PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 Zobaczyć Maroko i (nie) umrzeć




  Artykuły

kategoria: Podróże>Europa data dodania: 2008-07-09      
autor: Gacus,

I śmieszno i straszno kak na Ukrainie

ocena: 4.00przeczytano 637 razy


Krym za nami (26.VI.2008)

Niestety, zdjęć nie będzie, bo się kabel gdzieś zapodział. Po jednodniowych wczasach w Sudaku daliśmy ciała, bo pojeni wódką ze spritem przez gościnnych Ukraińców (10 hr, pół na pół, nie tak jak u nas naparstek wódki + 0,25 L sprite), wstaliśmy o 11. Ufni w komunikację, która na Ukrainie działa lepiej niż w szwajcarskim zegarku, trochę sie zawiedliśmy, bo czekać trzeba było na wyjechanie z Sudaka półtorej godziny. (13.15-15.30, 80km, 20 hr). Co na złe nie wyszło, bo byliśmy świadkiem walki o letnika pomiędzy miejscowymi babuszkami, które przepraszały nas potem za taki widok, ale "emjeritury u nich niskie, kak zyc takoj rjebjata??".



Zażywne panie prawie rozerwały gościa na strzępy, ale z uśmiechem, kultura i klasa. W Ałuszcie, do której dojechaliśmy mocno podmęczeni, nic wg nas nie można było zobaczyć, ja naciąłem się jednak na niezbyt smaczne ciasto z serem za 6 hrywien (nie dałbym za to nawet drugi raz 6 kopiejek) i wodę leczniczą o smaku zgniłego jajka. Za 12 hrywien dobiliśmy w końcu do Jałty, kiedyś miejsca gdzie sprzedano nas jak worek ziemniaków, dziś kurortu w stylu Nicei i Kołobrzegu. Szybko przejął nas dziadek, którego jak każdego tu "babuszka była polką" i zaproponował 2 mieszkania: norkę za 20 USD i apartamencik za 30 USD za dobę. Namiary dał, ale numer pomieszał, więc nikomu nie pomogę. Wizyta w willi, gdzie pokroili Europę Roosvelt, Churchill i Stalin - ładna, gustowna, nie pasuje do tych dramatycznych wydarzeń.

Znów trochę przyspaliśmy dziś, dopiero o 11.30 wsiadaliśmy do marszrutki odjeżdżającej do Sewastopola, muszę odszczekać słowa o braku kultury i uprzejmości tutejszego narodu, biją nas tym na kolana. Żadnych agresorów, milicji też nie widać, bo chyba nie specjalnie potrzeba, łudziłem się spotkać tu dresów-chuliganów, ale występują oni tylko w Polsce i w Anglii. Nawet drogi nie takie złe jak o nich mówiono. Sewastopol - miasto Floty Czarnomorskiej, rzeczywiście, rdzewieje sobie ona spokojnie w portach. ZSRR wiecznie żywy, na każdym kroku pomnik Lenina, bohaterów spod Leningradu, Stalingradu, bohaterów czasów naszych dziadków i ojców. Generalnie niciewo ciekawego w etom gorodzie. Marcin, wychowany na poezji Mickiewicza, zapragnął jeszcze zobaczyć Bakczysaraj, lekka panika, że nie zdążymy, ale o 17.05 stawiliśmy się w Pałacu Chanów (marszrutka z Sewastopola 12 hr, ok. 1 godziny), który zamykali o 17.30.

Bakczysaraj

Pałac Chanów rzeczywiście piękny, okolica również, Mickiewicz miał co opiewać, w następnych sonetach pisać będą o naszym wstępie do środka na tracącej ważność pół roku wcześniej legitymacji Erasmusa (wstęp 15 zamiast 30 hrywien za łebka). Pod wejściem chwila grozy, dorwał nas jakiś weteran z Groznego, rzeczywiście stan jego ciała wskazywał na 60, a nie 28 lat, które posiadał. Pochwalił się ilu najemników czeczeńskich zestrzelił w Groznym (ponoć robił tam za snajpera), trochę w jego opowieści wydawało się nieprawdopodobne, że służył również dla polskiej armii. Pożegnawszy go serdecznie udaliśmy sie kolejną marszrutką, której ceny nawet nie warto wspominać, bo taka niska, do Czufut-kale, domów mieszczących się w okolicznych skałach, do po prostu Skalnego Miasta. Spotkawszy po drodze jednych z 6 widzianych dotychczas Polaków z czystym sumieniem dotarliśmy do Symferopola, z którego do miejscowości Chmielnicki przy granicy z Rumunią podróżować będziemy od 21.35 (uwaga!uwaga!) 22 godziny (143 hr w kupiennym). Fak, fak, fak....

