: emigrant
Chyba ciężko jeździć po świecie mając tyle pogardy dla innych ludzi, prawda?


  Mapapowiększ 

  Ukraina

Informacje o kraju: Ukraina
Flaga - Ukraina








© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: blogi z podróży, smspower.pl - darmowa bramka sms