Kamieniec Podolski i Chocim + I cz.zdjęć (29.VI.2008)

Po wejściu do pociągu w Symferopolu czekała nas niemiła niespodzianka. Przyzwyczajeni do luksusowego podróżowania w ilości dwóch sztuk, zdziwiliśmy się na widok ukraińskiego nawalonego agresora, który z czerwonym nosem rozłożył się na dolnym łóżku. Nie uśmiechała się 22-godzinna męczarnia, udałem się więc do prowadnika, aby jakimś dekretem przeniósł nas do innego przedziału. Stanowczo odmówił, mówiąc, że nie ma aż tak wielkiej władzy, a miejscówka świętą jest. Nie pozostało nic innego, jak złożyć korupcyjną propozycję - za 10 zł od łebka znalazł się wolny przedział, herbata i zapewnienie o opiece na trasie do samego Chmielnickiego, gdzieś na wschodzie Ukrainy. Klasa pociągu na poziomie średnim, co potwierdziło, że pierwszy nasz skład na Ukrainie był wybrykiem natury. O podróży trudno pisać, płaskie, żytem i pszenicą obsiane krajobrazy Ukrainy szybko się nudzą, około 18 godziny podróży twój mózg zaczyna odmawiać posłuszeństwa. Naszego zachowania w pociągu nie wypada nawet opisywać. W Chmielnickim przesiadka i kolejne dwie godziny za ok. 30 hrywien do Kamieńca Podolskiego, kto nie czytał Trylogii ten pewnie nie wie, że miasto to było miejscem bohaterskiej obrony dowodzonej przez Michała Wołodyjowskiego w 1672 roku.

Kamieniec Podolski

Napastnikami byli w tym przypadku Turcy. Na kartach książeczki mówi sie o wysadzeniu przez Ketlinga twierdzy w akcie honoru, rzeczywistość była bardziej prozaiczna, Ketling wysadził zamek przypadkiem, już po podpisaniu rozejmu. Trafiliśmy już tam w nocy, z racji jakiejś większej imprezy z udziałem biskupów nie udało nam się, wzorowym katolikom, znaleźć miejsca w przykościelnej hostnicy, generalnie wsjo obsadzone, z przesympatycznym taksówkarzem o prezencji ukraińskiego mafiosa objeździliśmy wszystkie hotele, dopiero po prawie godzinie przygarnął nas na lewo jakiś recepcjonista z hotelu, wziął do kieszeni po 100 hrywien i pozwolił zamieszkać w pokoju o największym standardzie w historii naszych podróży. Kazał tylko zabrać się około 9-tej rano. Kamieniec Podolski to piękne miejsce, nawet nam ciężko byłoby zdobyć twierdzę i stare miasto, zewsząd otoczone przez głęboki kanion, w którym płynie niejaki Smotrycz. Generalnie dla Kamieńca wysoka ocena, warto odwiedzić, przemycając na Ukrainę jakieś 4wd.

Chocim

Po Kamienću przyszedł czas na Chocim, pół godziny drogi marszrutką, kolejnym miejscu z którego spogląda na nas kawał historii, jakby powiedział sportowy komentator. Chocim to znów XVII wiek i bitwy z Turkami, tu swoją wiktorię chocimską miał Jan III Sobieski, prosto stąd wybrał się po polską koronę. Tu do kieszeni wziął znów bileter (6 hr), a przekrętem wyjazdu okazał się pędrak obsługujący przyzamkowego grilla, który za pseudo szaszłyka wziął 55 hrywien. Stosunek jakości do ceny na poziomie 0,0001. Przestrzegam przed tym człowiekiem, bezczelnego chamskiego typa pożegnaliśmy słowem: "sabaka". Jeszcze tylko autobus do Czerniowców i najbardziej wleczący się pojazd świata, a mianowicie pociąg do Lwowa (300 km - 12 h), gdzie po raz pierwszy podczas tej wyprawy jechaliśmy w czwórkę, marszrutka do granicy i o 10.45 czasu polskiego przekroczyliśmy ojczystą granicę.

Co do podsumowania - Ukraina - warto pojechać, warto zobaczyć, ale niekoniecznie tam często wracać. Jedzenie nisko-średnie, krajobrazy oprócz Krymu dość pospolite, miasta ciekawe, acz oprócz Kijowa mocno zaniedbane, ludzie bardzo mili, aczkolwiek strasznie styrani. Trzeba generalnie "uważać", wszystko dobrze wygląda, ale wdepnąć w jakieś g...o nie jest zbyt trudno :) Dziękuje za uwagę.

I część zdjęć:

Żul z lwowskiej ulicy
A to już baciak (warszawski cwaniak, krakowski andrus) z tego samego miasta
Lubi i alkohol i śmieci
Lwiwskie podworce
Pociąg wersja de lux - Lwów - Kijów
A to już wersja retro - Kijów - Symferopol
Kej Dżi Bi
Kijowska ulica - Krjeściatnik
Kijów - cerkiew św. Michała - wersja błękitna
Wersja zielona - cerkiew św. Zofii



strona: 1 | 2 | 3

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


  Mapapowiększ 

  Ukraina

Informacje o kraju: Ukraina
Flaga - Ukraina



KONKURS NA RELACJĘ Z PODRÓŻY






© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: bramkasms.com.pl - darmowa bramka smssmspower.pl - darmowa bramka sms, doładowania, logo dzwonki